Site icon All About Music

Szaleństwo kontrolowane. Owlle – Folle Machine, 2022 (recenzja)

Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że wkrótce zrecenzuję nowy album Owlle, zaśmiałbym mu się prosto w twarz. Dlatego kiedy już tego dokonałem, przystąpiłem grzecznie do jej sporządzenia. Folle Machine (fr. szalona maszyna) to pierwszy w karierze tej wyjątkowej Francuski niemalże w pełni frankofoński krążek. Sądząc po tym z jaką łatwością go oceniłem, ten okazał się być naprawdę udany.

Dla niewtajemniczonych, Owlle to wywodząca się z francuskiego miasta Cannes wokalistka, której kariera rozpoczęła się za sprawą wydanej w 2012 roku piosenki Ticky Ticky. Ta dwa lata później znalazła się na jej debiutanckim dziele France, który promowały również takie single jak Fog, czy Don’t Lose It. Te w unikatowy jak na tamte czasy sposób łączyły estetykę disco z ówcześnie niezwykle modnym minimalizmem oraz mrokiem. Tak się śmiesznie złożyło, że dokładnie rok temu, wróciłem do France, będąc pod jego niesamowitym wrażeniem.Jak zatem wypadło na jego tle nowe dzieło Owlle?

Folle Machine to bardzo intrygujący kawałek muzyki, gdzie etos dream popu, łączy się z nierzadko bardzo intensywną elektroniką. Nie są to jednak taneczne hity, ani nawet to, dzięki czemu Owlle w głównej mierzezasłynęła. Niemniej nie można odmówić temu albumowi bardzo specyficznego, choć nadal popowego charakteru. To, co znalazło się na Folle Machine rzeczywiście jest pod wieloma względami niecodzienne i nietypowe, jednak w bardzo kontrolowany sposób. Owlle z premedytacją połączyła mocne elektrycznie melodie ze swoim romantycznym głosem, co wyszło jej tylko na dobre.  

Folle Machine z pewnością nie jest albumem wybitnym, ale też mnie nie znudził, ba, ciekawił co raz to bardziej i bardziej. Byłem niezwykle zaintrygowany tym, co jeszcze na mnie czekało, nawet jeśli nie była stricte moja muzyczna bajka. Nie mogę też odmówić Owlle charyzmatyczności, czyniąc ze swojego dzieła prawdziwe doświadczenie. Folle Machine pozwolił mi zatopić się w swoich rytmach, przyciągając mnie czymś, co zdawało mi się dobrze znane, a jednak było niezwykle oryginalne.

Jeśli chodzi o lirykę, ze względu na moją przeciętną znajomość języka francuskiego, nie jestem wstanie jej w pełni poznać. Jednak dzięki temu, że część piosenek posiada swoje anglojęzyczne wersje, mogłem choćby liznąć pisarstwa Owlle. Zresztą czasami nawet nie trzeba rozumieć słów, aby wiedzieć o czym ktoś śpiewa. Pod względem produkcyjnym, Folle Machine ma wszystko, czego wymaga dobry album – dobrze zrealizowane pomysły oraz spójność. Owlle nie pozwoliła ani na jeden przypadkowy dźwięk, co zresztą samodzielnie dopilnowała, będąc producentką swojego albumu.

Czy Folle Machine czegoś brakuje? W istocie nie. Oczywiście, mógłby być jeszcze bardziej szałowy, odjechany i dopracowany, jednak to, co dostałem już jest naprawdę świetne. Nie zmienia to jednak tego, że nie wszystkie piosenki przypadły mi do gustu. W moim odczuciu tą najgorszą piosenką jest Chute Libre, która trwa zdecydowanie za długo i zdaje się być ciutkę przekombinowana. To samo tyczy się jej anglojęzycznej wersji, czyli Lights On. Natomiast to, co najlepsze na Folle Machine, to w zasadzie cała reszta.

La Flemme, Mirage, Sounds Familiar oraz Le Goût De La Fête świetnie sprawdziły się w roli singli. Proste i przyjemne w odbiorze, zapraszając mnie poznania Folle Machine od początku do końca. Carrousel rzeczywiście brzmi jak współczesna interpretacja melodyjki z karuzeli, w której naprawdę można się zatracić. Laisser Laisser Les Erreurs oraz Haut Les Coeurs / Elusive ciekawie mieszają w głowie swoją krzywą, choć bardzo minimalistyczną melodią. Win The Sky natomiast pociąga mnie swoją tajemniczością. Nawet samo otwarcie, czyli tytułowe Folle Machine wyśmienicie wpisało się w cały elektroniczny styl tego krążka. Każda piosenka ma swój moment chwały i to jest fantastyczne.

Folle Machine to zaskakująco przyjemny kawałek muzyki, choć zdecydowanie nie dla każdego. Owlle pokazała, że jest artystką z krwi i kości, nie bojąc się podejmować ciekawych twórczych wyborów. To album, o którym nawet nie wiedziałem, że będzie mi tak bardzo teraz bliski. Jedyne co sobie życzę, to żebyśmy nie musieli czekać na następny album Owlle przez kolejne długie cztery lat. Vive La Owlle!

Exit mobile version