Site icon All About Music

Powrót do nauki języka francuskiego. Mylène Farmer – Égrégore, 2026 (recenzja)

Jeden z moich ukochanych filmów francuskich nosi tytuł Za jakie grzechy, dobry Boże?… i właśnie tak się teraz czuję. Chociaż tak naprawdę to ja sama tego chciałam, więc jakby nie patrzeć, ja te „grzechy” stworzyłam. Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię jak brzmi pewna piosenka…

No dobrze, ale o co chodzi? O to, że jak wracałam z Cieszanowa po festiwalu muzycznym, to rozmawiałam z moim przyjacielem (wiem, że to czytasz – pozdrawiam Cię!) o wszystkim i o niczym. Rozmowa potoczyła się mniej więcej tak, iż wyznałam mu o tym, że chciałabym wreszcie nauczyć się języka francuskiego. Że katuję (a przynajmniej próbuję) na platformie Duolingo już ósmy rok i nic… ale kocham francuską muzykę i filmy z tego kraju. Dlatego przyjaciel polecił mi twórczość Mylène Farmer.

„ALE ONA MA OCZY!!!” – to była moja pierwsza reakcja, jak obczaiłam z któryś dawnych teledysków. A potem po usłyszeniu takich kawałków, jak California, Oui mais… Non i Stolen car ze Stingiem to przepadłam. Później w domu przesłuchałam całą jej dyskografię i uznałam, że Farmer to taka trochę francuska PJ Harvey.

A potem dowiedziałam się, że wyda kolejną płytę i być może będzie następna rezydencja koncertowa w Paryżu – może w przyszłym roku, może za dwa lata. „Aha„. Wiedziałam, że odwrotu już nie ma i to na moje własne życzenie. No, to najpierw Archive, PJ Harvey, potem Garbage – a teraz dołączyła Mylène do mojej listy artystów, na których mam fazę.

Dobrze, teraz wreszcie przejdźmy do głównego tematu. Égrégore to trzynasty album studyjny Farmer. Jego premiera odbyła się dzisiaj, 30 października 2026 roku – cztery lata po wydaniu poprzedniej płyty. Krążek zawiera dwa duety z DJ Snake’iem, a także dwa utwory – które stworzył dla artystki… Moby. Wokalistka napisała wszystkie teksty piosenek z płyty.

Pierwszy singiel z muzycznym wideo-obrazkiem – bo znacznie wcześniej dostaliśmy jeszcze Confession, które znalazło się na płycie, lecz bez teledysku – to utwór o tytule C’est a qui le tour. Nie trzeba być jakimś Einsteinem, by się nie domyślić, że kawałek ten jest w pewnym sensie o cenzurze. Jasno pokazuje to wideo-klip, który jest również wsparciem dla środowiska LGBT+. Uwielbiam, kiedy artysta daje nam fabularne klipy z jakąś historią, tak też jest w przypadku C’est a qui le tour. I ten uśmiech Mylène… ach!

Des lols et des quoi to drugi utwór promocyjny Égrégore, a jednocześnie fenomenalny banger. Warstwa tekstowa jest bardzo mocna i w pewnym sensie kontrowersyjna, ale na miejscu. Opisująca aktualne czasy na świecie. Jest to, w moim odczuciu, kontynuacja C’est a qui le tour. Teledysk jest świetny, który zawiera niespodziewany dla mnie plot twist.

Bardzo się cieszę, że Farmer zdecydowała się na współpracę z DJ Snake’iem. I to aż dwa razy! Combien pour la nuit jest następnym i prawdopodobnie ostatnim (albo jednak nie, ale zobaczymy) singlem wokalistki z tej płyty. I jeszcze lepszy banger, a teledysk… o Boże, miód na moje oczy! No i uszy, także. Dodatkową radość mi sprawia fakt, że – co najmniej francuskie – radiostacje naprawdę często grają ten numer.

Przy Entendre ma voix można nawet fajnie się pobujać na boki i w ogóle, ale moim absolutnym topem jest Reste la lumiere. Jezus Maria… To jest taki sztos, że aż mi słów brak. Ja normalnie mam to przed oczami, że jadę jakimś Porsche (czy tam innym kabrioletem) po Las Vegas, Los Angeles, albo Miami słuchając tego utworu. Ale jakby ktoś mi zaproponował, bym sobie urządziła nocną przejażdżkę słuchając na okrągło Reste la lumiere jadąc Fiatem 126p po Radzionkowie – to też bym się zgodziła.

Zdziwiłam się nieco po odsłuchaniu Sans amarres z DJ Snake’iem, gdyż jest to kompletnie co innego. Takie trochę niepodobne do artysty, do jego twórczości – natomiast ciekawe. Zaś po usłyszeniu pierwszych sekund Recreeet un jour to wiedziałam, że to jest jeden z tych numerów od Mobiego. No, nie da się tego pomylić z kimś innym. Aż mi się sama gęba uśmiechała słuchając tego.

Prezentacja albumu w kinach dała do myślenia. Może tego nie usłyszymy za pierwszym razem, natomiast z relacji komentujących – którzy widzieli film przed premierą płyty – wynika, iż Égrégore może być ostatnim krążkiem w dyskografii artystki. Takie pożegnanie z fanami, co może potwierdzać ostatni kawałek z tracklisty – Plus d’echo, przy którym poryczałam się jak głupia. Najprawdopodobniej wokalistka zagra jeszcze jakąś trasę koncertową i odejdzie na… emeryturę, ponieważ osiągnęła wszystko, co chciała i zamierza cieszyć się po prostu życiem. Mam łzy w oczach, kiedy piszę te wszystkie zdania.

Wszystko przemija, ale muzyka – jak i sama Mylène Farmer – jest wieczna. Mam tylko nadzieję, że zdążę ją zobaczyć na żywo, albowiem wolę nie ryzykować – bo jeśli faktycznie to ma być ostatni raz, to… no. A co do Égrégore – to mnie rozwaliło na łopatki, emocjonalnie zwłaszcza. Jak wszystko od uroczej i piekielnie utalentowanej, rudowłosej Francuzki o anielskim głosie oraz przepięknych oczach.

Zaś ja muszę wrócić do nauki francuskiego na Duolingo, bo już ósmy rok katuję ten język i nie mogę skończyć. A wypadałoby lepiej rozumieć warstwy tekstowe Mylène i wiedzieć jak śpiewać na jej koncercie, prawda? Obym dała radę choć trochę się tego nauczyć do momentu jej występu na żywo, to przynajmniej siary nie będzie. A nawet jeśli nie… to i tak mnie zetnie, zestresuję się, ale chociaż się wydrę: „je t’aime, Mylène!!!„.

Exit mobile version