Na koncert Margaret szedłem z głową pełną cudzych opinii. „Ta dziewczyna nie potrafi śpiewać na żywo”, „Zero szacunku do fanów”, „Za dużo gwiazdorzy” itp. Postanowiłem się więc wybrać na wczorajsze wydarzenie by je zweryfikować. Już na wstępie mogę Wam powiedzieć, że żadna z nich nie przełożyła się na rzeczywistość.
Koncert we wrocławskim Starym Klasztorze rozpoczął się nawet chwilę przed podaną godziną startu. Na wstępie kilka utworów zaprezentował nieznany mi dotąd support, którego nazwy niestety nie wychwyciłem. Ciężko nazwać to dobrą rozgrzewką, bowiem wokalistka i dwóch towarzyszących jej muzyków nie grali typowo skocznej i popowej muzyki, na którą nastawili się wszyscy zebrani. Chwilę po ich występie światła przygasły, a na monitorze za sceną został wyświetlony krótkim filmik, na którym mogliśmy zobaczyć jak dobrze Margaret bawi się w trakcie nagrywania nowych utworów. Po jego zakończeniu na scenę weszła gwiazda wieczoru wraz z towarzyszącym jej zespołem.
Na start mogliśmy usłyszeć piosenkę Gaja Hornby. Nie będę ukrywał, że był to moment na który bardzo czekałem. Chciałem w końcu mieć możliwość usłyszeć piosenkarkę na żywo i sam wyrazić opinię na temat jej wokalu. Pomimo początkowego stresu i paru lekko wykrzyczanych elementów było naprawdę dobrze. Wraz z kolejnymi utworami było już tylko lepiej. Warto również wspomnieć, że jak sama zaznaczyła, piosenkarka była chora i jeszcze dzień wcześniej praktycznie nie mówiła. Opinia o tym, że Margaret kompletnie nie potrafi śpiewać na żywo została więc szybko obalona. Dziewczyna używała wprawdzie kilku technicznych modulacji, które dodawały ciekawy efekt do jego głosu, jednak nie było to tak, że śpiewała z playbacku czy brzmiała fatalnie, a wszystko było naprawione za pomocą technologii. Na dodatek nie raz mogliśmy usłyszeć Margaret bez nich i również brzmiało to bardzo dobrze.
Nothing can cool her down. Tak zatytułowałem relację, ponieważ jej koncert to był prawdziwy ogień. Byłem na wielu wydarzeniach w Starym Klasztorze, jednak ani razu nie widziałem tak dobrze bawiącej się publiki. Wprawdzie na koncercie zabrzmiały głównie utwory z najnowszej płyty, jednak nie zabrakło takich hitów jak Cool Me Down czy What You Do. Przy tych dwóch kompozycjach fani wręcz szaleli. Lepiej było chyba tylko podczas Ej Chłopaku oraz Serce Baila, które również wzbudziły ogromne emocje w zebranej publiczności.
Podczas koncertu miałem również usłyszeć kilka nowych kompozycji i jak mam być szczery, to nie mogę się doczekać aż ujrzą one światło dzienne. Kawałek dotykający ekologii był utrzymany w nieco rockowym klimacie i nie dość, że niósł ważne przesłanie, to był po prostu świetny. Tak samo jak utwór skierowany do kobiet. Bardzo bezpośredni, a przy tym w 100% z życia wzięty.
W trakcie koncertu mogliśmy również usłyszeć kawałki w wykonaniu Margaret i gościa, którym był Kacezet. Poza tym w wielu utworach wokalistka była również wspierana przez muzyka ze swojego zespołu, który pełnił rolę chórku a niejednokrotnie miał również swoje własne wstawki.
Na koniec przyszedł czas na obalenie kolejnych teorii na temat wokalistki. Jak dla mnie, to w żaden sposób nie gwiazdorzyła, ani nie miała gdzieś swoich fanów. Wręcz przeciwnie! Dziewczyna często zwracała się do publiczności, opowiadała co nieco o danym utworze, a po koncercie wyszła do fanów, podpisywała płyty i robiła sobie z nimi zdjęcia. Żaden z nich nie został przez nią pominięty, ani nie spotkał się z odmową. Sam również miałem okazję zamienić z Margaret kilka słów i poczułem się potraktowany bardzo ciepło a przede wszystkim widziałem, że jest ze mną po prostu szczera i nic nie udaje.
Cieszę się więc, że zdecydowałem się wybrać na ten koncert. Dzięki temu mogę śmiało zaprzeczać różnym negatywnym opiniom na temat wokalistki i opowiadać o swoim własnym doświadczeniu. Koncert Margaret polecam każdemu, kto tak jak ja lubi jej muzykę i chce sobie wyrobić własna zdanie, a nie tylko wciąż słuchać rożnych opinii wypowiadanych przez innych.

