Site icon All About Music

One Direction – Take Me Home (2012), recenzja Łukasza

Nie rozumiem tego całego zamieszania wokół One Direction. Nagle wszystkie laski ich kochają, a Bieber siedzi w kącie i płacze. No ale to nie istotne. Brytyjczycy wydali właśnie swój drugi album studyjny. Czy jest lepszy od poprzedniego, czy w ogóle jest dobry?

Omylnie niektórzy twierdzą, że ich debiutancki album Up All Night również został wydany w tym roku. Nie. W tym roku to on został wydany w Stanach Zjednoczonych i stąd pewnie wzięła się taka ogromna popularność (w większości wypadków sukces w USA oznacza sukces na całym świecie). Up All Night w rodzinnym kraju One Direction zostało wydane w listopadzie 2011 roku. Jest to album taki sobie, słodko-gorzki pop dla niewymagających. Jakie jest Take Me Home?

Na pewno bardziej dojrzałe – jeśli w ich przypadku możemy mówić o jakiekolwiek dojrzałości. Na tym krążku znajdziemy więcej utworów spokojnych czy nostalgicznych – moim ulubionym kawałkiem z tego wydawnictwa jest Little Things – wybrane na drugi singiel w Wielkiej Brytanii. Urokliwe jest również Changed My Mind czy lekko autobiograficzne They Don’t Know About Us. Oczywiście – mówiąc tutaj autobiograficzne to lekka przesada, bo jak trafnie zauważył Filip W., One Direction nie piszą sami utworów. Biorą udział w procesie ich tworzenia, jednak większość tekstów i słów tworzą dla nich inni autorzy tekstów.

A tych tu pełno. Wśród autorów tekstów mamy między innymi Savana Kotechę (twórca m.in. Broken Heels Alexandry Burke, I Wanna Go Britney Spears, One More Night Maroon 5 czy poprzedniego hitu Brytyjczyków – What Makes You Beautiful), Shellbacka (So What i Raise Your Glass P!nk, 3 Britney Spears czy Moves Like Jagger Maroon 5), Eda Sheerana czy Dr. Luke (większość hitów Katy Perry czy Hold It Against Me Britney Spears). Za produkcję w większości odpowiadają wspomnieni już tutaj Dr. Luke, Shellback ale również Remi Yacoub i Carl Falk.

W sumie album nie jest zły. Znajdą się na nim kawałki, które toleruję i których jakoś specjalnie nie nienawidzę. Singlowe Live While We’re Young, ale również C’mon C’mon i I Would to świetne popowe i pop-rockowe kompozycje, wspomniane wyżej ballady. Są to utwory dobrze skrojone i przygotowane na sukces. Łatwo wpadają w ucho, więc jakoś specjalnie nie naprzykrzyły mi się. Oczywiście znajdziemy tutaj też kilka koszmarów jak chociażby Back for You, Rock Me czy nijakie Heart Attack. Dwa utwory z Kiss w tytule również nie podbiły moich zmysłów słuchowych. Jeśli oceniamy album pod względem albumu popowego, prostego i skrojonego na sukces komercyjny i zarobienie dużych pieniędzy – jest dobrze. Nawet bardzo dobrze, na pewno krążek sprzeda się doskonale (w dużej mierze nie ze względu na to, co jest na nim zawarte, a dlatego, że to One Direction, no ale…). A jak z całym tym artyzmem i jakością? W historii muzyki album ten się nie zapisze jako jakieś dzieło czy krążek wyznaczający nowe trendy. Bardziej podążający za nimi. Ale przecież nikt nie oczekuje od One Direction, że nagle nagrają album na miarę 21 Adele. Brytyjczycy nagrali dokładnie to, czego od nich oczekiwano.

Exit mobile version