Site icon All About Music

Ragnar Ólafsson – m.i.s.s. (2020), recenzja Sebastiana Torbicza

Twórczość muzyków pochodzących z Islandii, nie jest w naszym kraju dość szeroko obecna w rozgłośniach radiowych, można by rzec, że prawie wcale z wyjątkami. Jednak artysta, którego płytę miałem przyjemność posłuchać ma w Polsce liczną grupę swoich fanów, którzy tłumnie chodzą na jego koncerty. Ragnar Ólafsson jest artystą wyjątkowym i bardzo wszechstronnym. Można powiedzieć, że w trakcie swojej kariery przeszedł już chyba drogę przez wszystkie gatunki muzyczne – muzykę ludową, pop, jazz, rock, metal i wiele innych.

Przez wiele lat występował w zespole Arstióir, z którym wydał sześć albumów studyjnych. W 2016 roku Ragnar postawił na solową karierę, wydając rok później swój debiutancki album Urges. Od niedawna także koncertuje z metalowym zespołem Sólstafir.

1 września do sprzedaży trafił jego drugi krążek pod tytułem M.I.S.S. Wieloletnie doświadczenie w poprzednim zespole, a także już kilka lat pracy solowej, pozwoliły mu na wypracowanie własnego, autorskiego stylu. Na jego najnowszej płycie znajdziemy więc tym razem bardziej nastrojowe granie, w klimacie country, folku i singer-songwriter. To dwanaście kompozycji, które promował utwór Southern Nights, który swoją światową premierę miał, co warto podkreślić, w Radiowej Trójce, w lutym tego roku.

Souther Nights, jest także utworem otwierającym album. To spokojna, myślę, że idealnie wprowadzająca słuchacza w klimat albumu kompozycja. Delikatne dźwięki gitary, i pojedyncze dźwięki klawiszy w tle. Po pierwszym refrenie nabiera nieco większego tempa. Trzeba przyznać, że Ragnar posiada bardzo przyjemną dla ucha barwę głosu. Uroku dodają kobiece wokale w tle. Pojawia się nawet solo gitary, moment ten przypomina mi nieco bridge w Stairway to Haeven, Led Zeppelinów. Neddle & Thread jest już w zdecydowanie szybszym tempie, niż poprzedni utwór. Typowa kompozycja country. Marszowa perkusja, utrzymująca tempo w ryzach. Fajne brzmienie skrzypiec. Genialny wokal wspomagający Idy Langthjem Christiansen. Ich głosy pięknie się uzupełniają. Ragnar postawił na mieszanie dynamiką utworów, co sprawiło, że kolejna pozycja – Bad Eagles jest bardzo stonowana i spokojna. Pole do popisu mają tu instrumenty smyczkowe. Utwór ten bardzo kojarzy mi się właśnie z klimatem folku, i idealnie wpasowuje się w Islandzkie klimaty. Message, utwór hipnotyzujący od pierwszych dźwięków. Delikatny, bardzo czysty głos Ragnara. Ponownie pojawia się wokal kobiecy, tym razem Sólveig Asgeirsdóttir. Kompozycja nabiera tempa przy refrenach. Stopa perkusji narzuca tempo, ciekawie zbudowany utwór, z rosnącym i opadającym napięciem, budującym całą otoczkę i dramaturgię.

Deva, to ballada country, charakterystyczne brzmienie gitary, ponownie dwugłos damsko-męski. Ciekawym utworem, jest Seamless. Trwa on 2 minuty, z czego połowa to jeden, ciągnący się dźwięk. Natomiast od połowy pojawia się Ragnar, recytujący tekst. Walls, również nie porywa słuchacza, spokojny utwór. Nieco ciekawiej brzmi już Muddy Waters. Utwór country, ale zdecydowanie z pazurem. Całe instrumentarium idealnie się uzupełnia, słuchając go, miałem momentami, że muzycy urządzają sobie małe jam session. Każdy miał trochę przestrzeni, to pokazania możliwości swojego instrumentu i dodania czegoś od siebie. Ciekawy pomysł, zdecydowanie na plus. Paper Crane, brzmi trochę jak powolny alternatywny rock. Zbudowany na wokalu Ragnara i dźwiękach „zmęczonej” gitary. Dwa ostatnie utwory – Beackon i Photograph są zamknięciem, oddającym zamysł całego albumu i jego styl.

Muszę przyznać, że przed odsłuchem nie miałem jakichś szczególnych oczekiwań, co do tej płyty. Jednak jestem pozytywnie zaskoczony. Spodziewałem się spokojnych utworów, bez szaleństw, a usłyszałem kilka naprawdę dobrych kompozycji. Moi faworyci to na pewno Message i Muddy Waters. Oczywiście, jest też kilka słabszych kompozycji, jednak nie wpływają one jakoś drastycznie na ogólny odbiór albumu. Polecam go lubiącym posłuchać czegoś klimatycznego, np. w trakcie relaksu. Na nadchodzące jesienne wieczory przy herbacie i gorącej czekoladzie, będzie w sam raz. Rangar pojawi się również w Polsce, we wrześniu na kilka koncertów promujących krążek.

Exit mobile version