Site icon All About Music

Prince – Originals (2019), recenzja Christiana Cieślaka

Znalezione obrazy dla zapytania Prince - Originals

Pomimo, że minęły już ponad trzy lata od śmierci mistrza dźwięku jakim był Prince Rogers Nelson, melomański świat nadal może poznawać jego nieznane dotąd dzieła, które z różnych powodów nigdy oficjalnie nie ujrzały światła dziennego. Originals to doprawdy oryginalna kompilacja piosenek, która za cel obrała sobie ukazanie twórczości księcia bardziej od strony autora, niżeli gwiazdy muzyki.

Pisząc w zeszłym roku o pierwszym pośmiertnym dziele Princa, czyli krążku Piano and a Microphone 1983, byłem zachwycony jego kameralnością oraz wręcz krępującą mnie emocjonalnością. Porównując go do Originals, w istocie brak porównania, bo są to dzieła o zupełnie innych założeniach, ale i jakości. Wypuszczona niedawno składanka to zbiór piętnastu utworów, które trafiły do rąk ówczesnych podopiecznych Prince’a, wśród których możemy wymienić Sheilę E., czy girlsbandy Vanity 6 i Apollonia 6, bądź wielkich gwiazd jak na przykład Kenny Rogers, jednego z najważniejszych przedstawicieli muzyki country na świecie. Zanim jednak kompozycje te znalazły się na krążkach tychże artystów, Prince nagrał je samodzielnie, by móc zaprezentować im efekty swojej twórczej pracy. Tym samym w roku 2019 narodziło się Originals, zbiór utworów demonstracyjnych powstałych w latach 1981‑1991. Pomimo całkiem dużej sympatii i szacunku do tego dzieła, to niestety nie wróżę mu stania się sprzedażowym hitem, ani tym bardziej ponadczasowym klasykiem. Dlaczego?

Originals to zwykła, choć niezwykłe wykreowana składanka utworów, które nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego, poza tym, że stworzył je Prince i melodycznie wyróżniają się jego specyficznym sznytem. Słuchając ich w wersjach wykonywanych przez ich pierwotnych artystów, myślę, że przy większości z nich miałbym poczucie, że to właśnie Prince twórczo maczał przy nich palce. Zdecydowanym plusem tego wydawnictwa jest właśnie jego opracowanie. Każda z piosenek, może poza Wouldn’t You Love to Love Me?, reprezentuje wysoki poziom twórczy, tym bardziej mając na względzie to, że są to jednak wersje demonstracyjne. Ktoś kto wybrał te utwory i ułożył je w takiej, a nie innej kolejności naprawdę kawałek naprawdę dobrej roboty.

Pytanie jednak, które ciśnie mi się na usta, to dla kogo jest to tak naprawdę krążek? Kto ma się nim zachwycić i kto ma go kupić, by potem chwalić się nim wszystkim znajomym? Po pierwsze wierni fajni, którzy mają każdy album Prince’a w każdej możliwej wersji i na każdym możliwym nośniku. Po drugie fani muzyki jako tacy, którzy ostrzą sobie ząbki na wszelakie muzyczne ciekawostki, jaką Originals z pewnością jest. Niestety, raczej nie jest to album dla osób, które nie mają zielonego pojęcia o tym kim był Prince i jaką tworzył muzykę. Pierwszy kontakt z tym albumem, przynajmniej w moim przypadku, był zaskakująco mało ekscytujący, zresztą jak wszystkie moje pierwsze kontakty z dziełami Prince’a. Nie zmienia jednak to faktu, że piosenki zgromadzone na Originals z każdym kolejnym przesłuchaniem trafiały do mnie co raz to bardziej i bardziej. Wydaje mi się, że przy odrobinie samozaparcia i chęci, każdy ze słuchaczy znajdzie na nim swój zestaw ulubionych kompozycji, co z pewnością jest kolejną zaletą tego albumu.

Najfajniejsze według mnie utwory to The Glamorous Life oraz Sex Shooter. Pierwszy z nich to fantastyczna taneczna kompozycja łącząca jazz, pop i funk, zaś druga jest równie świetna, jak groteskowo wulgarna i głupia, co z pewnością również jest intrygującym osiągnięciem. Ciekawie wypadają również sztampowo popowe Manic Monday oraz całkiem alternatywne Make‑Up, które może i krótkie, ale wywarło na mnie całkiem spore wrażenie. Kompletnym zaskoczeniem były dla mnie stosunkowo minimalistyczne i skromne w otoczce dźwiękowej Noon Rendezvous oraz Love… Thy Will Be Done. To właśnie te dwie kompozycje wskazałbym jako to najlepsze pod względem twórczym, pomijając moje osobiste fanaberie oraz upodobania. Oczywiście nie mogę nie zapomnieć o nieśmiertelnym Nothing Compares 2 U, które jak zwykle jest fantastyczne i nie można nie słuchać go bez pewnego ładunku emocjonalnego.

Originals to jedno z najbardziej nietypowych dzieł z jakimi przyszło mi się spotkać w swoim muzycznym życiu i muszę przyznać, że było to bardzo przyjemne doświadczenie. Jeśli macie duże pokłady chęci na spotkanie się z dźwiękami i słowami skompilowanymi na tym krążku, serdecznie wam go polecam. Choć z pewnością nie jest to dzieło ponadczasowe, to ukradnie wam kilka chwil, sprawiając dużo radości z ich pozbawienia.

Exit mobile version