Gdy myślę Paolo Nutini to w głowie mam od razu Jenny Don’t Be Hasty czy New Shoes. Natomiast słuchając Caustic Love próżno doszukiwać się tu skojarzeń z indie rockowymi przebojami – Paolo poszedł całkiem inną drogą. Ale czy dobrą?
Statystyki mówią, że tak. Trzecia płyta szkota jest najlepiej sprzedającym się wydawnictwem 2014 roku na Wyspach Brytyjskich w tydzień po premierze. Na listach sprzedaży w innych krajach także radzi sobie nieźle, w tym i w Polsce docierając na 3 miejsce na iTunes. Na Caustic Love nie ma już tej nonszalancji jaka była na debiucie, nie ma indie rocka, a są za to funkowo-soulowe inspiracje i ludzie to kupili. Paolo dojrzał. Jest pięknie i spokojnie, a Nutini chwyta nas za serca uroczymi balladami – sprawdźcie czym jeszcze.
Krążek rozpoczyna singlowe Scream (Funk My Life). Moje pierwsze odczucia były mocno optymistyczne, jednak po pewnym czasie refren podsycany gospelem po prostu zaczął irytować. Z kolei w Let Me Down Easy obnaża przed nami pierwszą ze swoich inspiracji – Bettye Lavette. W jego kawałku wykorzystano refren z tego utworu, który wykonuje sama Lavette. Bus Talk to krótki przerywnik, który poprzedza czarujący One Day. To jeden z najpiękniejszych momentów na płycie, jest subtelnie i romantycznie. Wyobraźcie sobie taniec do tego utworu, coś niesamowitego! Początek Numpty brzmi jak z jakiegoś kalifornijskiego baru, Paolo śpiewa niedbale, jakby od niechcenia, gitara odzywa się co chwile, a całość dopełnia efektowna sekcja dęta. Kolejny przerywnik Superfly to rozgrzewka przed Better Man, czyli balladą, która skradła serce większości fanom. Ale czy moje? Zdecydowanie więcej uroku ma akustyczne wykonanie tej kompozycji z Abbey Road, jednak studyjnie wcale nie brzmi źle jak można przeczytać w opiniach innych.
Iron Sky to zdecydowanie mój faworyt. Paolo pokazuje swój głos w całej okrasie, jego wokal przeszywa ciało na wskroś i naprawdę zachwyca. Diana to kolejny uwodzący kawałek i przepiękne wyznanie miłości. Fashion nagrane wraz z Janelle Monae jako chyba jedyny ma w sobie coś z wcześniejszych dokonań Paolo – tych, które lubię. Jest troszkę luzu, nonszalancji i są zadziorne gitary a do tego zdolna panna Janelle. Coś podobnego da się odczuć także w Cherry Blossom. Kończące płytę Someone Like You wita nas delikatnymi klawiszami i cały czas oszczędne w środkach wyrazu czaruje minimalizmem.
https://www.youtube.com/watch?v=DSFA9CY5Mf8
Na Caustic Love nie dostałam czego chciałam, lecz dostałam piosenki, które po prostu mnie zauroczyły w sobie. Zdecydowanie wolę gitary i mocniejsze alternatywne brzmienia, jednak ta płyta mimo, że niezbyt często będzie gościć w moim odtwarzaczu to w mojej pamięci i tak zostanie.
