We wtorek 10 grudnia na scenie krakowskiego klubu Kwadrat mieliśmy przyjemność zobaczyć aż trzy fenomenalne zespoły. Gwiazdą wieczoru była szwajcarska formacja Eluveitie od lat z powodzeniem łącząca ciężkie riffy i folkowe brzmienia. W trasie promującej najnowszy album Ategnatos towarzyszą im goście specjalni – włoski zespół Lacuna Coil oraz mołdawskie Infected Rain.
Informacja o wspólnej wizycie w Polsce trzech świetnych zespołów ucieszyła fanów już podczas nieplanowanego wycieku plakatów, mającego miejsce niecały rok temu. Ku ich zadowoleniu, plotki potwierdziły się! Niedługo później ogłoszono aż dwa koncerty w naszym kraju – jeden w Krakowie, kolejny w Warszawie. Pierwszy z nich został wyprzedany na miesiąc przed wydarzeniem.
U mnie też nie obyło się bez radości – folk metalowe zespoły darzę dużym sentymentem, podoba mi się prezentowana przez nie kreatywność, fascynuje pewien powrót do korzeni. A Eluveitie to przecież jeden z najlepszych przedstawicieli tego gatunku.
Koncert rozpoczął się chwilę po 19 wraz z wkroczeniem na scenę Infected Rain. Zespół grał tylko 35 minut, podczas których muzycy z charakterystyczną i pełną charyzmy Leną Scissorshands na czele zaprezentowali kilka numerów dla entuzjastycznie reagującej publiczności. Po rozgrzaniu atmosfery wśród tłumnie zebranych fanów, Mołdawianie zwolnili scenę dla Lacuny Coil.
Muszę przyznać, że to właśnie obecność włoskiej grupy w składzie zadecydowała o moim udziale w koncercie. Śledzę poczynania tego zespołu od lat i często wracam do ich najbardziej udanych płyt – zwłaszcza mojego ulubionego Comalies. Wtorkowy koncert był moim pierwszym spotkaniem z nimi na żywo. Nie zawiedli mnie ani trochę! Wokaliści – Cristina Sccabia oraz Andrea Ferro – brzmią idealnie na żywo, w niczym nie ustępując studyjnemu brzmieniu. Zespół zaprezentował 10 kawałków, w tym dawne hity takie jak Heaven’s Lie czy Our Truth oraz kawałki promujące wydany w październiku album Black Anima. Wszystko domknięte ciekawą, zapadającą w pamięć gotycką estetyką makijażu i stroju. Koncertowi towarzyszył świetny kontakt zespołu z fanami oraz niezapomniana energia publiczności – prawie każdy przyłączył się do śpiewania i skakania! Świetnie spisał się też polski fanklub zespołu, obdarowując zespół kwiatami kojarzącym się z okładką jednego z ich albumów oraz obrzucając muzyków czapeczkami mikołaja – życząc przy tym wesołych świąt. Trwający 55 minut koncert zakończył się zdecydowanie za szybko.
Zebrani pod sceną szybko jednak otarli łzy, witając gwiazdę wieczoru – Eluveitie. W ich przypadku set trwał trochę dłużej. Rozgrzana występami gości specjalnych publiczność przywitała zespół płomiennymi owacjami. Pełna radości bawiła się do 18 zagranych kawałków, wśród których nie zabrakło nut z najnowszej płyty oraz starszych, znanych przez fanów szlagierów. Zespół w pełni zasłużył na pozycję, którą zajął na światowej scenie folk-metalowej. Odbiorcę zachwyca wszystko – od muzyki stworzonej z wykorzystaniem ciekawych instrumentów po rozbudzające wyobraźnię teksty w dużej części skomponowane w nikomu nie znanym języku. Czysty, piękny wokal Fabienne Erni świetnie komponuje się z charakterystycznym growlingiem frontmana grupy Chrigela Glanzmanna. Występ zakończył przebój Inis Mona, zaśpiewany razem z fanami.
Klub Kwadrat opuściłam ze zdartym gardłem i obolałymi od skakania nogami. Był ogień! Za jednym zamachem zobaczyłam nie jeden – a aż trzy fenomenalne zespoły! Mimo że koncert całkowicie się wyprzedał, a ja spędziłam koncert przy samej barierce, pod sceną panowała przyjemna i luźna atmosfera. W środku widowni szaleli miłośnicy pogo. Niesamowita energia publiczności i gorąca atmosfera zaprezentowanych kilku twarzy metalu na długo pozostanie w mojej pamięci. Po blisko czterech godzinach zabawy wciąż nie miałam dość! Pozostało z niecierpliwością wypatrywać powrotu zespołów do Polski – z chęcią spotkam się z nimi znowu.

