Site icon All About Music

Absurd, humor i tanie alkohole. Nocny Kochanek – O Jeden Most Za Daleko, 2022 (recenzja)

Mówi się, że każdy – nawet dobry – żart opowiedziany po raz kolejny przestaje śmieszyć, a zaczyna żenować. Od tej zasady należałoby jednak wyprowadzić pewne wyjątki. W ich ramach proponowałbym zawrzeć nieśmiertelne skecze Monty Pythona, kwestie z filmu Asterix i Obelix: Misja Kleopatra oraz każdą kolejną płytę Nocnego Kochanka. Polscy królowie metalu komediowego udowodnili swoją pozycję na nowym albumie O Jeden Most Za Daleko, który właśnie trafił na sklepowe półki nakładem wytwórni Mystic Production.

O Jeden Most Za Daleko to powrót do tradycyjnego, kochankowego grania po serii projektów specjalnych (pandemiczny Nocny Kochanek Alkustycznie z 2020 i zeszłoroczne Stosunki Międzynarodowe z polskojęzycznymi reinterpretacjami klasyków gatunku).

W trakcie krótkiej przerwy od wydawania autorskiego materiału Kochankowie przygotowali dla nas zestaw piosenek, który jeszcze bardziej niż zazwyczaj poraża ilością błyskotliwych gier słownych, absurdalnego humoru i kąśliwych stereotypów o metalowej subkulturze. Sekcja instrumentalna niezmiennie torpeduje earwormowymi riffami przywodzącymi na myśl największych graczy ostrej muzyki. Płytę promowały cztery teledyski, w które zaangażowano gwiazdorską obsadę (m.in. Karol Strasburger, Ewa Gawryluk, Joanna Kołaczkowska). Mowa o obrazkach do singli Cudzesy, Wampir, Numer z Banjo i tytułowego O Jeden Most Za Daleko.

Zabawa na linii zespół-słuchacz zaczyna się już na poziomie pierwszego kawałka. Płytowy otwieracz nosi tytuł… Otwieracz i przyjął formę utworu o pisaniu utworów. Za pomocą błyskotliwych linijek wskazujących na zabiegi artykulacyjne, długość wersów czy układ zwrotkowo-refrenowy Krzysiek Sokołowski drwi ze schematów panujących w metalowej (także kochankowej) muzyce.

Później zdrajcy metalu częstują nas coraz bardziej absurdalnymi historiami o osobliwych bohaterach. W pierwszej kolejności hymniczne Cudzesy, czyli gitarowy przebój minionych miesięcy. Opowieść o palaczu gustującym w pożyczonych wyrobach zyskała rzeszę zwolenników i z miejsca stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych utworów Nocnego Kochanka. Podobny los spotkał kolejny singiel, czyli mroczniejszego w formie Wampira. Ten utwór z kolei wywołuje największe emocje podczas koncertów grupy. Uteatralnione widowisko połączone z tekstem o ciężkim przypadku wampira-wegetarianina i otaczającym nas z każdej strony pogo sprawia, że długo nie wyrzucimy występu z głowy.

Przy okazji albumu Randka w Ciemność muzycy włączyli do swojego zespołu nietypowe, jak na taki rodzaj muzyki, instrumentarium. Mianowicie w utworze Koń Na Białym Rycerzu mogliśmy usłyszeć partię fletu. Tym razem zespół poszedł o krok dalej i do piosenki pod tytułem Numer z Banjo użył… banjo. W efekcie otrzymaliśmy (pierwszy w Polsce?) country-metal ze standardowo jajcarskim tekstem.

Moje ulubione momenty na płycie to te, w których heavy-metalowe wpływy ustąpiły miejsca wariacjom na temat hard rocka. Mam na myśli dziko brzmiącego Rannego Ptaszka i niesamowicie chwytliwy zamykacz płyty w postaci utworu Alkoman. Oba kawałki wyróżniają się wyjątkowo śpiewnymi refrenami i ponadprzeciętną dawką gitarowego czadu. Nieco gorzej wypadają utwory, w których opada tempo, a w efekcie także temperatura całej płyty. Mowa o balladowych Romantyczny Książę Metalu oraz Serce Za Szkłem. W tym drugim wyczuwam lekką inspirację stylem pop rockowych grup pokroju Iry lub Mafii. Wyobrażacie sobie Piasecznego śpiewającego o umiłowaniu tanich alkoholi? Ja teraz już tak!

Historia zna płyty rewolucyjne, płyty potrzebne jak dziura w moście i takie płyty jak najnowszy krążek Nocnego Kochanka. Muzycy nie palą za sobą mostów, za to dają dużo frajdy wiernym słuchaczom, którzy zyskali nowy zestaw przebojów do śpiewania tak głośno, by je usłyszano za tęczowym mostem.

Exit mobile version