Gosia Kornas podczas przesłuchania w ciemno zaśpiewała Drops of Jupiter, następnie podczas bitwy razem z Patrycją Mizerską zaśpiewała Nie mogę Cię zapomnieć z repertuaru Agnieszki Chylińskiej i to właśnie ją wybrała Edyta Górniak. Przeczytajcie wywiad z Gosią i poznajcie ją lepiej.
Gosia z wykształcenia jest historykiem. Uczęszczała do Gdańskiej Szkoły Jazzu i Rozrywki II stopnia, gdzie pobierała naukę śpiewu klasycznego. W 2003 r. reprezentowała gdański Pałac Młodzieży na Festiwalu Młodych Muzyków, wraz ze swoim ówczesnym zespołem Jazz’da. W 2004 r. zdobyła II miejsce na konkursie wokalnym Integracja w Starogardzie Gdańskim. W 2005 r. w konkursie im. Bogusława Klimczuka w Kozienicach zdobyła II miejsce. W 2006 roku zdobyła Grand Prix w konkursie In Memoriam Grzegorza Ciechowskiego w Tczewie. Jesienią 2010 r. rozpoczęła nagrywanie jazz-folkowej płyty z tczewsko-elbląsko-gdańską formacją o nazwie Karakryna. Obecnie pracuje w dwóch Szkołach Podstawowych w Tczewie. Jest również instruktorem warsztatów wokalnych w Miejskim Ośrodku Kultury w Pelplinie.
Marta Mrowiec: Kim jest Gosia Kornas?
Gosia Kornas: Nie wiem czy kogokolwiek interesuje kim jest Gosia Kornas. Wcale mnie zresztą to nie zmartwi. Może warto zapytać kim był Norwid, Duchesne, Ciołkowski czy Jezus? Ja jestem Gosia Kornas- jak to się mówi- z domu Hegele. Jak kogoś to interesuje to znajdzie coś w Internecie pod tym lub tamtym nazwiskiem. Na co dzień- na życie jestem niewyspana, z apetytem, lubię mieć plan- bezpieczniej się czuje jeśli coś w czym jestem jest przewidywalne – to daje mi harmonię, często jednak bywa udręką, bo wiadomo, że nie wszystko uda się zaplanować i przewidzieć. Oczywiście nijak ma się to do tego, że bywam bałaganiarą i zdarza mi się pewne rzeczy robić na ostatnią chwilę – życie!
Marta Mrowiec: Kiedy byłam małą dziewczynką marzyłam o…
Gosia Kornas: Nie wiem, nie pamiętam. Ja mam w ogóle kiepską pamięć co mi szalenie przeszkadza np. uczyć się tekstu. Kiedyś nie miałam z tym problemów w 10 minut opanowywałam stronę A4, a teraz …nic …dziura. Wydaje mi się, że gdzieś się już wyczerpałam, zużyłam. Pewnie chciałam być fryzjerką, nauczycielką (no i jestem), śpiewaczką, mechanikiem samochodowym, witrażystką, hafciarką …nie wiem nie pamiętam.
Marta Mrowiec: Gdyby nie muzyka to…
Gosia Kornas: Coś innego. Na życie jestem historykiem, nauczycielem bibliotekarzem, jestem też technikiem kosmetyki o specjalności wizaż i zawodową mamą na cały etat. Jeśli nie muzyka to mama! Gdyby nie macierzyństwo to życie nie miałoby dla mnie sensu. Pamiętam! Oooo to właśnie pamiętam! Kiedy kończyłam ósmą klasę – ale ze mnie dinozaur – bo za moich czasów nie było gimnazjów- to poczułam, że chcę być mamą. Czekałam na ten właściwy moment ponad połowę swojego życia … jakieś 14 kolejnych lat. No i się doczekałam! Nie potrafię powiedzieć jakie to szczęście być blisko takiej małej istoty, która przewraca twoje życie do góry nogami! Hm… czy ja wiem czy przewróciło! Nie, nie, nie raczej nie … po prostu je dopełniło.
Marta Mrowiec: Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z muzyką?
Gosia Kornas: Mama mówiła, że kiedy byłam jeszcze brzdącem szłyśmy przez park i poprosiłam ją żeby przestała mówić. Spytała: dlaczego? A ja odpowiedziałam: ciśś…nie słyszysz jak drzewa śpiewają. Dlatego nie wiem kiedy w moim życiu zaczęła się muzyka … po prostu była, jest i już.
Marta Mrowiec: Gdybyś miała wymienić 3 swoich idoli muzycznych, kto by to był?
Gosia Kornas: Jest ogrom fascynacji – inspiracji. Wieloma dźwiękami, melodiami i barwami zaraził mnie mój mąż. Ma ogromną płytotekę i często sobie w niej buszuję. Mogłabym zacząć wymieniać artystów i tytuły płyt, ale czy o taką wyliczankę tu chodzi? No dobra. Podporządkuję się. Trzech to trzech: Trixie Whitley – totalny czad – jestem zakochana w niej i uwielbiam twórczość jej nieżyjącego już ojca Chrisa, Bonnie Raitt autorka i wykonawczyni piosenki „I can’t make you love me”, którą śpiewały na bitwie koleżanki z programu i w ogóle nie złapały idiomu- Bonnie to dla nich pewnie jakiś stary rudy oldschool- a to jest bogini bluesa i country (które zresztą kocham), no i powieje Polandem, ale cenie Kayah za teksty i pomysły (rozkwitała u boku Grzegorza Ciechowskiego, którego teksty są najwyższej klasy … a po nich długo długo nic. No i pochodził z Tczewa – naszego miasta).
Marta Mrowiec: Jesienią 2010 r. rozpoczęłaś nagrywanie jazz-folkowej płyty z tczewsko-elbląsko-gdańską formacją o nazwie Karakryna. Czy skończyliście prace nad tym materiałem i Wasz album się ukazał?
Gosia Kornas: Prace nie skończone, album się nie ukazał, brak funduszy i inne spowalniacze. Kropka. Szkoda.
Marta Mrowiec: Opowiedz nam coś więcej o Waszej formacji – jak doszło do jej założenia?
Gosia Kornas: Bartek Krzywda pianista, pomysłodawca, aranżer, zmieniacz piosenek, na takie, że są nie do poznania, opowiadacz przekomicznych historii, amator kajaków, kumpel w potrzebie. Szymon Zuehlke czyt. Cilke czyt. dalej Tapir lub Ślinotok saksofonista, popsuwacz wszystkiego co można popsuć i Adam Golicki vel Pieczarka – perkusista, Tczewianin w wiecznej podróży no i ja. To główny trzon KARAKRYNY (kary to umaszczenie konia, kryna- tak mój dziadek Rysiek mawiał na krew. Reszta to wolna interpretacja). Z Pieczarką gram od 2001 roku, z Bartkiem od 2004 i z Tapirem w sumie też, choć on tego nie pamięta. Projekt KARAKRYNA powstał dużo później, bo w 2010 roku i nadal jest. Nagraliśmy przepiękny materiał w studio Radia Olsztyn u Ryszarda Szmita, potem go doszlifowywaliśmy, sponsorzy się wyczerpali, ja zajęłam się macierzyństwem i na razie ugrzęzło. Sorry chłopaki. Naprawdę. Niech Olka tylko odrośnie odrobinę od ziemi to zabiorę się za robotę – wiem jestem spowalniaczem. Biję się w piersi.
Marta Mrowiec: Dlaczego zdecydowałeś się na udział w The Voice of Poland? Czego oczekujesz po udziale w programie?
Gosia Kornas: Ot pytanie. Bo ja wiem. Po to żeby zobaczyć czy jestem jeszcze w formie, czy mieszczę się w pewnym kanonie. No i jak się okazało mieszczę się i jestem w formie, co nie zmienia faktu, że choćby jurorzy byli do góry nogami i bez oczu, rąk i przycisków-konkurs to konkurs i pewien schemat mniej czy bardziej narzucony jest i niestety pewnych rzeczy się nie przeskoczy. To znaczy-w skrócie: fajnie, że jestem w programie, ale czy to na pewno dla mnie. To mega produkcja, ale o muzykę-rozumianą po mojemu tu raczej nie chodzi. I to niczyja wina- tak już jest i albo się na to godzisz albo…
Marta Mrowiec: Dlaczego wybrałaś Edytę Górniak na swoją trenerkę?
Gosia Kornas: Wdawało mi się, że jest mi najbliższa repertuarowo. Ale już przed Bitwą okazało się, że nie jest (piosenka Agnieszki Chylińskiej) . Chyba, że jest coś o czym nie wiem, bo w sumie może tak być – my maluczcy nie wszystko wiemy!!! A może wcale nie ma drugiego dna- kurcze nie chce mi się nad tym zastanawiać.
Marta Mrowiec: Załóżmy, że wygrasz The Voice of Poland, co zmieni się w Twoim życiu?
Gosia Kornas: Dobra, dobra pierdu, pierdu, wiadomo, że nie wygram, ale chciałabym no jacha!! Co by się zmieniło. Rzuciłabym robotę w szkole, wynajęła najlepszą piastunkę dla Olci, wzięła zespół mojego męża (AJAGORE) plus Bartka i Tapira (jeśli by zechcieli), zatrudniła menadżerów, zrobiła dobry materiał – taki jaki JA chcę- nagrała płytę i pojechała dużym busem w długą trasę – to chyba oczywiste!
Więcej o Gosi dowiecie się z jej Facebookowego profilu: Gosia Kornas
.
