Site icon All About Music

Queen Symfonicznie w Toruniu. Relacja Łukasza Jaćkiewicza i zdjęcia Jakuba Molina

Zmierzenie się z legendą zespołu Queen to nie lada wyzwanie. Melodie, które pokochały miliony, nucą wszyscy, a głos Freddiego Mercury’ego jest wyznacznikiem geniuszu. Z historią postanowiła się zmierzyć orkiestra Alla Vienna, której dźwięki zostały przełamane przez chór Vivid Singers.

Queen Symfonicznie to projekt muzyczny, który powstał kilka lat temu w celu jednego koncertu. Jeden występ wzbudził tyle pozytywnej karmy, że postanowiono objeździł całą Polskę. 29 listopada projekt dotarł po raz pierwszy do Torunia i tym samym był to 64. koncert od ich powstania.

Koncert został podzielony na dwie, wyraźne części. Połowy, które wyraźnie mogły trafić do słuchacza. Przyznam szczerze, że pierwsza część nie zaskoczyła mnie. Dla takiego laika symfonicznego jak ja, liczy się pomysł i wykonanie. O ile pomysł tu był, brakowało mi tego czegoś co mogło tego dopełnić. Zgodzę się jednak, że dla słuchacza lubiącego taki gatunek, mogło być to coś dobrego. Bo trzeba przyznać, że skład był doborowy. Na orkiestrę Alla Vienna składają się świetna skrzypaczka Marta Niedźwiecka (genialna! swoje skrzydła rozwinęła w drugiej części koncertu), wiolonczelistka Małgorzata Smyczyńska-Szulc, perkusista Tomasz Wrocławski, flecista  Jan Dobrowolski, klarnecista Mariusz Barszcz, kontrabasista Jan Niedźwiecki oraz  Adam Manijak na fortepianie. W tej części aranżacje były raczej stonowane, a dopełniające je wokale z chóru Vivid Singers brzmiały klasycznie. Mam jednak wrażenie, że z aranżacji można by wyciągnąć coś jeszcze, a głosy w tej części mogłyby się inaczej dopełniać. Na plus natomiast zdecydowanie można wymienić kilka kompozycji. Chodzi mi tu o nieśmiertelne Don’t Stop Me Now, nieskazitelne Who Wants to Live Forever czy kompozycję, która najbardziej mnie zaskoczyła – Barcelona. Ten solowy utwór Freddiego Mercury’ego, może nie należy do najbardziej znanych kompozycji wokalisty, ale był to zdecydowany strzał w dziesiątkę i najlepszy utwór tej części koncertu. Aranżacyjnie i wokalnie perfekcyjnie!

Druga część koncertu, to zdecydowanie to, na co czekałem. Muzycy w przerwie zrzucili swoje klasyczne stroje i przebrali się w luźniejsze. Jan Niedźwiecki zamienił kontrabas na gitarę, a sam chór zdecydowanie luźniej śpiewał. To był zdecydowanie strzał w dziesiątkę. Bardziej rockowe brzmienie symfonicznego grania zdecydowanie bardziej do mnie trafiło. Podkreślę to po raz drugi – to było to, na co czekałem. To było tak jak sobie wyobraziłem przed koncertem, nie znając dokładnej setlisty. Ostrzejsze aranżacje doskonale układały się dźwiękowo w Auli UMK i brzmiały często bardzo realnie, tak jak byśmy byli na prawdziwym koncercie rockowym. Punktem wieczoru zdecydowanie było wykonanie utworu Bohemian Rhapsody, które jest moim ulubiony utworem zespołu Queen. Kompozycja nieprosta, zmieniająca kilkukrotnie swoje oblicze, zebrała zasłużone owacje na stojące. Brzmiało to fenomenalnie, takiego wykonania nie powstydziłby się chyba sam Freddie Mercury czy Brian May. Od tej chwili całe miejsce zmieniło się nie do poznania. Na scenę wkroczył sobowtór Mercury’ego ubrany w charakterystyczne białe spodnie, biały T-shirt i żółtą kurtkę. Trzeba przyznać, że oddał dobrego ducha wokaliście, bo prezentował się nieźle. Również wokalnie było dobrze, niedoskonałości głosowe krył tu świetny chór. Na scenie zabrzmiało We Will Rock You, I Want to Break Free, Radio Ga Ga czy uwielbiane przeze mnie Another One Bites The Dust. Ludzi natomiast wstawili, tańczyli, klaskali i śpiewali. To chyba trzeba uznać za wyznacznik dobrego koncertu, bo zabawy naprawdę było wiele. Do muzyków dołączył również „Brian May”.I na koniec klasyczne I Want to Break Free – magia.

Queen Symfonicznie to dobry projekt, który ma za zadanie popularyzowanie muzyki Queen, co widać się udaje. Na publiczności widzimy zróżnicowaną grupę ludzi, także dzieci i młodzież. Do mnie osobiście o wiele bardziej trafiła druga część koncertu, na której ludzie po prostu się bawili. Muzycy zapowiedzieli również, że wrócą do nas w przyszłym roku, co mnie niezmiernie cieszy. Mam nadzieję, że jednak zmienią coś w swoim repertuarze, aby było jeszcze ciekawej.

Fot. Jakub Molin / All About Music

Exit mobile version