Site icon All About Music

Paula & Karol – Heartwash (2014), recenzja Marty Mrowiec

Paula & Karol to zespół, który przyciąga już od początkowych dźwięków. Pierwszy raz usłyszałam o nich przy okazji trasy koncertowej koncertu BRODKA & Paula i Karol TOUR 2012. Wtedy jednak nie sięgnęłam po ich twórczość, a szkoda. Ta dwójka młodych ludzi tworzy bardzo klimatyczną muzykę i zarażają swoją pozytywną energią, a ich najnowszy materiał wart jest uwagi.

Jak możemy wyczytać w czeluściach Internetu Paula&Karol to polski zespół folkowy, który wywodzi się z Warszawy. W jego skład wchodzą Paula Bialski oraz Karol Strzemieczny a także Christoph Graf Von Thun Und Hohenstein (instrumenty klawiszowe), Staszek Wróbel (perkusja), Krzysiek Pożarowski (gitara basowa) i Szymon Najder (gitara elektryczna). Zespół ma za sobą kilkaset koncertów w Polsce, w Europie (Wielka Brytania, Francja, Norwegia, Niemcy, Ukraina, Szwajcaria, Czechy, Holandia) oraz w Ameryce Północnej (Stany Zjednoczone, Kanada). Uważani są za pionierów polskiego indie popu, a ich nowy materiał, jak wspomniałam na wstępie, niewątpliwie wart jest uwagi. Na dyskografię zespołu składają się jak do tej pory nieoficjalna ep-ka Goodnight Warsaw EP wydana w 2009 roku a także dwie płyty długogrające tj. Overshare LP z 2010 roku oraz Whole again LP, który ukazał się dwa lata później. Idąc tym ciągiem w 2014 roku premierę miała ich trzecia długogrająca płyta – Heartwash.

Przez swój folkowy charakter najnowszy materiał przygotowany przez Paulę i Karola przywodzi mi na myśl debiutancki album Mighty Oaks Howl (będąc już przy porównaniach pochodzących z Niemiec może paść tutaj również nazwa duetu Mrs. Greenbird, którzy tworzą w podobnym klimacie). Paula i Karol dbają o to, by w każdej kompozycji ukazać nam niezwykłą delikatność i subtelność w tworzeniu i składaniu ze sobą każdego pojedynczego dźwięku. Krążek sam w sobie urzeka prostotą oraz hermetycznością. Duet świetnie pasuje do siebie  wokalnie (nieco mocniejszy wokal Karola dobrze kontrastuje z delikatnością Pauli, ale spokojnie, gdyż Paula również potrafi pokazać muzyczny zadzior w swoim głosie), a utrzymanie albumu w  bardzo akustycznym charakterze sprawia, że  jest on lekki i spokojny, dzięki czemu staje się  idealną propozycją, która pozwala nam się odprężyć i odpocząć od całego głośnego świata. Świetnie pasuje na zbliżające się, jesienne wieczory. Jeżeli miałabym szukać porównań na naszym rodzimym podwórku to przychodzi mi na myśl debiutancki album Lilly Hates Roses Something to Happen (pewnie za sprawą podobnej wrażliwości oraz wszędobylskiej, cudnej gitary) Ten poznańsko – toruński duet cechuje podobna subtelność i radość tworzenia.

Razem piszemy muzykę, rozmawiamy o życiu, staramy się, aby nasze piosenki były jak najbardziej osobiste. Od kilku lat gramy i koncertujemy z tą samą grupą ludzi, którzy stali się dla nas bliskimi przyjaciółmi. Bardzo silnie wpływają na to, co robimy i w jaki sposób postrzegamy muzykę – mówią sami artyści

Heartwash to zbiór 10 kompozycji, które łącznie dają nam 40 minutowy, kompletny materiał utrzymany na bardzo dobrym poziomie. Tytuł albumu to swoisty neologizm stworzony przez artystów, który oznacza proces zmywania z siebie negatywnych doświadczeń, które przeszkadzają nam w wykonaniu kolejnego kroku, w pójściu naprzód. Już po tytule możemy domyślić się czego dotyczy warstwa liryczna albumu. I tak poruszamy się w obrębie tematów związanych z uczciwością, miłością, stracie i różnych trudach. Wszystkie utwory zostały zarejestrowane w Warszawie pod okiem sławnego (nominacja do nagrody Grammy) waszyngtońskiego producenta Ryana Hadlocka, a konieczne do tego fundusze zgromadzono dzięki finansowaniu społecznościowemu (kampania crowdfundingowa przeprowadzona na stronie Polakpotrafi.pl). Dzięki temu muzycy stworzyli dokładnie to co chcieli i jak chcieli. I właśnie tę muzyczną wolność słychać w każdym dźwięku.

Album otwiera kompozycja My Bones, która powstała na zasadzie wykrzykiwania tekstu dzięki czemu jest ciekawa i intrygująca. Tytułowy utwór to bardziej żywiołowy numer, w którym prym wiedzie melodyjna gitara, a uwagę przykuwa nieco nosowy wokal Pauli. Piosenki warszawskiej formacji balansują na granicy melancholii i optymizmu. Z jednej strony promieniują dziecięcą radością i lekkością z drugiej – uzupełniają je gorzkie teksty o dorosłości, czy nietrwałych relacjach. Idąc dalej dostajemy Don’t Bother, które zapamiętujemy przez wykorzystanie dźwięków uderzających o siebie pałek do perkusji w refrenie oraz wpadający w country klimat. Running Home nieco zwalnia tempo albumu. To nostalgiczna i melancholijna kompozycja, z której bije ciepło. Podobnie jest w przypadku Young Girl czy Circle’s Getting Wider.

Z przyjemnością przesłuchałam całą dyskografię zespołu. Cieszy fakt, że muzycy wrócili do radosnego grania, którego nieco brakowało na Whole Again (to zdecydowanie ich najpoważniejsza płyta w dorobku). Na najnowszym krążku wszystko brzmi bardzo naturalnie, bez zbędnych udziwnień. To muzyka, do której po prostu chce się tańczyć. Oczywiste jest, że ani Paula, ani Karol nie są już beztroskimi młodzieniaszkami i to słychać. Jednak ich  dojrzałość i muzyczna wrażliwość nie oznacza tu powagi. Na Heartwash artyści pokazują, że zespół odnalazł czystą radość i zabawę z grania. Ciekawi mnie jak artyści wypadają w kompozycjach w języku polskim. Niestety na razie się ich nie doczekaliśmy. Jeżeli miałabym się do czegoś doczepić to okładka jak dla mnie jest bez wyrazu. Jednak ona nie ma nic wspólnego z muzyką, więc nie stanowi problemu.

Jeżeli jeszcze nie znacie twórczości Pauli i Karola to koniecznie nadróbcie zaległości, zwłaszcza Ci, którym do gustu przypadł debiutancki krążek Mighty Oaks czy wspomnianych Lilly Hates Roses. Wsłuchajcie się w subtelne dźwięki i udajcie się w muzyczną, bardzo klimatyczną podróż razem z Paulą i Karolem.

 

Exit mobile version