Site icon All About Music

One Direction największym zespołem świata. Serio?! Felieton Kuby Koziołkiewicza

W trakcie pobytu w Anglii zacząłem pisać niniejszy felieton. Jednak z przyczyn, których teraz szczerze mówiąc nie pamiętam, nie udało mi się go ukończyć. Kilka dni temu sobie o nim przypomniałem, a że jego tematyka była całkiem fajna, to postanowiłem go dokończyć. Zatem wsiadamy w wehikuł czasu i cofamy się mniej więcej do połowy lipca…

***

Ostatnio o poranku słuchałem audycji w BBC Radio 1. Było koło godziny ósmej, kiedy prezenter z nieskrywaną podnietą w głosie oznajmił:

Już za chwilę porozmawiamy telefonicznie z Niallem Horanem, członkiem największego zespołu świata – One Direction!!!

Jako, że jechałem samochodem, po usłyszeniu tych słów niemalże wylądowałem na pobliskim drzewie. Musiałem chwilę odsapnąć i przetrawić to, co chwilę wcześniej usłyszałem. One Direction największym zespołem świata. To ci dopiero!

Od kiedy tylko zacząłem interesować się muzyką to wiedziałem, że w na ogólnoświatowym rynku muzycznym pierwsze skrzypce grają tylko dwa państwa: Stany Zjednoczone i Wielka Brytania. Gdy spojrzymy na jakiekolwiek zestawienia najlepszych/ najbardziej dochodowych/ naj naj naj albumów/ tras, itp., to wśród czołówki próżno szukać przedstawiciela spoza wspomnianych dwóch muzycznych mocarstw. Wydawało mi się, że dominacja Wielkiej Brytanii w środowisku muzycznym jest równoznaczna z wysokim poziomem mediów związanych właśnie z tą dziedziną sztuki. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo się myliłem.

Jakiś czas temu pisałem w swoim felietonie, że czołowe rozgłośnie radiowe w Anglii grają w kółko te same kawałki. I co gorsze, w znacznej części miałkie i bezwartościowe. Dodatkowo prowadzący te programy prezentują sobą bardzo niski poziom. Mówią kompletnie bez sensu, a ich żarty są tak suche, że nawet Karol Strasburger miałby ogromny problem, by ze swoich ust wydobyć choćby delikatny i cichutki śmiech. W sumie powinienem być ostatnią osobą, która rzuca kamień – jestem wielkim fanem sucharów. Ale mimo to słuchając brytyjskiego BBC Radio 1 czułem się jak po zjedzeniu przeterminowanego śledzia.

Powróćmy do chłopaków z One Direction. Nie mogę im odmówić talentu. Nie mogę im odmówić też tego, że podbili serca nastolatek na całym świecie i zapewnili sobie godny i luksusowy żywot (o ile nie przetracą swojego majątku na czyhające za rogiem hedonistyczne zachcianki). Ale jedno muszę im odmówić – nie są największym zespołem świata. A skoro prezenter jednej z najpopularniejszych rozgłośni w Anglii wygaduje takie głupoty to znak, że mimo tego, że nie wiem jak ma na imię, jak wygląda i jakie są jego upodobania muzyczne, mam ochotę zobaczyć go bez głowy lub pożeranego przez stado wygłodniałych krokodyli. Jego program nie był audycją autorską. A co za tym idzie, informacje przez niego przekazywane powinny być w miarę obiektywne.

A obiektywnie patrząc, największym zespołem świata jest ktoś z tego grona: The Beatles, Led Zeppelin, The Rolling Stones, U2, Queen, Pink Floyd. One Direction jakoś nie pasuje do tego grona. Wiadomo, że ostatnie pięć lat w ich wykonaniu to był majstersztyk. Wylansowali ponad dziesięć kawałków, które nucone były prawdopodobnie na pięciu kontynentach. Ale nie traćmy rozumu i nie mówmy, że chłopcy są największym zespołem świata! Przecież to jawne kłamstwo! Nawet gdyby stworzyć zestawienie najlepszych boysbandów, to 1D nie zasługiwałoby na najwyższy stopień podium. Należałby się on Backstreet Boys, królom muzyki pop lat 90.

Jakby na to nie patrzeć, to bez sukcesu autorów I Want It That Way nie byłoby triumfu Brytyjczyków. To Amerykanie zapoczątkowali tworzenie pięcioosobowego projektu nastawionego tylko i wyłącznie na zysk. I to im się zdecydowanie udało. A jak było z One Direction? Identycznie. Przecież każdy z chłopców przyszedł do X Factora osobno. Każdy z nich pierwszy etap przeszedł jako artysta solowy. Dopiero później jury postanowiło postawić ultimatum: albo tworzycie grupę, albo wylatujecie. Od tego momentu One Direction jest produktem, a nie zespołem z prawdziwego zdarzenia; poniekąd sztucznym tworem, a nie naturalnym organizmem.

I mimo tego, że ciężko odmówić im przebojowości i umiejętności, to miedzy innymi ten fakt jest dla mnie zdecydowanym argumentem przeciwko nazywaniu ich tak, jak uczynił to prezenter BBC Radio 1.

Exit mobile version