Site icon All About Music

„Bawiła się świetnie i nikt nie był w stanie jej zatrzymać”, czyli o koncercie Ani Dąbrowskiej we Wrocławiu. Relacja Dariusza Kozery

W minioną niedzielę Ania Dąbrowska po raz kolejny zawitała do wrocławskiego Teatru Muzycznego Capitol.

Wieczorem 24 listopada po raz kolejny wziąłem udział w koncercie niesamowitej polskiej wokalistki. Anię Dąbrowską miałem okazję usłyszeć już po raz czwarty i co tu dużo mówić, na pewnie nie był to ostatni.

Z początku koncert utrzymany był w bardzo teatralnym klimacie. Na wstępie można było usłyszeć nieco wolniejsze i bardziej nostalgiczne kompozycje. Sama artystka zapowiedziała jednak zebranej publiczności, że z pewnością nie będą siedzieć przez cały koncert. Oczywiście miała rację. Gdy zabrzmiały takie utwory jak Serce Nie Sługa, Porady Na Zdrady czy Z Tobą Nie Umiem Wygrać publika ożywała, a z czasem wszyscy stali, klaskali, a co poniektórzy nawet tańczyli.

W trakcie koncertu można było również usłyszeć dobrze znane kompozycje w nieco innych aranżacjach. Mniej więcej w połowie koncertu swoją solową piosenkę zaprezentował Robert Cichy, który jest częścią orkiestry Ani, a jednocześnie sam tworzy muzykę i ma na koncie debiutancki album.

Na każdym koncercie artystki, w którym mogłem brać udział, mój podziw budził stosunek Ani do jej ekipy. Za każdym razem każdy, kto znajduje się wraz z nią na scenie, jest przedstawiony z imienia i nazwiska i często ma nawet 5 minut dla siebie. Uwielbiam również kontakt wokalistki z fanami. Ania często podchodzi bliżej końca sceny, aby móc być bliżej zgromadzonej widowni, przemawia do swoich fanów i co najważniejsze, po każdym utworze mówi dziękujemy. Niektórzy mogliby stwierdzić, że to przecież nic takiego. Dla mnie jednak jest to piękny obraz tego w jaki sposób Ania podchodzi zarówno do swojej pracy jak i do tych, do których jej twórczość jest kierowana.

Oczywiście po zakończeniu podstawowej części Ania wraz z ekipą wyszła na bis. Zgodnie z prośbą fanów wokalistka zaśpiewała między innymi utwór Charlie Charlie, który nie trafia do mnie w wersji studyjnej, jednak za każdym razem gdy słyszę go na żywo, jestem w nim kompletnie zakochany. Po tym i jeszcze dwóch innych utworach artystka ukłoniła się i zeszła ze sceny zegnana gromkimi brawami. Jestem pewien, że nie był to jej ostatni koncert we Wrocławiu i mam nadzieję, że przy okazji kolejnej wizyty również uda mi się z nią zobaczyć.

Exit mobile version