Site icon All About Music

Pearl Jam – Lightning Bolt (2013), recenzja Jakuba Kraskowskiego

Znacie to denerwujące pytanie. Jaką jedną rzecz byś zabrał na bezludną wyspę ? Może nie zauważyliście ale od niedawna, właściwie to od 11.10, odpowiedź na to pytanie u większości fanów muzyki uległa dramatycznej zmianie. Do gitary, dziewczyny, najlepszego kumpla, scyzoryka, noża, skrzynki grogu, biblii dołączyła jeszcze jedna rzecz. Konkretniej Pearl JamLighting Bolt. Mimo tego, że na wyspie nie ma prądu ani sprzętu do odtwarzania, rosnąca liczba muzycznych samobójców jest w pełni usprawiedliwiona. Czemu tak myślę? Pewnie dlatego, że od pierwszego przesłuchania krążka, zostałem jednym z nich.

Lighting Bolt to płyta wydana przez producenta odpowiedzialnego za wydanie wszystkich krążków Pearl Jam- Brendana O’Briena. Producent związany był także z zespołami i osobami jak Bob Dylan, Rise Against, Bruce Springsteen, The Machine czy AC/DC. Muzyka do albumu została nagrana w legendarnej Henson Recording Studios w Los Angeles oraz w Studio X, Studio Litho w rodzinnym mieście zespołu Seattle.

Zanim przejdziemy do serca płyty, warto powiedzieć parę słów o płaszczu. Oprawa graficzna krążka jest genialna, nowoczesna, niebanalna. Zachowana w prostej biało-czerwonej szacie z ciekawymi grafikami. Idealnie pokazuje wejście legendarnej formacji Pearl Jam w dwudziesty pierwszy wiek.

Przejdźmy do serca płyty – muzyki. Nie ma ona określonego stylu. Znajdziemy tam zarówno szybkie agresywne kawałki jak singiel Mind your Manners czy Gateaway. Spokojne, wolne, smutne, wyciskacze łez jak Sirens, Sleeping by myself lub Future Days i wszystko co znajduję się pomiędzy tymi dwoma skrajnościami. Powiecie, że trochę za dużo na 12 nagrań. Mylicie się. We wszystkich piosenkach słychać spójność, jeden styl. Po prostu czuć Pearl Jam.

Lighting Bolt otwiera Gateaway. Utwór poświęcony jednostką. Szukaniu swojego stylu bycia. Jest to szybki kawałek z chwytliwym riffem. Idealnie otwiera płytę. Wokal Eddiego rozbraja, doskonale współgra z resztą zespołu.

Numer dwa to jednocześnie pierwszy singiel płyty. Mind your manners to świetny, szybki kawałek. Zasiał on sporo zamieszania wśród fanów Pearl Jam. Jako pierwszy dostępny singiel wskazywał na to, że cała płyta będzie utrzymana w podobnych brzmieniach. Na szczęście, plotki pozostały tylko plotkami. W utworze zasługuje na pochwałę gitara właściwie to dwie gitary. Stone Gossard oraz Mike McCready wspięli się na wyżyny możliwości tworząc szybkie, impulsywne solo oraz doskonale komponujące się riffy.

Sirens to drugi singiel, który usłyszymy na Lighting Bolt. Muzyka do kawałka została napisana przez gitarzystę Mike’a McCreediego. Została ona idealnie uzupełniona przez smutne słowa napisane przez Eddiego. Jest to, zdaniem Veddera, najlepszy utwór na płycie i ma on w tym sporo racji. Riff urzeka, w wokalu usłyszymy osobiste zaangażowanie, tekst jest naładowany emocjami. Singlem po prostu nie można się znudzić.

Tytułowa piosenka Lighting Bolt jest moim zdaniem typowym utworem Pearl Jam. Bogaty instrumentalnie, tekst jest głęboki, prawdziwy, łatwo odnaleźć w nim siebie. Riff wpada w ucho, wokal Eddiego jest dokładnie tym czego spodziewasz się po wokaliście. Jak twierdzą sami muzycy jest to jeden z „mroczniejszych” kawałków na płycie. Proponuje wam zatrzymać się przy nim na trochę dłużej.

Dla kontrastu Let the Records Play to nietypowa mieszanka eksperymentalna. Wyeksponowany bas, gitara bliska country, klasyczny głos Eddiego, refreny wybijające się poza styl kawałka i solo z głębokim echem to elementy, które zupełnie niespodziewanie ze sobą współpracują. Piosenka jest też punktem zwrotnym w albumie. Od tej pory usłyszymy wyłącznie wolne, przyjemne utwory.

Sleeping by myself, Yellow Moon oraz Future days to idealny deser na zakończenie krążka. Pierwszy z nich mogliśmy usłyszeć już na solowym albumie Eddiego Ukulele songs. Yellow Moon to utwór, który powstał w nietypowych okolicznościach. Jak przyznaje Mike początkowo był to szybki utwór jednak tekst napisany przez Veddera kompletnie zmienił początkowy zamysł. Nowa muzyka została napisana przez jedną noc. Efekt końcowy jest wyjątkowy. Krążek kończy Future days. Ballada składająca się z przyjemnej gitary akustycznej, lekkiego pianina i wstawek gitary elektrycznej. Idealne zakończenie płyty.

Pearl Jam Lighting Bolt to wyjątkowy krążek. Jeden z najlepszych jakie nagrała legendarna grupa. Nie da się w nim znaleźć nic negatywnego. Tekst są głębokie, niebanalne. Muzyka jest zróżnicowana w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Wokal Eddiego idealnie pasuje do reszty zespołu. Nie przesadzę mówiąc, że jest to najlepsza płyta jaką miałem okazje posłuchać w tym roku. Jednak najbardziej urzekający jest fakt, że kupując tę płytę otrzymujemy 100% Pearl Jam. Legendę muzyki, jeden z zespołów „Wielkiej czwórki z Seatlle”, bez zmian, bez nowości. Ten album nie może się nie podobać, a jeżeli tak nie jest to po prostu nie lubisz Pearl Jam. Po prostu… nie lubisz muzyki.

Exit mobile version