Site icon All About Music

OMD – The Punishment Of Luxury (2017), recenzja Katarzyny Turowicz

Grupa OMD przez ostatnich kilka lat nie kazała zbyt długo czekać na swoje albumy. Tak się stało również w przypadku świeżego następcy English Electric, który swoją premierę miał cztery lata temu. Dodajmy – cztery niezwykle intensywne lata w świecie muzyki elektronicznej. Czy formacja OMD nadąża za dyktowanymi intensywnym rozwojem zmianami w muzyce syntezatorowej?

Co łączy grupę Orchestral Manoeuvres In The Dark, znaną lepiej jako OMD, i Giovaniego Segantini, XIX-wiecznego malarza? Przede wszystkim tytuł The Punishment of Luxury – najnowszej płyty tych pierwszych i obrazu tego drugiego, który stał się inspiracją podczas tworzenia dla brytyjskiej formacji. Na tle zaśnieżonych, choć wyraźnym konturem oddzielonym od nieba i pokrytej śniegiem ziemi, lewituje kilka postaci. Interpretacji jest wiele, ale to nie miejsce na nie. Najnowszy album Brytyjczyków w swoim brzmieniu jest znacznie cieplejszy. A to najprawdopodobniej za sprawą zupełnie niestarzejącego się głosu Andy’ego McCluskey’ego. Jego partie wokalne w połączeniu z opartymi o syntezatory melodiami wywołują ten sam efekt jak u progu lat 80. Bo szkieletem konstrukcji jaką jest płyta The Punishment of Luxury są przede wszystkim lotne, melodyjne kompozycje. Chwyt, a może raczej cecha charakterystyczna OMD, sprawdziła się także w przypadku ich najnowszej płyty.

The Punishment of Luxury otwiera utwór tytułowy i singlowy zarazem, a tuż za nim Isotype, który – podobnie jak Please Remain Seated otwierający album English Electric sprzed czterech lat – rozpoczyna się zmiksowanymi fragmentami różnych wypowiedzi czy komunikatów. Zapowiada się nużąco i na wskroś powtarzalnie, ale dalsza część utworu i samej płyty The Punishment of Luxury rozwiewa te wątpliwości. Bo o ile niektóre z legend muzyki obrastają mchem, nie rozglądając się za nowymi muzycznymi rozwiązaniami czy eksperymentami, o tyle OMD – formacja niewątpliwie kultowa – pozwala sobie na eksplorowanie nowych muzycznych rejonów, ale też zwraca się ku swemu tradycyjnemu brzmieniu jak w Kiss Kiss Kiss Bang Bang Bang (choć właściwie słychać to w każdym z utworów nowej płyty) czy rozwiązaniom typowym dla grupy Kraftwerk (Robot Man czy Isotype). The Punishment of Luxury jest też płytą, w której wszystko jest uwypuklone, bez widoków na drugi plan. To, co pojawia się w każdym utworze płyty, to mięsista, gęsta ściana dźwięku. Wszystko na wierzchu, z przodu. Jak natomiast The Punishment of Luxury wypada w tekstach? OMD są kolejnymi twórcami muzyki elektronicznej (wystarczy wymienić Depeche Mode), którzy wpadli w rwący strumień politycznych zagadnień i kwestii społecznych coraz rzadziej wyrzucający na brzeg coś nowego. Taką przede wszystkim treścią bombarduje od samego początku najnowszy album Orchestral Manoeuvres In The Dark. Odkrywczą? Chyba nie.

I teraz chyba najważniejsze. Formacja OMD swoim powrotem do świata muzyki nie próbowała dowieść, że ich „teraz” jest równie dobre (a może nawet lepsze?) niż ich „kiedyś”. OMD już dawno przestało być fabryką singlowych przebojów. Enola Gay, Sailing On The Seven Seas, Pandora’s Box czy Walking On The Milky Way tworzone w wyśrubowanym tempie album-promocja-trasa, o czym w wywiadach wspominali muzycy formacji, przeszły już do intensywnej, choć pięknej historii. The Punishment of Luxury nie wyda z siebie równie wielkich utworów. Jest raczej wydawnictwem quasi konceptualnym, opowieścią bez wyróżniających się rozdziałów, w którym liczy się całość, bez wyimków.

Formacja OMD już od kilku albumów wstecz balansuje na pewnej linii – nie schodzi poniżej swoich możliwości, ale też nie tworzy czegoś niespotykanego. Brytyjska grupa nie przesunęła swoim najnowszym albumem granic gatunku jakim jest szeroko pojęta elektronika. Nie taki zresztą był ich zamiar. Andy McCluskey i Paul Humphreys nie są też dziś skrępowani sztywnymi wytycznymi czy presją otoczenia, mogą tworzyć to, co chcą, bawić się kształtami dźwięków. The Punishment of Luxury nie jest celnym strzałem prosto w sam środek tarczy. To raczej mocna siódemka.

Exit mobile version