Site icon All About Music

Pożegnanie George’a Michaela. Felieton Justyny Rojek

Życie potrafi pisać przedziwne historie. Jeszcze dwa dni temu słysząc nieśmiertelną piosenkę Last Christmas czułam, że święta nadeszły w pełni. Dziś już wiem, że bardziej niż kiedykolwiek będę ją kojarzyć z ostatnim pożegnaniem mojego wielkiego idola. Niestety, ale straciliśmy kolejną absolutną ikonę muzyki – George’a Michaela.

Myślę, że większość z nas bardzo dobrze pamięta początki kariery George’a. Zespół Wham! założony wspólnie z Andrew Ridgeleyem to dość barwny muzycznie okres dla artysty. Rozwiane włosy, kolorowe ubrania i uśmiech nieschodzący z twarzy George’a tak go wtedy zapamiętam. To również czas kiedy powstały pierwsze wielkie przeboje jak Careless Whisper czy Wake Me Up Before You Go Go. Jednak to właśnie kariera solowa uczyniła z niego ikonę muzyki pop. Pięć albumów łączących w sobie pop z soulem, w tym dwa niewątpliwie wybitne: Listen Without Prejudice Vol. 1 i Older zawierały masę hitów. Faith, Father Figure, Kissing A Fool, Freedom! ’90, Older, Jesus to a Child …można by tak jeszcze długo wymieniać.

Wśród jego pozostałych dokonań muzycznych nie można pominąć duetów z innymi gigantami muzycznymi: Arethą Franklin, Elthonem Johnem, czy Whitney Houston. Warto również wspomnieć o niezapomnianym koncercie ku czci Freddiego Mercuryego z Queen oraz Lisą Stansfield. Jak widać talent George’a był tak wielki, że tylko sami znakomici artyści pragnęli z nim współpracować. Zresztą liczby też mówią same za siebie – ponad 100 mln sprzedanych płyt, gromadzące tysiące fanów trasy koncertowe czy niezliczone ilości nagród muzycznych.

https://www.youtube.com/watch?v=PBpgNK430MM

Jak wiadomo z czasem pojawiła się również ciemniejsza strona sławy. Uzależnienie od narkotyków i alkoholu czy częste konflikty z prawem były na porządku dziennym. Natomiast kiedy jego solowa kariera nabrała tempa przyznał się do swojego homoseksualizmu i zaczął działać na rzecz mniejszości seksualnych.

Odejście George’a Michaela wiąże się nie tylko z wielką stratą, ale również z ogromnym niedosytem. W porównaniu do Davida Bowie czy Leonadra Cohena wokalista nie zdążył pożegnać się ze swoimi fanami. Oczywiście pojawiały się informacje o rzekomo nagrywanej nowej płycie, ale nic do tej pory nie zostało potwierdzone. Próbując znaleźć w tym jakieś pocieszenie wiem, że George nigdy nie wypuściłby materiału który nie spełniłby w 100% jego oczekiwań. Cenił sobie jakość i dlatego jego wszystkie albumy stawały się muzycznymi perłami, a koncerty były po brzegi wypełnione fanami. W moim sercu na zawsze pozostanie jeden wyjątkowy wrześniowy wieczór 2011 roku we Wrocławiu. Występ artysty w związku z trasą Symphonica Tour był jak się okazuje moja ostatnią możliwością usłyszenia go na żywo. To właśnie wtedy w powietrzu unosiła się najprawdziwsza magia, a dopięty w każdym calu detal muzyczny sprawiał, że chłonęłam każdą minutę. Od tego koncertu wszystko się zmieniło. W każdym kolejnym próbuje znaleźć choć odrobinę z jego fenomenalnego głosu czy niezwykłej wrażliwości bijącej z jego piosenek. Jak się okazuje do tej pory nie znalazłam godnego mu następcy.

Tak sobie myślę, że ten rok bardziej niż kiedykolwiek zapamiętamy jako muzycznie smutny. W styczniu odszedł David Bowie, a później dowiedzieliśmy się o śmierci m.in. Prince i Leonarda Cohena. Śmiało można stwierdzić, że kończy się ważna epoka w muzyce pop i ciężko będzie znaleźć nowych tak wyjątkowych artystów.

Exit mobile version