Site icon All About Music

Przeszłość w futurystycznym blasku. Duran Duran – FUTURE PAST, 2021 (recenzja)

FUTURE PAST to esencja klimatu Duran Duran ze szczyptą unowocześnienia i produkcyjnej solidności. Jest radośnie, jest nostalgicznie, skrząco i błyszcząco. Jest bardzo dobrze.

Zacznę od drobnego wtrętu lingwistycznego, którym torturowano mnie w liceum. Otóż Duran Duran nazwali swój album FUTURE PAST (stylizowany zapis wersalikami), co nieuchronnie kojarzy mi się ze znanym z języka angielskim dziwacznym czasem przyszłym w przeszłości. Używamy go wtedy, gdy mówimy o czymś, co jest już przeszłością, jednak w momencie wypowiadania przez nas zdania, stanowiło dla nas przyszłość. I nie przywołuję tego, by marudzić na nieprzespane noce, podczas których musiałem się uczyć tej cholernej gramatyki, o nie! To pewien przyczynek do refleksji nad tym, jak czas potrafi zmienić perspektywę i wpłynąć na ocenę zdarzeń i procesów, których doświadczamy. Stosowanie czasów to nie tylko gramatyczny wygibas uplastyczniający wypowiedź, lecz często decydujący czynnik wpływający na naszą ocenę. Podobnie jest z muzyką. Kontekst bywa nie mniej istotny od przekazu, czasami wręcz nad nim dominuje i zmienia jego charakter. Czas bywa niezwykle istotny zwłaszcza dla tych, którzy w muzyce działają od dekad, a ich twórczość zmienia się wraz z nimi, bądź zachowuje swój pierwotny charakter. Jak zatem odnieść to do nowego wydawnictwa Duran Duran? Co chcą nam powiedzieć muzycy zespołu? I kiedy? Czy to jeszcze przeszłość, czy raczej przyszłość?

Moim zdaniem FUTURE PAST to spojrzenie na wszystko, co najlepsze z przeszłości zespołu, unowocześnione i podane w nieco futurystycznej stylistyce. Jak powiedział swego czasu założyciel zespołu, Nick Rhodes, na nowej płycie zespół jest jedną nogą w przeszłości i jedną nogą w przyszłości. Duran Duran przestali na siłę odchodzić od tego, co było ich wyróżnikiem, jest wręcz przeciwnie, są z tego dorobku dumni. Byli przecież gwiazdami kolejnej brytyjskiej inwazji w muzyce popularnej szturmującej MTV, która była kluczem w kształtowaniu gustów muzycznych tamtej ery. Nie jest to jednak ejtisowy album w klimacie retro disco, lecz pełnoprawny nowoczesny produkt, dobrze zagrany, dobrze wyprodukowany i ciekawie pomyślany. Zapewne duża w tym zasługa Grahama Coxona, znanego z Blur, czy Marka Ronsona, który miał znaczący wpływ na produkcję FUTURE PAST.

Podchodziłem do tego albumu z dość dużą ostrożnością, zadając sobie retoryczne w gruncie rzeczy pytanie, co też Simon Le Bon i spółka mogli nowego przygotować. Wobec Paper Gods wydanego w 2015 r. mam mieszane odczucia i chyba nie do końca wierzyłem w to, że nieco podstarzali Brytyjczycy będą jeszcze w stanie stworzyć coś ciekawego i niebanalnego. Jakże niesłusznie!

I wtedy wchodzi ANNIVERSARY, całe na biało. A właściwie na błyszcząco, tanecznie i imprezowo, ze świetną rytmiką i klimatem nawiązującym właśnie do lat 80. XX wieku. Z tym właśnie kojarzy mi się Duran Duran i to jest ich stylistyka. Podobnie jest z TONIGHT UNITED czy MORE JOY!, przy których nóżka sama tupie, a ciało zrywa się do tańca. Wszystkie wymienione utwory to single, a więc w założeniu, wybrane przez sam zespół i marketingowców utwory ciągnące płytę, w jakiś sposób sztandarowe dla tego wydawnictwa. Tak rzeczywiście jest, ale FUTURE PAST to nie tylko taneczna impreza. Moją uwagę przyciągnął ALL OF YOU, nieobecny w dotychczasowej promocji, ale to naprawdę świetny numer, z funkowym vibem i hipnotycznymi elementami zagranymi przez Nicka Rhodesa na klawiszach.

Kwintesencję nowych Duran Duran możemy usłyszeć na GIVE IT ALL UP z gościnnym udziałem Tove Lo. Są w tym utworze elementy typowe dla zespołu, jak spokojne, synthpopowe intro z delikatnym głosem Simona Le Bona, ale także wpływy współczesne, zwłaszcza w drugiej części piosenki. Robi się wtedy bardziej EDM-owo, a prym wiedzie Tove Lo. Wszystko to fajnie zazębia się w refrenie, kiedy głosy obojga świetnie harmonizują z synth-elektroniczną muzyką Nicka Rhodesa.

Jest Duran Duran, to są i ballady. Tu zwracam uwagę na tytułowy FUTURE PAST. Nie jest to może tak znaczący utwór jak Come Undone czy Ordinary World, ale wciąż nieźle. Nieco lepiej jednak oceniam WING z udziałem Coxona i Ronsona i świetną gitarą, która dominuje przez cały utwór. Są też słabsze momenty, jak utwór HAMMERHEAD, który byłby całkiem niezły, gdyby nie te rapsy w środku, których idei zupełnie tutaj nie rozumiem, ale cóż, zdarza się najlepszym.

Duran Duran znakomicie uchwycili balans między inspiracjami z ejtisowej muzyki, tworzonej przez nich w młodości, a potrzebą wprowadzenia nowoczesnego brzmienia. Wykorzystali swój dorobek mądrze i kreatywnie, nie fiksując się na prostej próbie efektownego upiększenia, lecz potraktowali to jako punkt wyjścia do zrobienia czegoś nowego. Nie da się uchwycić istoty tego albumu lepiej niż zrobił to Nick Rhodes w przywołanych wyżej słowach o jednej nodze w przeszłości, a drugiej w przyszłości. To jest właśnie FUTURE PAST w wykonaniu Duran Duran i ten rozkrok to znakomity przykład ich dojrzałości i wciąż niezatraconej kreatywności.

Exit mobile version