Site icon All About Music

Oxon – Supermoce (2015), recenzja Michała Szuma

Zapewne mało który czytelnik tego portalu kojarzy pana o ksywce Oxon. Młody, zdolny, bardzo pracowity i… mocno niedoceniony. Ile to już takich postaci przewinęło się przez nasz rynek muzyczny? Setki? Tysiące? Nieważne. Chciałbym, aby z tym panem nie było podobnie, dlatego zapraszam Was do lektury mojej recenzji koncepcyjnego albumu Oxona pt. Supermoce.

Tomasz, czyli Oxon, jest krakowskim raperem, który działa w swoim fachu już parę lat. Na koncie ma 2 albumy i jedną EPkę, a najnowszy z nich, czyli Supermoce, swoją premierę miał nieco ponad miesiąc temu. Bla, bla, bla… Mógłbym tak pisać dalej, jednak nie w tym rzecz. Po pierwsze: zebraliśmy się tutaj w innym celu, a po drugie: zapewne sam Tomek nie chciałby, żeby recenzja jego kick-assowego albumu wyglądała w ten sposób. O nie! Dlatego ten tekst chciałbym napisać w nieco luźniejszym stylu, lekko z humorem, co by dobrze wypromować płytę, jednak nadal postaram się zachować przy tym obiektywizm. Od czego więc zacznę?

Może od początku. Zaraz po odpaleniu płyty słyszymy niski, męski głos, który informuje nas o tym, że 'Tej nocy świeciło się tylko w jednym oknie’. Ahaaa… dzięki za info. Na szczęście zaraz potem wszystko wraca do normy i później słychać już jakąś piosenkę. Przy tej okazji wspomnę tylko, że ów pan, czyli lektor Mateusz, towarzyszy słuchaczowi przez całą płytę, więc chcąc nie chcąc jesteśmy na niego skazani (tak naprawdę, to dzięki jego kwestiom świetnie budowana jest sceneria konceptu, ale przecież nie napiszę tego oficjalnie, bo będzie, że jestem mało obiektywny). Jego kwestie trwają po kilka sekund, co w porównaniu z długością np. Bohatera (5:20) jest niczym, dlatego przymykamy na to OKa i skupiamy się na utworach.

A jest się na czym skupiać, bowiem album zawiera ich 14. Śmiało mogę powiedzieć, że 85,71428… % z nich przypadło mi do gustu już od pierwszego usłyszenia. Natomiast z dwoma miałem problem. Pierwszym takim utworem jest właśnie Bohater. Jak na ironię przystało, a ironia to jest dobre słowo klucz dla tej płyty, był to pierwszy kawałek wydany przez Oxona, który na YouTube wisi już od Anno Domino 2012. Jako, że nigdy nie byłem fanem superbohaterów, toteż uznałem tę piosenkę za wypadek przy pracy i nadal jarałem się jak piecyk gazowy pozostałą twórczością rapera. Jednak czas leczy rany i aktualnie całkiem przyjemnie odbieram Bohatera, być może dlatego, że lepiej go zrozumiałem.

Utworem numer dwa, który nie był i nadal nie jest moim faworytem z tej płyty jest Liga Sprawiedliwości. Mogłoby się wydawać, że fajna kolaboracja i że każdy powinien w niej dać z siebie wszystko, jednak momentami mam wrażenie, że tak do końca nie jest. Nie chcę tutaj rzucać ksywkami, aby nie wywołać burzy, fali hejtu i dissów na moją osobę, dlatego uznajmy, że wszyscy dali ciała – łączeni z Oxonem!

Jako, że jestem polakiem i jestem z tego dumny, toteż narzekania ciąg dalszy. Zresztą: przecież chcę się tym tekstem wybić, dlatego spróbuję się wybić przez to, że ponarzekam (weź się nie obraź, Tomek). Są na tej płycie momenty, w których mój mózg zaczyna wariować. Zaczynają się ona wtedy, gdy wokal przyspiesza do tempa 1241531 słów/minutę. Okej – momentami bywa to ciekawe, robi wrażenie i wzbudza szacunek, ale gdy taki fragment występuje na płycie już któryś raz, człowiek zaczyna szaleć i mindfuck gwarantowany. Jedyne, za co w tej kwestii mogę pochwalić rapera, to wyrazistość wypowiadanych wyrazów. Wszystkie takie wersy brzmią bardzo czysto, zrozumiale i ma się pewność, że słów tych nie wypowiada sepleniący 3-latek. Wniosek: ćwiczenia z korkiem nie poszły na marne :)

Po tych paru cierpkich słowach, przyszła pora na to, co tygryski lubią najbardziej: pochwały! Cóż… jest tego sporo. Może zamiast opisywać wszystko w osobnych akapitach, wymienię tutaj po przecinku to, co spodobało mi się w płycie najbardziej: muzyka, wokal, teksty i poruszana w nich tematyka, teledyski, Revo i Ad.M.a jako goście, genialna gra akcentami, możliwość utożsamienia się z tekstami piosenek (głównie Który kostium i Zakładam maskę), inteligentne posługiwanie się wulgaryzmami… i tak dalej, i tak dalej. Jest tego jeszcze drugie tyle, a o kolejnych kilkunastu takich rzeczach pewnie jeszcze zapomniałem w trakcie pisania tej recenzji (a jej koncepcja powstała już od dnia premiery Supermocy). Postanowiłem wymienić te rzeczy w kolejności, aby udowodnić, że te minusiki, które wg mnie towarzyszą płycie, są niczym w porównaniu z taką ilością pozytywów.

Osobny i zarazem przedostatni już akapit chciałbym poświęcić czemuś, co moim zdaniem zasługuje na największe chapeau bas: gra słów. Niektóre wersy są tak niesamowicie przemyślane i skonstruowane, że całkowite ich rozszyfrowanie zajęło mi w niektórych przypadkach parę przesłuchań. Pełne ironii, ciekawych porównań i odniesień, teksty są chyba kwintesencją całego wydawnictwa. Rap Genius powinien palić się od rozkmin, jednak tak się nie dzieje. Skąd to wynika? Stąd, że Oxon jest brzydko mówiąc niszowym towarem.

Smuci mnie to, że tak kapitalne albumy przechodzą scenę szerokim łukiem, bowiem Supermoce są naprawdę bardzo ciekawą koncepcją, która zasługuje w moim mniemaniu na większy rozgłos i popularność. Co prawda o wielkości artysty wg mnie nie mówią cyferki pod piosenkami, jednak z drugiej strony szkoda, że chociażby Gang Albanii ma ich 1000 razy więcej niż ktoś, kto włożył całe swoje serce w tworzenie materiału. Nawet ja, który zupełnie nie jara się marvelowskimi klimatami, doceniłem ten album i pomimo początkowego zniechęcenia do tego projektu przekonałem się, że Oxon faktycznie jest bohaterem – cichym, bo cichym, ale jednak BOHATEREM.

Exit mobile version