Site icon All About Music

Niemoc – Baśnie (2019), recenzja Karoliny Młynarskiej

Obraz może zawierać: 1 osoba

Chyba każdemu z nas poczucie niemocy jest znane. A czy znany jest zespół Niemoc? Fanom alternatywnych i elektronicznych dźwięków powinien, ale jeśli nie – nic straconego. Niemoc wydali właśnie pierwszą pełnoprawną płytę, choć w swoim dorobku mają już EPki i kilka singli. Przyjrzyjmy się, jak wypadła ich praca nad longplayem Baśnie.

Baśnie są efektem działań zawiązanej w lutym bieżącego roku wytwórni Seszele Records, w skład której, poza Niemocą, wchodzą także Bluszcz. Duet zdaje się idealny, bo jak sami twierdzą: połączyliśmy siły, bo wiemy, jak się słuchać i mamy podobne ruchy sceniczne. Trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Oba zespoły mają ze sobą sporo wspólnego, ale posiadają także coś, dzięki czemu wyodrębniają się spośród innych twórców siedzących w zbliżonych brzmieniach.

Tym wyróżnikiem jest, w moim odczuciu, klimat, jaki Niemoc budują za pomocą dźwięków. Tytuł płyty trafnie odzwierciedla jej zawartość, bo kompozycje naprawdę wydają się osłonięte jakąś oniryczną, baśniową płachtą. Pod płachtą tą pulsuje niezbywalna i niezwykle chwytliwa energia, z którą trudno się nie polubić. Całość wyraźnie pachnie muzycznymi dokonaniami lat 70. i 80., trochę 90’sów też się znajdzie. Na inspiracje wskazują nawet same tytuły poszczególnych numerów – Miss Żużla, 144P czy Bar Widok raczej jednoznacznie kojarzą się z minioną epoką.

Przyznam, że nieco obawiałam się tego albumu ze względu na jedną istotną cechę – brak słów. Baśnie składają się z ośmiu instrumentalnych kompozycji pozbawionych jakiegokolwiek tekstu. Ma to swoje zalety, niewątpliwie, jednak osobiście martwiłam się, czy płyta będzie na tyle dobra, że mnie nie znudzi i więcej, czy porwie mnie samą muzyką. Dla osoby, która instrumentalnych kawałków słucha rzadko, sytuacja ta może zdać się ciężka. Ale Niemoc wychodzą z niej obronną ręką, serwując nam rewelacyjne, wciągające piosenki, w których naddatek słów mógłby okazać się pomyłką.

Podoba mi się wielobarwność warstw melodycznych Baśni. Zasadniczo oscylują wokół nurtów indie i new wave, ale znajdziemy trochę elementów disco czy funku, często popodkreślane to wszystko charakternymi gitarami elektrycznymi. Brzmi to nieco jak jeden wielki bajzel, ale w gruncie rzeczy Baśnie stanowią poukładaną, harmonijną całość. Czuć luz i swobodę w dobieraniu dźwięków. Słychać, że muzykom ich kombinacje dawały sporo radochy podczas tworzenia i podejrzewam, że równie dobrze – albo i lepiej – będzie można to zaobserwować podczas występów na żywo. Zanim jednak koncerty, polecam posłuchać Baśni pod osłoną nocy. Dopiero wówczas wydobywa się całe ich piękno i lepiej idzie docenić to, jak potrafią wciągnąć w swoją małą rzeczywistość.

Nie wiem, która z ośmiu kompozycji zasługuje na największą uwagę. Zdaje się, że każda z nich. Osobiście najbardziej lubię intensywne i jednocześnie wieńczące krążek Prawie. Prawdopodobnie najlepiej zapadający w pamięć numer, który odznacza się także mocnym i dynamicznym bitem. Niezwykle przyjemne, takie zgaszone, ale tętniące dobrą energią jest Przekątne – łatwo można się pobujać i potupać nóżką w gładko płynący rytm. Miss Żużla natomiast kupiło mnie od razu dzięki swojemu boskiemu feelingowi i dzięki funkowym elementom. Jest przestrzeń wyraźnie odwołująca się do 80’sów.

Baśnie to płyta bardzo samodzielna. W pełni dopieszczona i doprecyzowana. Całkowicie realizująca swój cel. Sprawdzi się zarówno jako tło, jak i jako pierwszoplanowy aktor. Lubię albumy tak ukonkretnione, nic więc dziwnego, że i debiutancki longplay Niemocy również zyskał moją sympatię. Słowo w muzyce jest dla mnie bardzo istotne, ale Baśnie są kolejnym (po muzyce filmowej i klasycznej) dowodem na to, że instrumentalne piosenki mogą poruszać tak samo – albo i bardziej – jak „regularne” kompozycje.

Exit mobile version