Site icon All About Music

Nicki Minaj – Pink Friday: Roman Reloaded – The Re-Up, recenzja Filipa A.

Nicki, Nicki, Nicki… Muzyczna kombinatorka XXI wieku. Wydając reedycję krążka o nazwie Pink Friday: Roman Reloaded – The Re-Up,  wróciła do korzeni. Zdecydowanie na płycie nie ma wakacyjnych utworów do potańcówek tj. Starships, Pound The Alarm czy Whip It.

Wyczuwam już po pierwszym utworze różnicę – jak dla mnie reedycja jest na tyle odbiegająca od standardowego albumu, że śmiało mogłaby wejść w skład osobnego longplaya.

Tracklistę otwiera fantastyczny numer Up In Flames. W końcu mogę Minaj z powrotem nazwać raperką! Spowolniona, bardzo wyraźna artykulacja słów i udział chórku jest dużym plusem. Ambicje Nicki ruszyły ku górze. Widocznie zauważyła, że taneczna muzyka w jej wykonaniu jest nieodpowiednia dla kogoś kogo określa się słowem raperka  (chociaż wielu moich znajomych zaśmiałoby się w tym momencie, jednak ośmielę się stwierdzić, że jest ono adekwatne).

Pierwszym singlem z reedycji został utwór The Boys z gościnnym udziałem Cassie. Dałem się podchwytliwości tegoż utworu – nie potrafiłem rozróżnić głosu obu wokalistek! Są bardzo podobne – Cassie śpiewająca spokojniej, bardziej popowo, brzmi praktycznie jak Minaj, która już pokazywała swoje umiejętności w kwestii takiej muzyki.

Warto zwrócić uwagę na utwór będący jednym z singli z The Re-Up, czyli Freedom – jest to kolejna dawka ambitniejszego rapu, a co najlepsze, ciężko doszukać się tu perfidnej komerchy.  Ja się pytam ponownie: Gdzie dawna Minaj? Odeszła do lamusa? Z jednej strony tęsknię za jej poprzednim dance’owym wydaniem, ale nie pozwala mi ona rozczarować się serwując coś innego od swoich poprzednich dokonań na naprawdę przyzwoitym poziomie.

Kolejnym utworem, który przypadł mi do gustu jest Hell Yeah z Parkerem. Wokal kolegi z branży w, nazwijmy to, nibyrefrenie, jest bardzo intrygujący chociaż brzmi trochę jak pieśń Indianina tańczącego przy ognisku – ale nie czepiam się, bo nie mam większych uwag jeżeli chodzi o tenże numer.

Zastanawiam się tylko dlaczego na trackliście znalazł się utwór Va Va Voom (miał być on początkowo pierwszym singlem z Pink Friday: Roman Reloaded zamiast Starships). Piosenka, która była na wersji deluxe poprzedniego albumu znalazła się nagle w standardowej edycji wznowienia krążka… Podejrzane. Czyżby brak pomysłów na nową muzykę? A może chęć ponownego zwrócenia uwagi na ten numer? Powstał do niego kolejny wysokobudżetowy teledysk utrzymany w bajkowym klimacie, a sam utwór został notowany na Billboard Hot 100 – czyżby ukryty hit? Jak dla mnie ma pewien potencjał, aby się nim stać.

The Re-Up uważam za przyzwoity krążek – widać progres w twórczości raperki – tak – nie boję już użyć się tego słowa. Brakuje mi jedynie większej rozpiętości jeżeli chodzi o gatunki muzyczne – skoro daje nam 7 nowych utworów (nie liczę Va Va Voom), to powinny być one bardziej różnorodne.

Jeżeli chodzi o częstotliwość pojawiania się w show biznesie z nową muzyką: pragnę, aby również Nicki Minaj, podobnie jak Rihanna i Pitbull, po zakończeniu promocji swoich albumów wzięli sobie dłuższy urlop. Jestem pewien, że powróciliby z nowymi pokładami kreatywności. A tak ich karierom zagraża zupełnie zbyteczna pospolitość, czyli nagrywanie nowych albumów w dużym pośpiechu, a co za tym idzie, obniżona jakość muzyki jaką nam serwują. Nie mam absolutnie zastrzeżeń jeżeli chodzi o pracowitość, ale istnieje również coś takiego jak wypalenie zawodowe, co dotyczy również artystów.

Exit mobile version