Site icon All About Music

Organek porwał toruńską Od Nowę. Relacja Łukasza Jaćkiewicza i zdjęcia Jakuba Molina

Piątkowy wieczór, godzina 20. Na scenę wkracza Pan Organek. Mając do wyboru dwa eventy, długo zastanawiałem się na co się wybrać. Poszedłem na koncert zamiast na otwarcie wystawy. Nie zawiodłem się, o czym możecie przeczytać w mojej relacji. Mamy też dla Was zdjęcia, aby pobudzić Wasze oczy i wodze fantazji.

Jeśli ktoś myślał, że przychodząc na ten koncert będzie się nudził i wytrwale odliczał minuty do końca, to wybrał złą miejscówkę. To w ogóle nie jest propozycja dla ludzi o słabych nerwach, takich lubiących ciszę i spokój. To wielkie rockowe show dla ludzi nie stojących w miejscu, takich którzy chcą się na dwie godzinki oderwać od normalności. Proszę Państwa, na scenie wystąpił w końcu Organek. Nasz toruński towar eksportowy, o którym głośno co raz bardziej w całej Polsce. Jeśli spojrzymy na jego kalendarz koncertowy, to w tym roku zaplanowane ma blisko sto koncertów – co daje nam średnio jeden koncert na trzy dni. Mało tego, czasami zdarza się tak, że zespół gra cztery dni z rzędu. A jeśli spojrzymy na to co dzieje się na scenie, możemy śmiało powiedzieć, że ta energia jest bardzo duża i człowiek zastanawia się skąd Pan Tomasz ją bierze.

Toruńska Od Nowa przywitała Organka bardzo entuzjastycznie, a sam zainteresowany od samego początku dał nam do zrozumienia, że wkroczył na scenę, aby nam pokazać jak się trzeba bawić. Było bardzo rockowo, choć zamknięcie tego wszystkiego w jednej stylistyce wydaje mi się bardzo krzywdzące. Organek prezentuje swoje różne oblicza. Poza swoistym rockowym brzmieniem, mamy tu trochę bluesa, alternatywnych odmian cięższych brzmień, a nawet momentami gitarowe country. Dzieje się tu dużo. Na pierwszy plan wysuwają się oczywiście perkusja (doskonały Robert Markiewicz), mocne gitary ze strony nie mniej perfekcyjnego Adama Staszewskiego i oczywiście samego Organka. Nie zapominajmy również o instrumentach klawiszowych Tomasza Lewandowskiego, który w większości gra na drugim planie, ale jego dźwięki, wydają się niezastąpione. W porównaniu do tego co działo się na scenie rok czy dwa temu, mam wrażenie, że jest to jeszcze bardziej dźwięczne, dopracowane i na pewno nikt nie czuł się oszukany. To było przecież widać po publiczności, która skakała, śpiewała i krzyczała w momentach, gdy było trzeba to zrobić, ale i w momentach, gdy chciano po prostu zaczepić samego Tomasza, Udało im się, brawa dla nich.

Repertuarowo usłyszeliśmy przede wszystkim materiał z wydanego dwa lata temu albumu Głupi Ja. Nie zabrakło oczywiście sztandarowych utworów go promujących – rozpoczynającego Nazywam się Organek, bluesowego O, Matko!, niemniej charyzmatycznych Kate Moss i Dziewczyna Śmierć. Było też trochę angielskich kompozycji, które dzielnie wspomagały te polskie, a co mi się najbardziej podobało – prezentowały długie instrumentalne wstawki. Było dziko, niestandardowo, wręcz wirtuozerska gra porwała mnie bez liku. No brawo!

Zastanawiasz się jeszcze nad kupnem biletów? Nie wierzę! Idź i przekonaj się sam, że powyższe słowa się sprawdzą. Gwarantuję Ci to.

Zdjęcia: Jakub Molin

 

Exit mobile version