
Ubiegłoroczna polska płyta roku doczekała się w końcu koncertu w Bydgoszczy. Kasia Lins ze swoim świetnym zespołem przyjechała promować swoje ubiegłoroczne wydawnictwo. Po takim aplauzie, możemy liczyć, że już wkrótce czeka nas reasumpcja i nowy koncert. To takie modne ostatnio określenie. I choć Kasia Lins kazała swojej bydgoskiej publiczności długo czekać na swoje pojawienie w tym mieście, to na pewno im to wynagrodziła. Ba! Nawet kilka dni wcześniej zapowiedziała, że to będzie ostatni koncert w takim składzie koncertowym promujący jej ostatnie póki co wydawnictwo Moja wina. Można więc powiedzieć, że Bydgoszcz zwieńczyła trasę koncertową i to z przytupem. Ale od początku.
Koncert w Bydgoszczy odbył się w charyzmatycznym miejscu jakim jest Fabryka Lloyda. To nowo powstałe centrum eventowo-koncertowe, które przyciąga swoim nowoczesnym designem i jak się okazuje świetną akustyką, którą dane nam było usłyczeć na koncercie. Jest wręcz stworzone do intymnych koncertów. Świetnie na pewno odnajdzie się także przy większych popowych koncertach. To po prostu wszechstronność tego miejsca. A może sama artystka?
Kasia Lins przyzwyczaiła mnie do koncertów, które brzmią jak jeden wielki spektakl. W Bydgoszczy czułem się jak na wielkim nabożeństwie ku czci wokalistki, która pokazuje nam swoje odczucia, sprawnie rozprawia się z tematami biblijnymi, ziemskim kościołem i sprawnie ubiera to w słowa. Pokazuje nam własną siebie. Warstwa liryczna koncertu nie odbiega jednak względem muzyki, która jest stworzona do grania na żywo. Tu wokalistkę wspomagają trzej utalentowani muzycy – Aga Bigaj (mega charyzmatyczna instrumentalistka), Wiktoria Jakubowska (świat potrzebuje takich perkusistek!) i Karol Łakomiec, który jest też współproducentem całego albumu i współautorem wizuali. To oni są wielką wartością dodaną występu i wisienką na torcie. To oni budują ten album muzycznie i wychodzi im to najlepiej jak może.
Muzycznie była to promocja przede wszystkim najnowszej płyty. Ciężko wymienić najlepiej zagrane utwory, ale moje Top 3 to Nie syp solą. Moja wina i Boże (pisząc tę relację po kilku dniach, z pewnością zmieniłbym zdanie – tak było to dobre). Nie chciałbym jednak pominąć Jeżeli kochasz do słów z wiersza Marii Konopnickiej – to jedna z najlepszych polskich piosenek ostatnich lat stworzonych do wiersza. Pod koniec koncertu dane nam było usłyszeć także Wiersz osttani z poprzedniej płyty i cover Ciechowskiego – Zapytaj mnie, czy Cię kocham. Lider Republiki byłby dumny.
Jeśli ktoś liczył, że na nabożenstwie dostanie rozgrzeszenie, to z pewnością nie czuł się rozczarowany. Kasia nie tylko uwolniła z nas pożądane myśli, ruchy i zachowania, ale i pozwoliła oczyścić duszę ze złych emocji. Dla pewności zostaliśmy pokropieni wodą z kropidła. Nastąpiło mistyczne rozgrzeszenie.
