Site icon All About Music

Pink Freud – Pink Freud plays Autechre (2016), recenzja Michała Kaźmierczaka

Elektronika potraktowana w sposób akustyczny nie jest tworem, z którym do czynienia mam po raz pierwszy. Jednakże po raz pierwszy sięgnąłem po płytę w tej konwencji, która jest tak wymagająca, tak skrupulatnie zbudowana, tak skomplikowana. Na Pink Freud plays Autechre nie ma miejsca na półśrodki. Z resztą dokładnie tak samo jak u samych Autechre.

Wojtek Mazolewski to osoba, która bardzo lubi coverować. Kilka przykładów: Get Free z repertuaru Major Lazer (ze składem Wojtek Mazolewski Quintet), Come As You Are Nirvany (ze składem Pink Freud), czy Bombtrack zespołu Rage Against The Machine (ze wspomnianym Quintetem). Jednak do tej pory covery były jednorazowymi przypadkami na krążkach. Ale Mazolewski wraz z muzykami Pink Freud zamarzyli, by zagrać muzykę legendarnego duetu Autechre, czyli IDM i ambient. Wydawać by się mogło, że jest to zadanie karkołomne. Tylko, że trzeba brać pod uwagę jedną ważną rzecz – to jest Wojtek Mazolewski, a dla niego chyba nie ma rzeczy niemożliwych. W związku z tym 18 stycznia ubiegłego roku Pink Freud zagrało koncert w Jazz Clubie Hipnoza w Katowicach. Rejestrację tego koncertu znajdujemy na Pink Freud plays Autechre.

Otwierający utwór Laughing Quartet zaczyna całe wydawnictwo niezwykle imponująco. W oryginale usłyszymy połamane, wielowarstwowe konstrukcje opatrzone kosmicznymi dźwiękami. W wersji Pink Freud utwór nie traci niczego ze swej głębi, a dodatkowo zyskuje jeszcze ogromne pokłady energii. Główny motyw wygrywa tutaj saksofon, a całości dopełnia dynamiczna perkusja. Kolejny kawałek to Goz Quartet. Zespół tchnął trochę życia w tę kompozycję, bo oryginał jest nieco monotonny – to chyba zasługa saksofonu, który mimo powtarzalności motywów brzmi świeżo i ciekawie. Po Goz Quartet przychodzi kolej na Cichli – chyba najlepszy moment krążka. Nie da się ukryć, że ogromną rolę odgrywa tu samo oryginalne nagranie duetu – rewelacyjne z równie rewelacyjnym głównym motywem. Właśnie tego motywu Pink Freud nie pominęli i chwała im za to, bo to absolutny trzon kompozycji. Wojtek Mazolewski z muzykami skrócili nieco oryginał, ale nie ujęli mu nic z jakości. I koniecznym jest podkreślenie finału – w miejscu gdzie Autechre wyciszało stopniowo utwór, muzycy podkręcili emocje, by na koniec zostawić saksofon sam z głównym motywem. Fascynujące.

Basscadet – czwarty na krążku – to kolejna bomba energetyczna. Saksofon, hałaśliwa perkusja, wkradające się momentami elementy elektroniki i znów zakończenie z głównym motywem wygrywanym przez saksofon. Natomiast następny utwór jest chwilą oddechu – idealne posunięcie, by nie złapać zadyszki. Pule to stonowana, wyciszająca impresja. Zaraz po tejże impresji Pink Freud wzięło na warsztat Bike, w którym pojawiły się elementy wręcz dubstepowe idealnie dopełniające całości kompozycji. Ostatnie dwa utwory to Montreal i Eggshell. W przypadku pierwszego z nich połamane rytmy oryginału zostały oddane przez równie połamane rytmy wygrywane przez perkusje. Dodatkowo, tak jak w trakcie całej płyty, utwór ten to popis umiejętności każdego muzyka z osobna, ale z wychodzącym na czoło saksofonistą – Karolem Golą. Kończące Eggshell stało się bardziej otwarte od klaustrofobicznego oryginału, a finał z całą swoją mocą oddaje emocje, które towarzyszyły muzykom na scenie.

Płyta Pink Freud plays Autechre to eksperyment z formą – przekraczanie granic tego, co żywe i tego, co komputerowe. Ta płyta to dowód na to, że muzykę różnych gatunków łączy bardzo wiele. Muzycy Pink Freud to klasa najwyższa i z przeogromną przyjemnością słucha się długich oklasków zwieńczających to dzieło. Czapki z głów.

Exit mobile version