Mam dość bycia nieszczęśliwą. Takie słowa wypowiedziała Paloma Faith w wywiadzie dla strony Female First. Była to końcówka ubiegłego roku. Oprócz tego podała wówczas kilka innych, dość istotnych informacji dotyczących nowej płyty. Miała być bardziej taneczna i weselsza od poprzednich. Za jej produkcję odpowiadać mieli Plan B, Stargate oraz Pharrell (współpracę z tym ostatnim wokalistka opisała jako prawdziwe marzenie). Po kilku miesiącach czekania A Perfect Contradiction miało premierę. I wszystko to, co artystka powiedziała, możemy (na szczęście!) włożyć między bajki.
Paloma Faith nie jest zwyczajną piosenkarką. Zadebiutowała w 2009, okresie, w którym królowała Lady Gaga, a na salony wchodził electropop. Ona jednak trendom się przeciwstawiła i zamiast nagrać taneczny, łatwo przyswajalny krążek sięgnęła po soul, jazz oraz rock i stworzyła genialny krążek Do You Want the Truth or Something Beautiful?. Powala w nim wszystko – od okładki, przez teksty, na melodiach kończąc. To bardzo teatralne i wciągające dzieło, a utwory takie jak Stone Cold Sober czy Play On wielbię do dziś. Spadek formy nastąpił na drugim longplay’u. Choć Fall to Grace zawiera kilka pięknych ballad, jako całość średnio przypadło mi do gustu. Teraz czas na A Perfect Contradiction. Debiutu nie przeskoczyło, ale jest lepiej niż ostatnio.
Wracając jednak do początku recenzji – dlaczego wszystko (…) możemy włożyć między bajki? Współpraca z Pharrellem ograniczyła się do jednego utworu. Z pozostałymi producentami Paloma nie pracowała. Ballad może tu nie uświadczymy, ale do tanecznych hitów równie im daleko. I w końcu chyba największe nieporozumienie – fakt, że płyta będzie wesoła. No cóż, może mam trochę inny od artystki tok myślenia, ale gdy śpiewa, że alkohol to jej jedyne pocieszenie po złamanym sercu (Love Only Leaves You Lonely), że im bardziej kochasz, tym bardziej się rozczarujesz (The Bigger You Love (The Harder You Fall)) i w końcu, że najbardziej boli ją niewiedza (It’s the Not Knowing), to chyba nie jest to zbyt radosne. Niemniej jednak uważam teksty z A Perfect Contradiction za bardzo dobre, inteligentne i ciekawe.
Pierwszym singlem z albumu stał się kawałek Can’t Rely on You, który jest niejako potwierdzeniem tez postawionych przez Palomę. Za jego produkcję odpowiada Pharrell i równie dobrze mógłby znaleźć się na G I R L. Nawet trochę przypomina Happy i Blurred Lines. Ostatecznie to jednak kompozycja Faith wygrywa. Bardzo podoba mi się od strony wokalnej – artystka zniecierpliwionym i pełnym złości głosem wyśpiewuje, że nigdy nie może polegać na partnerze, cały czas ją zawodzi. Muzycznie to całkiem przebojowa piosenka. W dalszej kolejności piosenkarka ujawniła Love Only Leaves You Only. Powaliło mnie znacznie bardziej. To swego rodzaju ballada, choć nie do końca spokojna. Pełna smutku i ponownie złości, co idealnie podkreśla sama Paloma. Wart uwagi jest także tekst. No i nie można zapomnieć o doskonałym mostku – cudownej solówce na gitarze elektrycznej oraz porażającym krzyku wokalistki.
I w tym miejscu trochę sobie ponarzekam. Dlaczego nie ma tu większej ilości kompozycji w stylu Love Only Leaves You Lonely? Reszta utworów jest inna – dobra, aczkolwiek ciut słabsza. Poza tym Faith przecież już wielokrotnie pokazywała, że w balladach czuje się jak ryba w wodzie (My Legs Are Weak, Just Be). Rozumiem jednak, że tym razem wolała postawić na coś bardziej dynamicznego (ale, podkreślam, nietanecznego). Takie jest chociażby znakomite Trouble With My Baby, któremu instrumenty dęte nadają szybkiego tempa i klimatu. Podobnie zresztą jak The Bigger You Love (The Harder You Fall), w którym na uwagę zasługuje przede wszystkim końcówka z niesamowicie ekspresyjnymi krzykami. Mouth to Mouth charakteryzuje się nieco „Bondowskim” klimatem, z kolei następujące po nim Take Me zachwyca interesująco brzmiącym fortepianem oraz chwytliwym refrenem.
Jedyny kawałek, do którego mógłbym się przyczepić, to lekko taneczne Impossible Heart. Jest trochę nijakie i nie pasuje do tego wydawnictwa. Początkowo irytowało mnie także Only Love Can Hurt Like This. Dziś jednak uwielbiam do niego wracać, a dźwięki skrzypiec są w tym nagraniu przepiękne.
Bardzo podoba mi się fakt, że A Perfect Contradiction to płyta spójna, na którą od początku do końca był pomysł. Całość charakteryzuje się orkiestralnym brzmieniem (wielkie brawa za instrumenty dęte!), jest niebanalna i zapewnia rozrywkę na wysokim poziomie. Paloma bardzo rozwinęła się wokalnie. Choć już na początku kariery brzmiała wspaniale, dziś potrafi niesamowicie modelować swój wokal. I choć niektórzy narzekać będą na monotonię, ja brzmienie trzeciego krążka Faith wielbię. Póki co to zdecydowanie jeden z najlepszych muzycznie momentów 2014 roku.
