Site icon All About Music

NONONO – We Are Only What We Feel (2014), recenzja Piotra Krajewskiego

Zespół po raz pierwszy dał się poznać szerszej publiczności za sprawą hitu Pumpin Blood, którym byliśmy karmieni (chcąc czy nie chcąc) przez większość rozgłośni radiowych w naszym kraju. Przyszła więc pora na pierwszy krążek młodego zespołu. Pop, bo w tym gatunku przede wszystkim obraca się NONONO, można czasami porównać do wielkiego hipermarketu, pełnego półek lepszych, jak i tych gorszych. Gdzie zatem wylądowało ich debiutanckie wydawnictwo? Czy jest odzwierciedleniem ich hitowego singla, czy jednak nieco się różni? Przekonajmy się.

Przyznam szczerze, byłem pełen obaw przed pierwszym przesłuchaniem albumu. Obawiałem się przede wszystkim materiału, będącego wierną kopią ich najpopularniejszego kawałka, czyli Pumpin Blood. Utworu, który osobiście bardzo lubię. Jest to typowo tzw. radio-friendly song, z chwytliwym refrenem oraz świeżą, radosną i energetyczną melodią. Całość wypada nadzwyczaj interesująco, nie chciałem jednak otrzymać dziesięciu identycznych utworów, stworzonych na jedno kopyto. Nie zawiodłem się.

Album otwiera kawałek Jungle. Tytułem wstępu przyznaję, iż zajęło mi nadzwyczaj długo przekonanie się do tego utworu. Dlaczego? Sam nie wiem. Ostatecznie zmieniłem zdanie… i  bardzo dobrze. Piosenka otwierająca album powinna być przede wszystkim mocnym, wyrazistym i dającym uczucie ekscytacji przedsmakiem przed dalszą częścią podróży. Tak jest właśnie w tym przypadku. Jungle to kawałek pełen ciekawych dźwięków, posiadający interesujący tekst oraz będący poniekąd manifestem zranionej osoby opatrzonym nietuzinkowym wokalem.

Idziemy dalej. Pora na mojego zdecydowanego faworyta albumu, piosenkę, która według mnie jest poziom wyżej od całej reszty i która prędzej czy później, powinna zostać singlem promującym album. Mowa o drugim utworze z tracklisty, czyli Like The Wind. Pierwsze odczucia wobec tego kawałka, były z goła odmienne niż w przypadku Jungle. Like The Wind ujęło mnie swoim nad wyraz mrocznym, trochę niebezpiecznie dzikim klimatem (którego nie spodziewałem się po NONONO), dającym się poczuć już od pierwszych dźwięków. Piosenka nie ma słabych momentów. Świetny instrumental, nie najgorszy tekst, idealnie pasujący wokal artystki Stiny Wappling. Muszę przyznać, iż nawet wstawka typu „ooh ooo-ooh oh oh” w pewien sposób mnie urzekła, a fanem tego typu ‘upiększeń’ nigdy nie byłem.

Choć drugim singlem promującym We Are Only What We Feel zostało (tylko!) przyzwoite Hungry Eyes, to sądzę, iż utwory Echo, One Wish czy wcześniej wspomniane Like The Wind, lepiej spisałyby się jako następca debiutanckiego singla. Echo to dosyć nietypowa, lecz bardzo nastrojowa ballada z wieloma wyrazistymi elementami elektroniki, tak bliskiej szwedzkiemu zespołowi. One Wish urzekło mnie już od pierwszych, bardzo spokojnych dźwięków, stworzonych tylko i wyłącznie dzięki gitarze, rodem z Nashville – stolicy muzyki country. Kompozycja jest jednym z najlepszych momentów na płycie, a to za sprawą pełnego nadziei i pozytywnych emocji refrenu, stworzonego wraz z chórem.

Mocnym uderzeniem jest też kawałek Fire Without A Flame, będący według mnie, kwintesencją specyficznego stylu, jaki prezentuje zespół. Mowa tutaj o zabawie elektroniką, która NONONO wychodzi znakomicie. To dość imponujące, iż tak młody zespół, w tak krótkim czasie, stworzył brzmienie bardzo autorskie i różne od reszty electropopu.

Na uwagę zasługuję zdecydowanie również Love, utwór zamykający album. Tutaj mamy do czynienia przede wszystkim, z subtelną stroną szwedzkiego bandu. Mocnych dźwięków na próżno szukać w tej piosence. Zakończenie płyty kawałkiem tak różniącym się od reszty jest zagraniem dosyć ryzykownym, jednak tutaj podjęte ryzyko opłaciło się. Utwór świetnie dopełnił cały longplay.

Myśląc o słabych stronach albumu, mam zwyczajnie problem. Podchodziłem do tego wydawnictwa z dużą rezerwą i obawą, byłem przygotowany na ostrą krytykę, wiedząc, iż debiuty często okazują się po prostu słabe, ale tutaj… ciężko mi coś złego napisać. Album nie ma wyraźnie słabszych momentów, są utwory, które zapadają w pamięć bardziej, inne mniej (jednak to wciąż dobre piosenki). Dla mnie takim utworami są Johnny czy drugi singiel Hungry Eyes, który uważam za zbyt mało wyróżniający się. Nie powinien zostać utworem promującym tak dobry album. Piosenka wpasowuje się idealnie w całość albumu, nie jest to jednak materiał na singiel. Ktoś zwyczajnie popełnił tutaj błąd.

Czy spodziewałem się tak dobrego albumu? Szczerze, nie. Muszę przyznać. Cudownie jest się tak miło zaskoczyć. NONONO zdali swój pierwszy egzamin naprawdę dobrze i stawiają sobie poprzeczkę wysoko. We Are Only What We Feel to szokująco dobra electropopowa robota, pełna interesująco eksperymentalnych dźwięków, mających szansę przyciągnąć sporą rzeszę fanów. Jeśli liczy ktoś na album (tylko i wyłącznie) zbliżony do dźwięków Pumpin Blood, może wysiadać już teraz. To jest właśnie największa zaleta tego krążka – ukazanie różnorodności electropopu. Wielkie legendy szwedzkiej muzyki, tj. ABBA, Roxette, Ace of Base czy Europe mogą spać spokojnie. Do (m.in.) Lykke Li, Avicii czy Robyn dołącza nowy, ale jakże obiecujący towar eksportowy – NONONO, albo inaczej… YESYESYES!

Exit mobile version