Najnowsza płyta PIHa, która zamyka trylogię serii Dowodów Rzeczowych. A na niej nie tylko autorski opis otaczającej rzeczywistości, ale także dowody niezłomności i PIHowska masakra po polskich celebrytach.
Dwód Rzeczowy Nr 3 jest kontynuacją wydawanych wcześniej albumów: Dowód Rzeczowy Nr 1 (2010) i Nr 2 (2011). Jest też najlepszą częścią tej trylogii. PIH (Adam Piechocki) nie stroni od wulgaryzmów i określeń, które niektórzy nazwaliby „prostackimi”. Na tym właśnie polega cała moc każdego tekstu – niesamowita celność i prostota w jednym. Nie można jednak niczego ująć elokwentnym i trafnym metaforom oraz porównaniom. Moim zdaniem trzeba przy tym wspomnieć (i przypominać to, ile się da), że PIH to człowiek, który z niczego doszedł do czegoś. Widać to nie tylko w jego życiorysie, ale również słychać na płycie.
Raper zaczynał swoją karierę w zespołach. Dowód Rzeczowy Nr 3 to jego siódmy album solowy. Nie zabrakło na nim jednak gości, takich jak Sokół, czy Lukasyno.
Muszę powiedzieć, że płyta, jako całokształt, zrobiła na mnie wrażenie i bardzo mi się spodobała. Ma w sobie klimat „starego” polskiego hip-hopu, kiedy ważniejszy był tekst i rym a nie lanserski bit i fajna laska w teledysku. Czasem miewam ochotę palnąć PIHem w głowę ludziom, którzy puszczają Tede na dowód tego, że słuchają hip-hopu.
Krążek ma jednak swoje słabe strony. Najgorszym utworem jest dla mnie piosenka Ta noc wykonywana w duecie z Siloe. Szczerze mówiąc (pisząc) oprócz duetów z PIHem niczego o rzeczonej artystce nie znalazłam. Nie jest mi szkoda.
Jest to jedna z takich piosenek, które zapadają w ucho, ale niczego nie wnoszą. Tekst nie jest zły, ale jednocześnie nie ma w sobie niczego z oryginalności, nie ma „tego czegoś”. Wydaje mi się wręcz za delikatny, jak na tę płytę. Był po prostu przerywnikiem, który zakłócił mi wtapianie się w nastrój. Zresztą klip jest bardzo typowy jak do tego rodzaju utworów, co też psuje „wizerunek” płyty.
Ciekawym kawałkiem jest TNT. Jest to właściwie jeden wielki sarkazm dotyczący nie tylko współczesnych celebrytów, ale również bezrefleksyjnych odbiorców informacyjnej papki plotkarskiej dotyczącej gwiazd. Zareklamuję tylko, że w tym utworze można spotkać się z Edytą Górniak, Joanną Krupą, Aleksandrą Kwaśniewską, Nergalem i innymi. PIH nie oszczędził też polityki wspominając o kresce Mazowieckiego. Nie jest to zresztą jedyny utwór, w którym słyszymy o polityku.
Dobrych utworów na płycie jest wiele. Trudno było mi wybrać te najlepsze, które tutaj podam. Jednym z bardziej poruszających kawałków jest utwór Łzy. Z pełną odpowiedzialnością mogę napisać: to jest piosenka o miłości, której da się słuchać, i z której można coś wyciągnąć. Właściwie stanowi opowieść – obserwację czyjegoś cierpienia oraz tego, do czego może doprowadzić. Stąd apel do bohaterki – kobiety, a może do każdej ze zranionych kobiet
Wiem, że wszystkiego masz czasem dosyć
Zrób to! Podnieś głowę i rozpuść włosy
W te naznaczone grudniem popołudnie
O jedno cię proszę – chcę widzieć twój uśmiech
Następny, jak najgoręcej polecany przeze mnie, kawałek z tej płyty, który zrobił na mnie wrażenie to Pod Wodą Krzyk.
Kolejna dawka nieszczęść, które spotykamy w rzeczywistości. Co oznacza cierpienie, które fundujemy sami sobie i co potrafimy robić ze swoim życiem? Kiedy zaczyna się obłęd? PIH idealnie dobiera słowa dla zilustrowania swoich myśli i, wydaje mi się, dla zilustrowania myśli wielu osób.
To koncert ślepców, nie chcesz być w tym chórze
Wąchać gówno, wszystkim mówić że to róże…
Kłamstwo, samotność i chęć poddania się. I pozostały tylko krzyk pod wodą.
Ostatni utwór, który wymienię, jest według mnie najsilniejszym kawałkiem na płycie. Chodzi mi o (Ulicami) Pandemonium.
Jest to kolejna fantastyczna przenośnia i genialny tekst. Współczesność ze wszystkimi wypaczeniami i chorobami społecznymi, z całym zniszczeniem i degeneracją. Współczesność jako Pandemonium, piekło, utracony raj. Dodatkowo, poza niesamowitym tekstem, utwór ten wygrywa muzyką – świetne połączenie klasycznych instrumentów i chóru z hip-hopowym bitem.
Generalnie rzecz biorąc płyta nie jest idealna – ma słaby punkt w postaci utworu z Siloe. Niemniej zasługuje na bardzo wysoką ocenę. Niektórych może razić język, innych różnego typu odwołania (ja na przykład nie podpisałabym się pod odwołaniami do kar bożych, ani też nie podpięłabym się pod odwiecznie wspominane picie i wciąganie). Są to jednak akcenty, które ciężko pominąć w hip-hopie. Ciężko jest je też przecież nie dostrzegać ich w życiu. Teksty utworów, co tu dużo mówić, są bardzo dobre i dają do myślenia. Muzyka również nie opiera się wyłącznie na zwyczajowym bicie rapowym. Motyw chóralny i instrumentalny w (Ulicami) Pandemonium naprawdę robi wrażenie.
Dlatego płytę gorąco polecam. Nie tylko fanom hip-hopu.
