Site icon All About Music

Odświeżony klasyk z planety Mars. Thirty Seconds To Mars – A Beautiful Lie (20 Year Anniversary), 2026 (recenzja)

27 marca 2026 roku odbyła się premiera jubileuszowego wydawnictwa A Beautiful Lie po dwudziestu latach formacji Thirty Seconds To Mars. Czyli A Beautiful Lie (20 Year Anniversary).

Reedycja, prócz standardowej tracklisty znanej nam od dwudziestu lat, zawiera w sobie trzy (nigdy wcześniej niepublikowane) utwory oraz wersja akustyczna hitu The Kill. Dwa z trzech numerów to nowe, jakby, single o tytułach God’s Eye i Over My Head.

Uznałam, że to będzie bez sensu, gdybym w recenzji uwzględniła stare hity – ponieważ ta płyta to reedycja poszerzona o tylko trzy numery, tak naprawdę. Gdybym chciała napisać coś więcej o przeszłości – wiadomo, mogłabym, ale mi się nie chcę – to bardziej skupiłabym się na recenzji typu throwback.

Dlatego pozwólcie, proszę, iż napiszę kilka swoich zdań na temat tych, nigdy wcześniej niepublikowanych (chociaż kiedyś, jak byliśmy młodzi, to wykonywali od czasu do czasu God’s Eye, czy Over My Head – na koncertach) przez Thirty Seconds To Mars, utworów.

Gdy pierwszy raz usłyszałam God’s eye to aż poczułam się lekko rozkojarzona, albowiem ja po prostu zapomniałam.. że chłopacy kiedyś tak brzmieli. Niezwykłe to dla mnie było doświadczenie. Choć kocham Marsów całym swoim sercem, z każdym ich krążkiem – to brakowało mi troszkę takiego… pierdzielnięcia.

O wiele lepsze jest Over my head, które w stu procentach pokazuje jak formacja zaczynała i jaka była. Over my head jest totalnym – jak to teraz młodzi ludzie mówią – bangerem. Boże drogi, gdyby ich następna płyta była właśnie zbliżona do takich melodii to… komercyjnie MOŻE nie osiągnęłaby nie wiadomo jak wielkiego sukcesu, ale fani mieliby radość ogromną. Jestem również przekonana, że na żywo to już w ogóle cała scena zaczęłaby się trząść.

Jest jeszcze The glory z dopiskiem Demo 2005. I jest to demo przepiękne. Słychać wyraźnie, iż kawałek ten nie jest doskonały. Totalna niedokończona robocizna, aczkolwiek ma swój piękny urok. Całkiem wzruszający…

Wielką radość mi zrobili moi bracia Leto wydając tak przepiękną reedycję ich kultowego albumu. Może nie jest ona wybitnie rozszerzona, ale piękna oraz wzruszająca. Na tyle, że zdarłam gardło drąc się w niebogłosy przy akustycznej wersji The Kill. Po cichu wierzę – bo też widzę, jak oficjalny kanał na YouTube daje serduszka do tego typu komentarzy – że Thirty Seconds To Mars wrócą do takiej twórczości. Byłoby super. Aczkolwiek nawet jeśli nie – to i tak jest super.

Provehito in Altum!

Exit mobile version