Niejednokrotnie Paweł Sołtys, podpisujący się pseudonimem Pablopavo, udowadniał swoją wszechstronność. Pomimo tego zawsze kojarzył mi się z ładnym dancingowym retro brzmieniem, dlatego pierwsza zapowiedź najnowszej płyty, utrzymany w dusznym disco klimacie singiel Karwoski, był dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Gdy już się z nim oswoiłam, przyszedł cały Marginal i swoją swobodną zabawą konwencjami uderzył jeszcze mocniej.
Zerkam na moje notatki i zastanawiam się, jak te gęsto i niewyraźnie zapisane dwie strony zeszytu A5 ująć w tym tekście. A to i tak nie wszystko, co mogłabym powiedzieć o ostatnim krążku Pablopavo i Ludzików. Wniosek nasuwa się jeden – Marginal jest jedną z tych płyt, o których można rozmawiać długo i zawsze pozostanie po takiej konwersacji niedosyt.
To, co od razu zwróciło moją uwagę w Karwoskim, to warstwa liryczna. Pablopavo subtelnie, ale wyraziście mówi o życiu i przemijaniu: a przecież stoisz taki młody, taki młody / i podchodzi dziewczyna i pyta / czy mogę od pana ogień? / a ty wiesz, że to niegramatycznie / i tylko popiół masz. Każdy tekst zwraca na siebie uwagę i zmusza do refleksji. Paweł Sołtys jest bardzo uważnym obserwatorem życia i ludzi, wyciąga celne wnioski, a później oplata je niebanalnymi, różnorodnymi melodiami. Zresztą zważywszy na fakt, że zbiór jego opowiadań – Mikrotyki – odniósł spory sukces i był nominowany do tegorocznej Nagrody Literackiej Nike, nie powinien nikogo dziwić bardzo wysoki poziom tekstów tej płyty.
Od razu prostuję – nie chcę przez powyższe zdanie stwierdzić, że reszta Marginalu odbiega jakością od lirycznej strony wydawnictwa. Przeciwnie. Pablopavo i Ludziki jak zwykle nie boją się eksperymentować, co doskonale słychać. W pewnym stopniu odstąpili od charakterystycznego dla siebie stylu oldskulu, ale nie do końca. Wciąż słychać sympatię do dźwięków rodem z Poloru (2014)czy Ladinoli (2017), niemniej na Marginalu dominują rytmiczne, taneczne kawałki. I to jest właśnie świetne w muzycznej twórczości Sołtysa – głębokie, nierzadko poetyckie (Piosenka to wiersz Czesława Miłosza, a W przytułku – Wisławy Szymborskiej) i poważne teksty zestawiane są z wesołą, lekką muzyką. Wydawałoby się, że taki duet będzie gryzł się i wywoływał zgrzyt zębami, a tymczasem te dwa elementy pasują do siebie jak ulał.
To nie jest płyta dla każdego. To coś więcej niż sprężyna zachęcająca do bezmyślnego tupania nóżką. Do tupania nóżką – a i owszem, ale do bezmyślnego – wręcz przeciwnie. Piosenki na Marginalu są tak wielowarstwowe, że niezwykłą frajdą jest powolne odkrywanie tych wszystkich powłok; ponadto cechują się one uniwersalnością, więc nadawanie im własnego sensu jest kolejnym atutem. Na płycie znajduje się trzynaście kawałków. By rozszyfrować je wszystkie potrzeba sporo czasu, ale sądzę, że na pewno warto go poświęcić, aby wykrzesać z Marginalu wszystko, co możliwe.
Trudno porównywać Marginal do poprzednich krążków Pablopavo, ponieważ ów album jest czymś zupełnie nowym. Przyznaję, podchodziłam do tej płyty sceptycznie i z rezerwą, bez oczekiwań, ale absolutnie się nie zawiodłam. Nie ukrywam, że większymi względami nadal darzę wcześniejsze longplaye Sołtysa dzięki ich staromodnej stylistyce. Marginal skręca w inny kierunek, jest bardziej nowoczesny, pachnie świeżością i chęcią zmiany. A jednak porusza jak każdy inny twór Pablopavo. I to się ceni.

