Znacie ich z przeboju Little Talks. Tymczasem Of Monsters and Men wydali właśnie kolejny album! Sprawdźcie, co na nim znajdziecie i dlaczego warto go zakupić!
Oni nigdy nie zawodzą swoich fanów, a fani nie zawodzą ich – czego dowodem może być podwójna platyna w Kanadzie, oraz platyna w Australii, Nowej Zelandii, Niemczech i rodzimym kraju Islandii. Mowa oczywiście o jednym z najbardziej magicznych zespołów – Of Monsters and Men, który po 4 latach przerwy powrócił z najnowszym albumem Beneath the Skin. Wszystko zaczęło się 16 marca 2015 r. kiedy to zespół ogłosił pierwszy oficjalny singiel promujący kolejną płytę. Fani ze zniecierpliwieniem czekali na szczegóły płyty – oficjalną tracklistę, okładkę oraz datę, kiedy to album trafi na półki sklepowe. Kiedy Of Monsters and Men potwierdzili informacje, że wydawnictwo ukaże się 8 czerwca, wszyscy zaczęli odliczać dni od oficjalnej premiery…
Na samym początku warto zadać pytanie, czy najnowszy album jest lepszy od poprzedniego? Trudno odpowiedzieć na nie odpowiedzieć (przynajmniej mi) ponieważ pierwsza płyta była nagrana na bardzo wysokim poziomie – co bez wątpienia docenili fani, jednak drugie wydawnictwo ma w sobie „to coś”, tę nutkę magiczności, która od początku towarzyszy zespołowi i muzyce, którą tworzą. Myślę, że ta dość długa przerwa wpłynęła pozytywnie na OMAM. Beneath the Skin, to płyta bardziej odważna, odpowiednio wyważona, czego potwierdzeniem mogą być teksty, które wyszły spod pióra członków zespołu – są to w większości przypadków teksty zwięzłe – krótkie, ale z głębokim przesłaniem, które zrozumie nawet przeciętny odbiorca.
Odchodząc trochę od tematu. Muszę zwrócić uwagę na oryginalne Lyric Video bandu, w których występują irlandzcy aktorzy, którzy obrazują emocje, jakie przekazuje dany utwór. Bez wątpienia jest to miłe zaskoczenie dla odbiorcy.
Pomimo faktu, że wszystkie 11 utworów utrzymane jest w podobnym klimacie nie można mówić tutaj o nudzie. Wręcz przeciwnie. Ta jednolitość pozytywnie zaskakuje i sprawia, że słuchacz chce jeszcze więcej i więcej… Każda piosenka prowadzi do innego świata, świata Of Monsters and Men, który tak naprawdę istnieje tylko w naszej wyobraźni i dostać można się do niego jedynie dzięki przesłuchaniu i zrozumieniu danego utworu. W ten magiczny świat przenieść nas mogą również chórki, które są zdecydowaną nowością na płycie, co należy ocenić na ogromny plus, ponieważ na poprzednim albumie My Head Is an Animal chórków nie było.
Szczególną uwagę chciałem zwrócić na utwór Crystals. Piosenka ta została pierwszym oficjalnym singlem, oraz jest pierwszą kompozycją na trackliście. Poza tym, to jeden z najbardziej dynamicznych numerów i jest on moim faworytem (trudno mówić tu o jednym faworycie ze względu na bardzo dobrze skomponowany album) Dlaczego akurat ten utwór? Może dlatego, że tekst jest mi bliski i był to pierwszy przedsmak nadchodzącej płyty? Może odpowiedzią na to pytanie jest przeplatany głos Nanny i Ragnara – dwójki głównych wokalistów, których wokale potrafią przeniknąć przez najgrubszą skórę i trafić w najbardziej czułe punkty człowieka?
Skoro wspomniałem o najbardziej rytmicznym utworze, to równie ważnym dla kontrastu jest przedstawienie najpiękniejszej ballady, jaką można znaleźć na Beneath the Skin. Jest to kompozycja pt. Organs, w którym głos Nanny brzmi wprost fenomenalnie, świetnie łączy się ze stonowaną melodią, która nadaje piosence smutny i refleksyjny klimat. Gdyby dobrego głosu i świetnej melodii było komuś mało, to może przekonać go odważny tekst, który niesie ze sobą głębokie, ponadczasowe przesłanie.
Beneath the Skin kontynuacją My Head Is an Animal?
Oprócz wyżej wymienionych podobieństw takich jak szata muzyczna i wokale, dopatrzyłem się jeszcze innego podobieństwa jakim jest krążenie wokół tych samych motywów. Poprzednia, jak i obecna płyta skupiają się zazwyczaj na wplątywaniu w teksty motywu: człowieka, przyrody i zwierząt. Można by było rzec, że utwory zawarte na Beneath the Skin są kontynuacją debiutanckiego albumu i świetnie by tam pasowały. W przeciwieństwie do innych gwiazd światowej sceny muzycznej, które potrafią wydać bardzo chaotyczne albumy nietrzymające się kupy, OMAM wydali przemyślaną, uporządkowaną i stonowaną płytę. Wszystko jest na swoim miejscu i zaskakuje prostotą – ponoć piękno tkwi w prostocie i w tym przypadku wszystko się zgadza.
Co do tematu singli, to uważam, że wszystkie utwory promujące album są naprawdę dobre i zaciekawią każdą osobę, do przesłuchania całej płyty, a przecież o to w singlach chodzi. I tutaj również należy się plus dla Of Monsters and Men za to, że wybierają najlepsze piosenki jako single, ponieważ większość artystów wybiera jedne z gorszych utworów do promowania płyty, które stworzone są typowo pod publikę, jednak czasy trochę się pozmieniały. Coraz więcej słuchaczy szuka czegoś ciekawego, alternatywnych brzmień, które mogą zaskoczyć. Ludziom przejadły się popowe kawałki, które brzmią tak samo i nudzą się po kilku przesłuchaniach. OMAM kolejny raz wychodzi naprzeciw trendom – jak każdy wie, nie tworzą oni typowo komercyjnych utworów, stawiają na piosenki, które zaciekawią słuchacza na dłużej i pozwolą mu nacieszyć się muzyką.
Kilka słów dla osób, które są chętne zakupić Beneath the Skin w wersji deluxe.
Czasami również bywa tak, że kupując wersję delukse rozczarowujemy się – uwierzcie mi, że nawet najwięksi fani danego zespołu/wokalisty tak mają. Mogę was zapewnić, że jeśli macie zamiar zakupić wersję delukse Beneath the Skin, to na pewno się nie zawiedziecie. Na rozszerzonej wersji dodane są cztery dodatkowe utwory (w tym dwa remiksy I Of the Storm i Black Water) Winter Sound i Backyard. Między tymi dwoma piosenkami jest ogromny kontrast, Winter Sound to żywy i rytmiczny kawałek (na miarę Crystals) natomiast Backyard to kolejna ballada, znacznie wolniejsza od Organs. Odnośnie remiksów trudno mi się wypowiedzieć, dzięki Chrisowi Taylor i Alexowi Somers w zremiksowane utwory tchnięto nowe życie, stały się jeszcze bardziej tajemnicze i magiczne.

