Po ponad 2 latach Organek powraca z Czarną Madonną. A właściwie z jej reedycją, czyli dwupłytowym wydaniem w odmiennej oprawie graficznej, na którym znajdziemy pięć nowych utworów. I to właśnie im się dzisiaj przyjrzę, bo z podstawową wersją już chyba wszyscy zdążyli się zapoznać i zaprzyjaźnić. Jeśli jednak nie – tu znajdziecie naszą recenzję.
Zestawienie nowości otwiera prawdziwa rock’n’rollowa bomba w postaci zupełnie premierowego utworu Right On Time. Ten numer idealnie sprawdzi się podczas zbliżającego się sezonu festiwalowego, gdyż jest potężną dawką energii. Szaleństwo pod sceną gwarantowane. Mam nadzieję, że Panowie wykorzystają potencjał tego kawałka!
Kolejne dwie kompozycje to interpretacje pięknych tekstów Edwarda Stachury – Jestem Niczyj oraz Wędrówką życie jest człowieka. Fani Organka mogą kojarzyć te utwory z koncertowych setów zespołu, gdyż na żywo towarzyszą im one już od paru lat. To bardzo miły gest w stronę odbiorców, aby zarejestrować te numery i oddać w formie płyty, tak, aby słuchacze mogli cieszyć się nimi na co dzień. Zwłaszcza, że są to bardzo dobre rzeczy. Moim osobistym faworytem jest Wędrówką życie jest człowieka. Uwielbiam te momenty w twórczości Organka, kiedy z pozoru spokojny, liryczno-akustyczny kawałek zaczyna nabierać rozpędu, instrumenty wzajemnie się nakręcają, aż dochodzi do prawdziwej muzycznej eksplozji. Mistrzostwo!
Kolejny utwór to królująca ostatnio na listach przebojów Niemiłość. Dość nieoczywisty kierunek muzyczny jeśli chodzi o zespół Organek. Trochę mi zajęło, żeby się do tego kawałka przekonać, ale trzeba przyznać – chwyta za serce. I chyba taki był cel, aby zwrócić uwagę społeczeństwa na otaczające nas ostatnio złe emocje i tytułowy brak miłości. Jestem pod wrażeniem jak bardzo ten tekst jest spójny w każdym momencie piosenki z warstwą muzyczną, co sprawia, że całość bardzo mocno oddziałuje na emocje i działa wręcz podprogowo. Szacunek za zabranie głosu i to z taką klasą!
Na koniec mocna dawka gitarowej melancholii w utworze Ta Nasza Młodość,
autorstwa Zygmunta Koniecznego i Tadeusza Śliwiaka. Ta kompozycja, również znana koncertowej publiczności zespołu, jest idealnym zwieńczeniem wszelkich organkowych brzmień, które znalazły się na Czarnej Madonnie. W tej piosence jest po trochu wszystkiego, co można na tym albumie usłyszeć – idealna klamra zamykająca wydawnictwo.
Nie ma co, Organki trzymają poziom i klasę! Choć przyznam, że jestem
trochę zawiedziona, bo liczyłam, że Niemiłość będzie zwiastowała jednak trzeci długogrający album zespołu. Mimo to, oddanie fanom koncertowych smaczków w wersji fizycznej jest równie przyjemną niespodzianką. Do tego otrzymaliśmy dwa całkowicie premierowe utwory, więc nie ma na co narzekać!

