Site icon All About Music

Neon Hitch – Reincarnation (2019), recenzja Christiana Cieślaka

Znalezione obrazy dla zapytania Neon Hitch - Reincarnation

Tak jak w przypadku mojej poprzedniej recenzji, tak i w tej wezmę na warsztat album artystki, która działa w muzyce już od paru dobrych lat, jednak nigdy nie zyskała za sprawą swojej twórczości większej popularności. Neon Hitch, bo to o tej wokalistce mowa, niedawno podzieliła się ze światem swoim drugim długogrającym krążkiem pod tytułem Reincarnation. Choć nie jest to najbardziej wyjątkowe dzieło jakie przyszło mi w życiu słuchać, to i tak dało mi co nieco przyjemności.

Zacznę może od tego, że Reincarnation jest albumem spójnym stylistycznie i dźwiękowo, co z pewnością trudno jest utrzymać w ryzach przy aż czternastu, nie licząc utworu Intro, kompozycjach. Nie miałem poczucia słuchania kolekcji piosenek, które mają tyle ze sobą wspólnego, co fakt znalezienia się na jednym fizycznym krążku. Nie oznacza to jednak, że pomysł tej płyty na siebie jest jakoś szczególnie zachwycający i oryginalny. Cześć z utworów, rzeczywiście, jest pójściem w inną stronę, niż Neon Hitch do tej pory przywykła i to się chwali. Jako przykłady mogę podać bardzo ciekawe w moich oczach More Than OkWelcome To Try It, czy One Step Away, które nie atakują mnie stosunkowo klasycznym w twórczości Hitch ostrym bitem. Pomimo swojej charakterystycznej elektronicznej nuty, nie czuję się nią przytłoczony, a zainteresowany. Najbardziej do gustu spośród tej trójki przypadł mi One Step Away, który klimatem przypomina mi nieco utwory pochodzące z płyty Kim Petras TURN OFF THE LIGHT VOL.1.Stosunkowo ponura atmosfera, tworzona przy pomocy elektronicznej, choć stosunkowo minimalistycznej melodii oraz tekstu odnoszącego się do bliskości śmierci w przypadku nieodpowiedzialnych zachowań czy otaczaniu się równie nieodpowiedzialnymi ludźmi.

Z nieco bardziej klasycznych względem poprzedniej twórczości Neon Hitch utworów, które przyciągnęły moją uwagę mogę wymienić I Know You Wannit oraz 1969. Co do pierwszego, to pomimo swojego dość nachalnej melodii i stosunkowo banalnego tekstu, odnajduję w nim tą bezkompromisowość, którą Neon Hitch artystycznie się z pewnością wyróżnia. Co do 1969, to również pomimo dość typowej melodii, rodem wziętej jakby z „Melodifestivalen” z lat 2010‑2013, to jest to moim zdaniem najlepsza propozycja dostarczona przez Neon Hitch za sprawą tego krążka. Na plus mogę również ocenić wstęp oraz zakończenie całego Reincarnation. Intro oraz Bendin’ Backwards to kompozycje klimatyczne i nieco senne, dzięki czemu i zaczynamy, i kończymy słuchanie krążka z poczuciem przeżycia całkiem interesującej oraz tajemniczej muzycznej przygody.

Pozostałe osiem niewymienionych przeze mnie do tej pory utworów są idealnymi przykładami jak wypełnić album, by osiągnąć pożądaną ilość kompozycji. Tak naprawdę nie mogę zarzucić im niczego złego, poza tym, że albo są nudne, albo mogły być lepsze, lub po prostu nie są na takim poziomie jak reszta utworów. Najgorszym utworem jest dla mnie Ghost, który nie tylko brzmi jak na dzisiejsze standardy dość kiczowato, a i bez tekstu przed nosem trudno mi zrozumieć, co wokalistka próbuje śpiewać. Nudę reprezentuje tu Head, Trust Me oraz Problem i spokojnie Reincarnation mógłby się bez nich obyć. W przypadku utworów E oraz Worth It przydałby się i lepszy tekst, i lepsza jego interpretacja. Zdaje sobie sprawę, że głos Neon Hitch nie ma zbyt bogatej palety dźwięków, jednak w innych utworach, nie był dla mnie tak monotonny tak jak w przypadku tej dwójki. Na końcu zostały Like Fruit oraz Easy to Love, które ogólnie wypadają całkiem sympatycznie, więc spokojnie możecie dać im szansę, bo może akurat sprawią wam większą przyjemność w słuchaniu, niż mnie.

Reincarnation to całkiem sympatyczny przeciętniak, który ma momenty lepsze, jak i gorsze. Krążek idealny dla fanów electro popu wybrzmiewającego pośród egzotycznych miejsc, gdzie popija się kolorowe drinki z palemką, a życie toczy się swoim lekko leniwym, ale nigdy nudnym torem. Moim zdaniem Neon Hitch zrobiła kawałek dobrej roboty i choć jej dzieło nie stanie się moim ulubionym krążkiem wszechczasów, to z pewnością będę do niego wracać, gdy zatęsknię za jego ciepłymi dźwiękami.

Exit mobile version