Site icon All About Music

Niewykorzystany potencjał. Alice Merton – S.I.D.E.S. (2022), recenzja

Artystka ta jest w naszym kraju dość znana, a w zasadzie była, gdy tryumfy na listach przebojów świecił jej pierwszy hit No Roots, a następnie kolejna perełka, czyli Lash Out. Od tamtej pory słuch o tej niemieckiej wokalistce nieco zaginął. 17 czerwca premierę miał najnowszy album Alice Merton zatytułowany S.I.D.E.S. Znalazł się na nim 15 nowych, zróżnicowanych stylistycznie kompozycji.

Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy przy podejściu do tego krążka była właśnie liczba utworów. Muszę przyznać, że jak dla mnie jest ona nieco za duża. Alice nie jest też artystką z na tyle ugruntowaną pozycją na rynku, że kupimy jej płytę z nieważne jaką ilością utworów. 15 kawałków to zdecydowanie za dużo, co zresztą dało się odczuć podczas słuchania albumu. Sporo kompozycji jest nijakich, na jedno kopyto i bez polotu. Optymalną liczbą dla mnie jest od 9 do 11 piosenek. Idąc dalej, S.I.D.E.S. możemy podzielić na dwie części. Jego pierwsza jest zdecydowanie mniej atrakcyjna, co nie znaczy, że nie w niej fajnych, wpadających w ucho utworów. Jednym z takich jest otwierające płytę Loveback, które jednocześnie jest singlem promującym. Dobra kompozycja, ze zbalansowanym tempem oraz zmianami stylu w trakcie. Jest to granie typowe dla brytyjskich zespołów alternatywnych i nazwijmy to lekko gitarowych. Chwytliwa melodia, prosty do zapamiętania refren. Sporo zabawy dźwiękiem, pojawiają się tłuste dźwięki syntezatorów. Szczególnie w drugiej części utworu głos Alice bardzo przypomina mi barwę o dziwo Taylor Swift. Jest na pewno coś, co łączy oba te głosy. Zresztą inspiracje twórczością Taylor wyczuwam również w dalszej części krążka. Równie dobre i utrzymane w podobnej stylistyce, lecz bardziej w stronę pop-rocka jest Island.

Dalej nie jest jednak już tak kolorowo. Future to trochę w zwrotkach takie Blank Space od Swift, tyle, że z dodatkiem gitary. Podobają mi się tu refreny z nałożonym na gitarę efektem rotary. W tej części można by jeszcze wspomnieć o kolejnym singlu, którym jest Same Team. Jak dla mnie kompozycja bez większej głębi i wyrazu. Mocne i dosadne refreny, nic poza tym. O Everything, Blurry czy Blindside nie warto się rozpisywać. Zabawa zaczyna się natomiast od 100 Stories. To utwór w klimacie za który polubiłem twórczość Alice, gdy po raz pierwszy o niej usłyszałem. Fajnie zbudowana zwrotka na motywie gitary i stopy perkusji. Hipnotyzująca, prosta melodia w refrenie, dobre gitarowe granie w wersji soft.

Mania to kolejny przykład na to, że Merton ma potencjał na ciekawie i oryginalnie brzmiące utwory. Zdecydowanie zarówno jej wokal jak i ona sama muzycznie pasuje mi w takiej alternatywnie brzmiące muzyce. Podoba mi się otwarty głos wokalistki w refrenach, słychać, że jego głębia jest dość spora. W tym przypadku klimaty w stylu Imagine Dragons, bardzo na plus. Jeden z moich faworytów. Moim ulubionym i obiektywnie patrząc najlepszym utworem na krążku, jest pierwsza z zapowiedzi albumu, a więc Vertigo. Co ciekawe, utwór ten znalazł się w soundtracku do gry NHL 22. Genialna kompozycja pod względem muzycznym, świetne melodie, przejścia, przeplatanie się partii instrumentów. Mocne przed refreny, nie wspominając o wpadającym w ucho samym refrenie. Dużo soczystych dźwięków gitary, ożywiona perkusja. Utwór ten pokazuje wszystkie walory Merton, a także to, czego spodziewałem się po tym albumie. Aż szkoda, że pozostałe kompozycje nie są na tym poziomie. Dla mnie petarda!

Na sam koniec, chciałbym jeszcze wspomnieć o ciekawym za sprawą prostej, a zarazem zapadającej w pamięć melodii Breath In, Breath Out. Całość zamyka bez wyrazowe The Other Side. Muszę przyznać, że po przesłuchaniu całej płyty jestem dość mocno zawiedziony. Liczyłem na granie, do którego jestem przyzwyczajony. Zamiast tego otrzymaliśmy kompozycje, które w większości są nijakie, czasem nawet doprowadzające słuchacza do znudzenia. Na całe szczęście to rozczarowanie i znudzenie zostało wynagrodzone przez kilka perełek. Perełek, które mam nadzieję, będą zwiastunem dobrej muzyki od Alice Merton, bo wiem, że na pewno ją na to stać. Tutaj niestety mamy zmarnowany potencjał na naprawdę fajny album. Czuć również dużo inspiracji innymi artystami i zespołami. Nie wiem dlaczego, ale w wielu utworach bardzo mocno ujawniają się inspiracje i wpływy muzyki wspominanej już przeze mnie wcześniej Taylor Swift, czy to w głosie, czy w samej budowie utworu i jego brzmieniu. Pozostaje tylko liczyć, że Alice będzie wierna swojemu stylowi, dzięki któremu zasłynęła i wypłynęła na szersze wody.
Exit mobile version