To miał być najgłośniejszy powrót do muzyki w 2024 roku. Przewidywano, że lata świetności Katy Perry miały właśnie powrócić wraz z nadejściem krążka 143. Rezydentura w Vegas, zapowiedzi Katy podsycały wszystkie oczekiwania fanów. Chociaż Katy była jedną z moich pierwszych idolek muzycznych, to mam dosyć mieszane odczucia co do najnowszego wydawnictwa 39-latki.
Zapowiadający już w czerwcu singiel WOMAN’S WORLD miał odbić się szerokim echem i przywrócić pop na stare, dobre tory sprzed 10 lat. Jednak kiedy wokalistka zaprosiła do współpracy producenta Dr. Luke’a, internet zaczął bojkotować utwór, przekreślając Katy szansę na dobry start ery 143. Sam fakt, że piosenkę mówiącej o sile kobiet i o ważnej roli, jaką odgrywa kobieta w świecie, wyprodukowała osoba oskarżona o molestowanie seksualne, stało się w sieci przykładem hipokryzji, a w efekcie utwór stracił na znaczeniu. Na dodatek internauci pogrążyli teledysk, który miał być symbolicznym campowym powrotem wokalistki, a stał się nieudaną satyrą, którą Katy nie udało się uratować tłumaczeniami. Gdyby za tym nie krył się skandal, odbiór przynajmniej lead singla byłby zdecydowanie lepszy, a sama uważam, że WOMAN’S WORLD był dobrym przedsmakiem do tego, co miała nam przedstawić 20 września.
Nieco lepiej prezentuje się sytuacja z LIFETIMES, które utwierdził mnie w przekonaniu, że cały projekt będzie przeciwieństwem poprzedniego albumu Smile. Niekwestionowana perełka na 143, której promocja niestety nie jest wybitna, a idealnie wprowadza słuchacza do przeszłości i do beztroskich lat, z czego muzyka Katy była dla mnie dobrze znana.
W przeciwieństwie do Smile Katy zdecydowała, że powróci z kolaboracjami. I tu pojawiły się moje pierwsze rozczarowania na tej drodze. Choć jestem fanką użycia sampla Gypsy Woman (She’s Homeness), zdecydowanie I’M HIS, HE’S MINE z Doechii w przeciwieństwie do GIMME GIMME z 21 Savage oraz ARTIFICIAL z JID jest nudny oraz przewidywalny, i jako wybór na singiel (zagrany także na żywo na VMAs) nie sprawi, że chętnie do tej pozycji wrócę w najbliższej przyszłości.
143 skrywa także GORGEROUS z jedną z przedstawicielek hyper popu Kim Petras. Mam wrażenie, że nie jest to przypadek, ponieważ Kim także współpracuje z Dr. Luke’m, a także przez coraz większe zainteresowanie hyper popem w dzisiejszych czasach, Katy Perry próbuje się wpasować w obecne trendy. Szkoda, że produkcyjnie stworzono powolną jak na ten gatunek pozycję, można zasugerować porównaniem do „odświeżonej” wersji Unholy Sama Smitha.
Zdecydowany poziom trzyma CRUSH, który swoim 2010′ vibes sprawia, że Katy serio starała się stworzyć album na miarę Teenage Dreams i PRISM. Bity towarzyszące piosence szybko wpadają w ucho, a dodatkowo razem ze spowalniającą końcówką tworzą płynne przejście do wspomnianego wcześniej LIFETIMES.
Choć Katy wyprodukowała 143 z pomocą Dr. Luke’a, to jednak nie miał on wpływu na wszystkie propozycje na krążku. Ostatnią dosyć wyjątkową i wyróżniającą się pozycją jest WONDER z udziałem córki wokalistki. Napisany jest z myślą o dziewczynce, ukazując przy tym połączenie rytmicznej energii towarzyszącej Perry na początku kariery z delikatnością słyszaną wcześniej w balladzie Daisy z poprzedniego wydawnictwa. Samo zdanie Stay free, little Daisy nakreśla adresatkę piosenki, domykając przy tym całość siódmego albumu.
Kolejność ułożenia piosenek tutaj nie jest najwyższych lotów. Zestawienie ALL THE LOVE oraz NIRVANY sprawiło wrażenie, że słucha się tego samego utworu, ze względu na zlewające się melodie w obydwu piosenkach. Dodatkowo wpychanie na jedno kopyto piosenek z różnymi gośćmi powoduje na albumie chaos. Jednak miażdżąca jest długość 143, bo aż 33 minuty niedosytu nad całą kompozycją.
143 w amerykańskim slangu oznacza I love you. Tego o tym albumie nie mogę powiedzieć. Nie jest to najgorszy album tego roku, natomiast w zestawieniu najlepszych albumów też się nie znajdzie. Katy swoją osobowością i tworzeniem idealnej otoczki dla albumu zostawiła fanów z ogromnymi oczekiwaniami. Niestety nie zostały one na nim ukazane. Oczywiście jest dużo nostalgicznych momentów, dla których warto dać szansę 143, co faktycznie sprawi, że wrócę do pojedynczych pozycji, ale daleko mu do kolejnego przełomowego momentu w karierze Perry, jakiego wielu chciało usłyszeć.

