Site icon All About Music

Patrick the Pan – trzy.zero (2018), recenzja Aleksandry Żeleźnik

Trzecia płyta pojawia się trzy lata po premierze poprzedniego krążka. Z kolei artysta w tym roku obchodzi trzydzieste urodziny. Jak widzicie, Patrick the Pan doskonale wie jak bawić się konwencją. Jego najnowszy longplay zatytułowany trzy.zero jest pełen ciekawych odniesień. Motyw przewodni? A i owszem, liczba trzy. Idąc tym tokiem myślenia, pytanie nasuwa się same: do trzech razy sztuka? Odpowiedź brzmi – jak najbardziej! 

Patrick the Pan to tak naprawdę pochodzący z Krakowa Piotr Madej. Szerokiej publiczności dał się poznać za sprawą piosenki Niedopowieści, którą nagrał z Dawidem Podsiadło. Wtedy o muzyku, który na koncie miał już jedną płytę, zrobiło się głośno. Jego drugi album …niczym jak liśćmi ukazał się w 2015 r. Od tego momentu minęły trzy lata. W międzyczasie artysta tworzył nowy materiał w studiu. Premiera trzeciej płyty zbiegła się z jego trzydziestymi urodzinami. Nic więc dziwnego, że album został zatytułowany trzy.zero. Nie ma tutaj ani grama przypadku. Wydawnictwo na sklepowych półkach pojawiło się 31 sierpnia nakładem wytwórni Kayax. Na krążku trzy.zero znajdziemy 12 premierowych kompozycji. Zapewniam Was – odwołań do „trójki” na albumie jest sporo.

Zacznijmy jednak od początku. Nowy materiał jest intrygujący. Opisując go jako całość można uznać, że to krążek, w którym… analizuje poniekąd swoje dotychczasowe życie. Gdy wsłuchacie się w każdy pojedynczy tekst też odniesiecie takie wrażenie. Patrick podsumowuje te swoje trzydzieści lat.

Album rozpoczyna kompozycja Otwarte, którą osobiście odbieram jako preludium do całej płyty. Jest to bardziej monolog, momentami nawet przypomina poezję. Test tutaj odgrywa kluczową rolę. Jest bardzo ironiczny. Patrick zadbał o to by od samego początku uświadomić nam, że 30 lat to nie przelewki. Właściwie… to już prawie emerytura! Idealnie ilustruje to tekst: „w atomy cicho ktoś wkrada się, starości piękno otwarte jest”. Trzydzieści lat jako punkt graniczny, a muzyk nie boi się podejść kpiąco do tematu. I to jest piękne.

Na płycie znalazł się jeden duet. W piosence Imiona Tajfunów gościnnie wziął udział Ralph Kamiński. I to był strzał w dziesiątkę. Obaj Panowie mają bardzo delikatne, subtelne głosy. Brzmią razem olśniewająco! I znowu – ciekawa melodia, chwytliwy refren. To ewidentny przepis na sukces. Patrick ciekawe rozwiązanie zastosował w utworze Nie wiem, który okazał się być jedynie melodią. Tutaj główną rolę odgrywają dźwięki. Nie wokal, nie tekst – dźwięki. Urzeka od pierwszej sekundy mocnym zacięciem. Mandala to kolejna kompozycja, na którą warto zwrócić uwagę. Tutaj przede wszystkim dobrze zagrał mocny refren jako kontrapunkt do spokojnych zwrotek.

Warto również chwilę uwagi poświecić kompozycji S30E01, która jest kolejnym nawiązaniem do liczby 3. Sezon trzydziesty odcinek pierwszy – bezpośrednia analogia do obchodzonych przez artystę urodzin. Szczery i dosadny, bez zahamowań śpiewa o swoich emocjach, uczuciach, obawach.

Bezapelacyjnie album trzy.zero zdominowały ballady. Rude, Cham, Kością i po części Tango R – trochę aroganckie, trochę romantyczne. Spokojne refreny, magiczny klimat, piękne aranżacje, kojące partie instrumentalne. Dodajmy do tego szczere teksty i od razu zauważymy, że artysta dorósł do robienia takiej muzyki jaka gra mu w duszy. Bez zahamowań, bez kompleksów.

trzy.zero to album ciekawy. Jak słychać jest to płyta zdecydowanie nostalgiczna. Bardzo spokojna, co wyszło jej na dobre. Patrick już wielokrotnie pokazywał nam, że w takich aranżacjach czuje się najlepiej. Z resztą, jego głos jest do nich po prostu stworzony. Koi, wprawia w spokojny nastrój. Jednak kiedy trzeba potrafi być zadziorny. Tak jak np. w utworze Brutus.itp, gdzie w końcówce aż kipi energia. Szybkie dźwięki wybrzmiewają także w kompozycji promującej, czyli O słowach. Dynamiczny refren, który szybko wpada w ucho, interesująca melodia i bardzo dojrzały tekst.

Album zamyka, najdłuższy utwór z całej płyty zatytułowany Pn-pt,10-18 – trzeba przyznać, że to dość osobliwy tytuł. Trwający prawie 7 minut kawałek zdecydowanie się wyróżnia. Nie tylko swoją długością. Pod koniec słychać rozmowy, szepty, śmiechy, głos dziecka, tupot stóp… tak jakby faktycznie właśnie zamykał się jakiś etap. Ponownie będę chwalić tekst. „Kończy się cierpliwość, znajomi i czas”. Znów jakby ironicznie, ale dokładnie w sedno. Bardzo dobre i mocne zakończenie całej płyty.

Podsumowując, trzy.zero to płyta, która urzeka swoją autentycznością i szczerością. Właśnie to dodaje jej uroku i tego niepowtarzalnego charakteru. trzy.zero to także album o zamknięciu etapu, zanikaniu młodości. W centrum jest sam artysta. Skupił się tylko na sobie i wyszło mu to rewelacyjnie! Pewne rozterki z tym związane Patrick ubiera w przepiękne słowa. Czuć, że teksty to nie tylko puste słowa. Na albumie znajdziemy kilka mocnych punktów, jednak to bezapelacyjnie ballady w wykonaniu Patricka chwytają za serce. Spokojne melodie, to wychodzi mu najlepiej. I właśnie to nam zaserwował. trzy.zero to istny balsam dla duszy!

Exit mobile version