Site icon All About Music

Przedwczoraj na Torwarze, wczoraj na Brit Awards, a dziś u nas. Wywiad z Lewisem Capaldim

Lewis Capaldi to najnowsze odkrycie świata muzycznego. 22-letni Szkot zabłysnął piosenkami „Grace” i „Someone you loved”, które miał okazję śpiewać wielokrotnie jako support bardzo znanych wokalistów, takich jak np. Sam Smith. W tej roli przyjechał również do Polski, żeby wystąpić przed Bastille, a później został zaproszony do duetu na scenę.

Fani uwielbiają jego nonszalancki styl bycia, przezabawny profil na Instagramie oraz wyluzowane odpowiedzi w coraz częściej pojawiających się wywiadach. Na YouTube’ie dostępny jest już wczorajszy wywiad z gali Brit Awards (Capaldi zdobył nominację do Critics’ Choice), który w pełni oddaje osobowość Brytyjczyka.

Niedawno Lewis ogłosił datę premiery swojej pierwszej płyty oraz jej zaskakujący tytuł: „Divinely Uninspired To A Hellish Extent”, co oznacza mniej więcej „W piekielnym stopniu niezainspirowany duchowo”.

Mieliśmy okazję porozmawiać z Lewisem o tej płycie, ale również o tańcu na rurze i o tym, na co wydaje najwięcej pieniędzy.

Marta Umiejewska: Dopiero co ogłosiłeś premierę swojej debiutanckiej płyty. Pojawi się w maju i będzie miała bardzo ciekawy tytuł…

Lewis Capaldi: Ten tytuł to tak naprawdę fragment tekstu jednej z piosenek. Co ciekawe, ta piosenka w końcu nie trafiła na płytę. Możliwe, że wypuszczę ją jakiś czas po premierze, bo jest świetna, tylko nie była jeszcze gotowa. Wybrałem taki tytuł, bo byłem nieco znudzony i zawiedziony przemysłem muzycznym. Pomyślałem, że nadanie płycie tytułu, który by ją negatywnie oceniał, to zabawny zabieg.

MU: Przyjmujesz czasem rolę clowna w grupie?

LC: Hm, z pewnością czuję się jak dziwak, ale nie w negatywnym sensie. W trasie widzę, że każdy z nas ma jakieś dziwne przyzwyczajenia. Ja po prostu lubię się dobrze bawić. Mimo że śpiewam smutną muzykę, to uwielbiam się śmiać i żartować. Myślę, że to pozwala nam nie zwariować przy tak stresującej pracy. Jak tylko zaczynasz brać życie zbyt na poważnie, to wszystko staje się trudniejsze.

MU: To z tego powodu w teledysku do „Grace” tańczysz na rurze?

LC: Tak! Pomyślałem sobie, że do tak smutnej, poważnej piosenki nie chcę nagrywać jeszcze smutniejszego teledysku, więc zrobię coś najbardziej absurdalnego – czyli zatańczę na rurze. To nie było łatwe, ale bardzo zabawne. Oczywiście to nie ja robiłem salto, ale to ja zjeżdżałem po rurze.

MU: To był Twój pierwszy raz na rurze?

LC: Tak, ale nie dziwię się, że pytasz, bo szło mi świetnie! Czuję, że mam do tego wrodzony talent. (śmiech)

MU: Czy miałeś okazję zaśpiewać coś z Samem Smithem?

LC: Oj nie, nie ośmieliłbym się. On jest w tym zdecydowanie za dobry. Ale jakby kiedykolwiek chciał, to oczywiście nie odmówiłbym. Nie utrzymuję bliskiej relacji z Samem, to nie tak, że się przyjaźnimy, ale na pewno jakbym go spotkał w barze, to byśmy pogadali.

MU: Czujesz się już gotowy grać koncerty na największych scenach?

LC: Nie. Zawsze się bardzo stresuję, bo nie przyzwyczaiłem się jeszcze grać dla tysięcy ludzi. Nigdy się nie spodziewałem, że będę śpiewać dla chociażby pięciuset osób. Ale to bardzo miłe wyzwanie. Czasami sobie myślę, że skoro to tak szybko przyszło, to może się równie szybko skończyć, ale ta myśl mnie nie przeraża. Nawet gdyby moja kariera się skończyła, to dalej pracowałbym z muzyką – jako nauczyciel albo grajek w pubach. Nigdy nie sądziłem, że zajdę tak daleko – to bardzo fajne, ale pewnie nie będzie trwać wiecznie.

MU: Masz jakieś sposoby na radzenie sobie ze stresem przed koncertem?

LC: Tak, po prostu mam zawał, a potem idę śpiewać. (śmiech) Nie, nie znam żadnych trików. Staram się wyłącznie zrelaksować. Kiedyś, przy mniejszych koncertach, chodziłem wcześniej na piwo, ale teraz każdy występ to wielka odpowiedzialność, więc nie mogę sobie już na to pozwolić. Jeśli chce się napić, to dopiero po koncercie.

MU: Czujesz się już dorosły i niezależny?

LC: W ciągu zeszłego roku wiele w moim życiu się zmieniło i czuję, że się mocno uniezależniłem i dojrzałem. Wciąż mieszkam z rodzicami, ale to ma sens, bo i tak nigdy mnie nie ma w domu. Rodzice udzielają mi porad – zazwyczaj są bardzo podejrzliwi i twierdzą, że każdy próbuje mnie oszukać. Czasem to jest upierdliwe, ale ogólnie to dobra cecha podchodzić krytycznie do tego, co nam proponują i nie zgadzać się na wszystko bez słowa.

MU: Jak będziesz kupował własne mieszkanie, to w Glasgow?

LC: Szczerze mówiąc jeszcze o tym nie myślałem. Chciałbym kiedyś przeprowadzić się choć na chwilę do Los Angeles, bo wiem, że tam poprzeczka muzyczna ustawiona jest bardzo wysoko i jestem ciekaw, czy zdołałbym ją dosięgnąć. Ciągnie mnie do dużych miast – Nowy Jork, Londyn, ale też Kopenhaga – uwielbiam Kopenhagę. Ale to nadal wydaje mi się odległym tematem.

MU: Skoro nie płacisz czynszu i rachunków, to na co wydajesz pieniądze?

LC: Na buty. Mam kilkadziesiąt par trampek. Jak się dużo podróżuje, to człowiek trafia na ciekawe sklepy. Ja nie wydaję pieniędzy na pamiątki, tylko właśnie na buty. Buty i alkohol.

MU: Co jest dla Ciebie w tym wszystkim najfajniejsze?

LC: Poza butami? :D Granie live. Ale przede wszystkim najbardziej czekam na moją pierwszą płytę. Jestem bardzo ciekawy, jak zostanie przyjęta.

Exit mobile version