Miasto inspiracji – takim właśnie hasłem Lublin firmuje się nie od dziś. Dla jednych to przede wszystkim stolica województwa innym kojarzy się z brejdakami i cebularzem. Dla mnie to miejsce, w którym teraźniejszość w magiczny sposób miesza się z historią. Na ten klimat składa się wiele kultowych miejsc. Jednym z nich jest z pewnością Browar Perła. To tam po raz kolejny odbyły się koncerty i towarzyszące im atrakcje spod szyldu Festiwalu Santander Letnie Brzmienia.
Sobota po brzegi wypełniona atrakcjami to coś więcej niż tylko kolejne wydarzenia na kulturalnej mapie Lublina to miejsce i czas, w którym udało mi się na chwilę zapomnieć o rzeczywistości.
Podobnie jak poprzedniego dnia również w sobotę już od 17 Browar wypełniała muzyka.
Letnie Brzmienia czas zacząć! – Ignacy
Młodość to siła, a jak do tej siły dodamy jeszcze talent to dobra zabawa gwarantowana. Właśnie taką zaserwował koncertowiczom Ignacy. Aż trudno uwierzyć, że ma dopiero 19 lat. (Tak, przyznaję się, googlowałam to na szybko). Ze sceny płynęły między innymi utwory, które od czasu do czasu słychać w radiu, mieliśmy więc okazję odlecieć! W końcu Ignacy w swoim repertuarze ma Samoloty! I to od nich rozpoczął się 4 przystanek na trasie Letnich Brzmień.
Ignacy miał trudne zadanie odpalenia całej imprezy. Dziś już można śmiało powiedzieć, że zrobił to w swoim stylu, z uśmiechem i nutką nonszalancji. Brawa za ciekawą aranżację As It Was. Artysta poczęstował nas też przedpremierowym wykonaniem utworu Niepewność! Jeśli wszystko pójdzie dobrze to nowa płyta już niedługo! Czy wy też usłyszeliście ze sceny słowo „wrzesień”? Takie deklaracje to my lubimy!
Nie nudziliśmy się też w oczekiwaniu na kolejnych artystów. Odezwał się do nas, chociażby duet Kwiat Jabłoni.
Pierwszy raz w Lublinie – Rubens i jego Pantery Disco
Mówią, że w miarę jedzenia apetyt rośnie, najwyraźniej ma to zastosowanie też do muzyki na żywo, bo nie mogłam doczekać się momentu, kiedy na scenę wejdzie Rubens.
Czasami człowiek się na coś nastawia, a później rozczarowuje, tu nie było o tym mowy! Liczyłam na to, że Piotr będzie czarował trochę emocjami i tak właśnie było, chociaż skoro zabrał ze sobą cały skład Panter Disco, nie postawił jedynie na nastrojowe brzmienia. Był też legendarny Lady Pank, oczywiście w wersji rubensowskiej.
Na początku chłopaki dali znać, że grają w Lublinie pierwszy raz. To zdecydowanie udany koncertowy debiut! Porwali do zabawy publiczność, okiełznali nawet drobne problemy techniczne!
Bez ogródek w techno smutek – Mery Spolsky
Kiedy ekipa Mery Spolsky wpadła na scenę Letnich brzmień, Lublin zadrżał w posadach! I było to całkiem przyjemne drżenie!
Te rymy i kolory! Tak nawijać potrafi tylko Mery Spolsky! Już od pierwszych chwil wiadomo było, że siła kobiet, która popłynie z tej sceny, będzie niesamowita! Przecież Mery zapowiedziała, że zamierza mówić co myśli.
Zagrała też nowości i nie chodzi tylko o to, że z głośników zabrzmiała Suka. Wyśpiewała też Marię Przed Ołtarzem i Your Orgasm Is My Religion. Ta dziewczyna chce dojść daleko…
Mery, jeśli to czytasz to wiedz, że sprawiłaś, że się uśmiechnęłam, pewnie nie ja jedna! Bo każda dziewczyna ma wierzyć w siebie!
„Środkowy Palec Starym Szkołom” – Szczyl
Muszę przyznać, że Szczyl to jedyny artysta z sobotniego lineupu, którego dyskografię nadrabiałam dzień przed koncertem.
To jest właśnie wartość dodana takich wydarzeń! Nie wiedziałam, czego spodziewać się, jeśli chodzi o występ na żywo, a okazało się, że czasami i z rapem jest mi po drodze. Wychodzi na to, że Lublin to rzeczywiście miasto inspiracji!
Na scenie był dym, w przenośni i dosłownie! Saksofon, gitara, klawisze… Co tu dużo mówić chłopaki zadbali o odpowiedni klimat. PS Pozdrowienia dla „nieokiełznanego” perkusisty!
„Wcale mi się nie pali do cienia” – Kasia Nosowska
NOSOWSKA. Tak, wszystko się zgadza. Wielkimi literami i kropka. Zawsze będzie mnie zachwycała i nie jestem tu obiektywna.
W pierwszej chwili Lublin zdziwił Kasię. Jak? Wywołał na scenę nie Kasię, czy Katarzynę, a Kaśkę.
Nosowska to dla mnie zawsze ucieleśnienie skrajności. Niesamowicie magnetyczna osobowość, a przy tym tak wielkie pokłady skromności. Wystarczy, że po prostu jest na scenie i ma się wrażenie, że właściwie tyle wystarczy. Kiedy coś powie, nie trzeba czekać na reakcję tłumu, bo przekaz trafia do serca. Nie ma za nią grupy tancerzy, chociaż na Letnich Brzmieniach mieliśmy minimalistyczną choreografię i dowiedzieliśmy się, że nie samym rockiem Kasia żyje!
Wrażenie robiły też wizualizacje, ale zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby nawet ich nie było, ona by wystarczyła.
To Nosowska, ona nic nie musi. Słyszałam ją na żywo już wielokrotnie i za każdym razem było w tych występach coś autentycznego. W sobotę miałam okazję jeszcze raz przekonać się, że Kasia od lat jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu.
Były utwory ze starszych płyt, nie zabrakło duetu z Mikim. Dla niektórych zapewne było to też pierwsze spotkanie z utworami z najnowszego albumu Degrengolada. Nowe kawałki zdecydowanie zdominowały ten występ.
To dziwny moment, kiedy zajmujesz się pisaniem, a brakuje ci słów. Za takie momenty mocno cenię Kasię Nosowską. I Letnie Brzmienia też!
One to mają – Projekt Babie Lato
2 dzień Letnich Brzmień zakończył się tak, jak powinien, czyli z przytupem. Pamiętacie, jak pisałam o sile kobiet? Dziewczyny pokazały siłę i pewność siebie w najczystszej postaci.
W ramach Projektu Babie Lato ramię w ramię wystąpiły Kukulska, Bovska, Margaret i Mery Spolsky. Przez chwilę powiało funkową wolnością, można było poczuć ten specyficzny vibe lat retro. Panie zagrały nam kilka swoich hitów, ale zmierzyły się też między innymi z repertuarem Lizzo, Billie Eilish, czy Prince’a.
Santander Letnie Brzmienia w Lublinie zaserwował nam kilka godzin muzycznej uczty! To co? Mam nadzieję, że słyszymy się za rok!

