Wydawać by się mogło, że Patricia Kazadi ma wszystko. Jest ładną kobietą o egzotycznej urodzie. Potrafi śpiewać, co udowodniła chociażby w show Jak oni śpiewają. Poza tym kiedy trzeba może stać się aktorką, tancerką lub prezenterką. Ma styl, zna angielski. O tym, że chciałaby nagrać debiutancką płytę mówiła już od kilku lat. No i się wreszcie doczekała. Krążek Trip od kilku tygodni czeka na sklepowych półkach.
Prace nad albumem wokalistka zaczęła już w 2011 roku. Materiał nagrywany był m.in. w Warszawie, Los Angeles, Paryżu i Zurychu. Patricia miała okazję współpracować z producentami z całego świata. Jak sama mówi, album jest zapisem jej podróży na przestrzeni lat 2011-2013. Zaskoczyła mnie wiadomość, że główną inspiracją do stworzenia tych utworów była podróż do Indonezji. Patricia opowiadała o mieszkańcach wyspy, którzy mimo biedy potrafią cieszyć się życiem. Podzieliła się również spostrzeżeniami dotyczącymi otaczającego ją na co dzień świata:
Wiele rzeczy nie doceniamy (…) Chciałam coś z tym zrobić i nagrać album, który będzie przepełniony pozytywną energią, miłością do życia.
Tak właśnie z tej podróży wyłoniło się Trip. Płyta, która sprawiła, że zaczęłam żałować, że Kazadi tak szybko z podróży wróciła.
Pierwszy zgrzyt pojawił się już w ubiegłym roku, kiedy to walkę o słuchacza rozpoczęła piosenka Wanna Feel You Now. Gościnnie usłyszeć w niej możemy francuskiego wokalistę (robiącego karierę na całym świecie) Matta Pokorę. Electropopowa, lekka piosenka nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia. Chociaż Matt i Patricia przyjemnie razem brzmią, melodia jest prosta i banalna. Gdyby utwór był lepiej promowany, hitem mógłby stać się i we Francji. Mi jednak Wanna Feel You Know pokazało, jak bardzo niekonsekwentną artystką jest Kazadi. Czytałam swego czasu sporo wywiadów z Patricią, w których chętnie opowiadała, jak wyobraża sobie swoją własna płytę. Nigdzie nie padło słowo electropop. Wspominała natomiast o utworach z pogranicza funku, rocka czy r&b. Trip mogło być ciekawym albumem. Postawiono jednak na piosenki, które mają zjednać Patricii widownię. Pytanie tylko, czy chce ona śpiewać dla gimnazjalistów czy i starszego odbiorcy. Zaskoczyła mnie również okładką. Wygina się w skąpych ciuchach, robi dzióbek. Nowa Rihanna? Na pewno nie. Nie ta półka.
Album otwiera jedna z najgorszych piosenek, jaką kiedykolwiek przyszło mi słuchać. Hałas znośnie brzmiałoby po angielsku, po polsku robi bardzo, bardzo słabe wrażenie i irytuje. Skłaniam się w kierunku opinii, że pierwotnie utwór miał być w języku angielskim, ale ktoś nieudolnie dopasował do melodii polski tekst. Słowa są przez Kazadi nie śpiewane, ale dukane. Nie wspomniałam wcześniej, ale Trip to krążek, na którym obok polskojęzycznych piosenek są i te nagrane po angielsku. Na początku jednak skupię się na tych, które zrozumiemy bez otwierania słownika. Kazadi przygotowała spokojniejszy numer Przerywam sen, który jest całkiem przyjemnym, choć nieco banalnym utworem. Ale na tle pozostałych piosenek ładnie lśni. Na pewno chętniej do niego powrócę niż do takiego Więcej ciepła, które miało być tanecznym, porywającym nogi do tańca kawałkiem. Mi co najwyżej do tańca porwało palec by jak najszybciej znalazł przycisk next bym nie musiała słuchać tego ani chwili dłużej. Dwie ostatnie piosenki utwierdziły mnie w przekonaniu, że ballady Patricia woli wykonywać po polsku. Nie tak po prostu oraz Zabraknie, chociaż nie wywołały u mnie żadnych emocji, są najlepszymi kompozycjami na Trip.
Anglojęzyczna część płyty nastawiona jest na masowego odbiorcę. Zaryzykuję nawet i powiem, że przy dobrej promocji Kazadi mogłaby zainteresować sobą zagranicznych słuchaczy. Nawet jeśli nie w Anglii to chociaż w Rumunii. Oni lubią takie taneczne rytmy. Nie najgorzej przedstawia się bujające My Oh My, które zaciekawić by mogło swego czasu i Kelly Rowland z powodu małych wpływów muzyki r&b i umiarkowanej ilości elektroniki. Wspomniane na początku recenzji Wanna Feel You Now zyskuje tylko dzięki Pokorze. Shake the World, mimo, iż Patricia nawołuje w nim do ruszenia się z domu i zawojowania świata, mnie nie przekonuje. Brak tej kompozycji energii i potencjału. Dużo przyjemniej słucha się Knock Knock, który brzmi jak produkcja na światowym poziomie, czego nie powiedziałabym o pozostałych utworach. Wydaje mi się nawet, że z takiej piosenki zadowolona byłaby i Jennifer Hudson. Takie utwory jak In My Car, Live a Little czy Say Yeah nie wnoszą do płyty nic nowego. Słuchając ich aż chciałoby się zanucić ale to już było… .
Mimo szumnych zapowiedzi i wielu obietnic, Patricii nie udało się nagrać ani płyty dobrej, ani chociaż takiej, do której chciałoby się wracać. Piosenki są bardzo przeciętne, niektóre irytujące, innych nawet się nie pamięta. Płyta jakich wiele. I tyle.
