Site icon All About Music

Portugal. The Man – Woodstock (2017), recenzja Justyny Rojek

Czas letnich festiwali muzycznych nieuchronnie zbliża się ku końcowi. Na pocieszenie pozostaje więc wspomnień czar lub płyta, z akcentem … woodstockowym. W taką sentymentalną podróż chcą nas zabrać panowie z amerykańskiej formacji Portugal. The Man z najnowszym albumem Woodstock. Sam tytuł to obietnica sporego wydarzenia w muzycznym światku, a co kryje zawartość?

Dla pochodzącej z Alaski psycho-popowej grupy Portugal. The Man Woodstock to już ósmy długogrający krążek. Zgodnie z tytułem albumu inspirację do jego stworzenia stanowił legendarny festiwal z 1969 roku, a dokładniej bilet na Woodstock, pochodzący z kolekcji ojca wokalisty i gitarzysty zespołu, Johna Baldwina Gourleya. Wydarzenie to niosło ze sobą przesłanie pokoju, miłości i zrozumienia, co znalazło swoje odzwierciedlenie w stronie lirycznej albumu. Lider grupy przyznał, że zapragnął muzyki, która pomoże ludziom poczuć, że nie są sami, nawet jeśli są wściekli lub czują się zagubieni. W końcu wszyscy jesteśmy w tym razem.

Otwarcie płyty to dosłowne otwarcie legendarnego amerykańskiego festiwalu. Singiel Number One zawiera zapożyczony fragment niezapomnianego Freedom (Motherless Child) w wykonaniu Richiego Havensa podczas Woodstocku. Nie jest to z pewnością kompozycja, która zasili konta radiowe ze względu na jej przyciężkawe brzmienie, za to kolejne single zaoferują już zdecydowanie więcej przebojowości. Feel It Still to o dziwo pierwszy hit zespołu, który pozwolił im tak naprawdę zaistnieć w świadomości meanstreamowej. Trochę to trwało, bo od pierwszego albumu minęło już 11 lat, jednak warto było czekać. Czepliwa melodia z linią basową z gatunku funky, falsetowym wokalem Gourleya to zasługa nawiązania do kultowego Please Mr. Postman grupy The Marvelettes, ale również producenta Danger Mouse’a (nagrywał m. in. z Gorillaz, The Black Keys). Portugal. The Man współpracował już z nim przy okazji płyty Evil Friends (2013), jak również z nominowanym do Grammy Johnem Hillem (m. in. Charlie XCX, Banks), natomiast aktualnie poszerzył grono producenckie o znanego z Beastie Boys Mike D. Ten amerykański muzyk nagrał z zespołem ich trzeci singiel Noise Pollution. Kompozycja o solidarności w obliczu tragedii, z wyraźnym  nawiązaniem do zamachu na redakcję Charlie Hebdo w 2015 roku, wprowadza nieco hip-hopową stylistykę. I nie wygląda to na zdecydowane odejście od brzmienia jakie dotychczas prezentował Portugal. The Man, gdyż od początku stawiał na łączenie różnych gatunków muzycznych. W piosenkach stale przewijają się elementy elektroniki czy hip-hop z solidną podstawą w indie/psycho rock/pop, a każdy kolejny album wchodzi w delikatniejsze klimaty. Dlatego słuchając kawałka Easy Tiger  nie sposób oprzeć się jego elektronicznej strukturze z elementami psychodelii oraz sugestii, że życie to nie wyścig, ale podróż, którą należy się cieszyć.

To, że przebojowa strona zespołu bardziej niż zwykle dominuje na najnowszej płycie to fakt, jednak wcale nie generuje to większej uwagi na kompozycjach. Synth-popowy utwór Live In The Moment o świętowaniu życia tu i teraz nie oferuje nic więcej niż jednorazowy zastrzyk energii wymarzony na lato 2017. Podobne zresztą odczucia niesie bardziej rockowy Rich Friends. Kawałek, który podnosi temat wszechobecnej kultury celebryckiej sprawia wrażenie idealnie skrojonego na radiowy singiel. Jednak wystarczy jedno przesłuchanie aby stwierdzić, że nie mamy już do czynienia z charakterystycznym i indywidualnym stylem Portugal. The Man, ale kalkulacyjnym nastawieniem na natychmiastowe uznanie.

Wydawnictwo Woodstock to bardziej komercyjna ambicja zespołu niż faktycznie znacząca płyta celebrująca pokój, miłość i szczęście. Przez tą nagonkę za przebojami, dostajemy natarczywe melodie z nawiązaniami do różnych wariacji muzycznych. A podczas każdego kolejnego przesłuchania jest coraz mniej momentów do których chcemy wracać. Tak sobie myślę, że gdyby nie singiel Feel It Still to cały album mógłby przejść niezauważony.

 

Exit mobile version