Natalia Przybysz to artystka, która na polskiej scenie muzycznej obecna jest już ponad 20 lat. Przez ten czas niejednokrotnie udowodniła, że potrafi tworzyć naprawdę niezwykłe teksty. Tym razem podjęła się zaśpiewania, w większości, czyichś słów – Kory. Album Zaczynam się od Miłości w wersji fizycznej tworzy dziewięć utworów, siedem z tekstami, których autorką jest Kora oraz dwoma autorskimi tekstami Natalii Przybysz. Co należy zaznaczyć, muzyka na płycie jest w pełni autorska i została stworzona przez artystkę wraz z jej zespołem, czyli Jurkiem Zagórskim, Mateuszem Waśkiewiczem, Patem Stawińskim oraz Kubą Staruszkiewiczem. Warto wspomnieć, że Mateusz Waśkiewicz, gitarzysta Natalii Przybysz, współpracował z Korą od 2008 roku, grał w koncertowym składzie oraz współtworzył muzykę na album Ping pong. O tym, co wyszło z połączenia tych niezwykłych energii: Kory, Natalii Przybysz i jej zespołu dowiecie się słuchając płyty oraz czytając recenzję, do czego serdecznie zachęcam!
Zanim przejdę do analizy albumu Zaczynam się od Miłości, chcę powrócić na chwilę do poprzednich wydawnictw Natalii Przybysz. Już w 2013 roku artystka wydała płytę Kozmic Blues, która była hołdem dla Janis Joplin i zawierała covery jej utworów. Na wydawnictwie znalazł się jednak jeden autorski utwór Natalii, Niebieski. Przechodząc do Prądu, autorskiego albumu Natalii, tu z kolei mamy dwa covery: Kwiaty ojczyste (cover Czesława Niemena) oraz utwór Do kogo idziesz (cover Miry Kubasińskiej). Na płycie Światło Nocne znajdziemy cover utworu S.O.S., który oryginalnie wykonywała Kalina Jędrusik, a na Jak Malować Ogień Krakowski Spleen, który już był zaczątkiem hołdu dla Kory. Po co to przywołanie poprzednich wydawnictw artystki? Po to, aby zauważyć analogię twórczości. Jak widzimy, każda z przytoczonych płyt to mix utworów autorskich z coverami, albo jak kto woli, coverów z utworami autorskimi, w różnej proporcji. I myślę, że można to jak najbardziej uznać za element wyróżniający twórczość Natalii Przybysz. I nie inaczej jest przy najnowszym wydawnictwie.
Przechodząc do albumu Zaczynam się od Miłości należy zaznaczyć pochodzenie tytułu płyty. Jest to parafraza zbioru tekstów Kory wydanych jako książka pt. Miłość zaczyna się od Miłości. Natalia Przybysz samą propozycję zaśpiewania tekstów Kory dostała od Kamila Sipowicza, spadkobiercy dorobku artystki, już jakiś czas temu. Jednak początkowo ją odrzuciła – być może wtedy zmierzenie się z legendą, jaką jest Kora, było dla Natalii niewyobrażalne. Na szczęście, po upływie pewnego czasu, artystka przystała na tę propozycję i moim zdaniem zrobiła bardzo dobrze, gdyż nadała nowe życie, melodię i muzykę tekstom Kory.
Warto zaznaczyć, że początkowo były plany, aby płyta Zaczynam się od Miłości ukazała się na jesień 2021 roku. Z pewnych względów premiera wydawnictwa ostatecznie przesunęła się na marzec 2022 roku. Jednak z racji, że w 2021 roku ukazał się album MTV Unplugged Natalii Przybysz, to mam wrażenie, że to dodatkowe oczekiwanie na płytę z twórczością Kory nie było aż tak dotkliwe dla fanów artystki.
Utworem zapowiadającym album Zaczynam się od Miłości był Manifest Kory 27.11.2012, który pierwotnie miał znaleźć się na trackliście płyty, jednak ostatecznie tak się nie stało (a przynajmniej nie ma go na wersji fizycznej). Mimo wszystko wciąż możemy odsłuchać go w sieci, np. na YouTubie i traktować jako część „projektu Kora”. Jak się okazuje, od napisania słów minęło prawie 10 lat, a tekst wciąż jest aktualny, niestety. To manifest odnoszący się do walki o wolność, równość, prawa ludzi i zwierząt. Zdecydowanie jest to utwór, w który należy się wsłuchać. Muzyka jest tu tylko tłem, które upiękniło tę smutną, ale niestety prawdziwą wypowiedź.
Jeszcze w 2021 roku poznaliśmy pierwszy singiel z albumu, czyli utwór Oko Cyklonu. Osobiście miałam okazję posłuchać tej piosenki sporo wcześniej, ponieważ Natalia śpiewała ją na swoich letnich koncertach. Już wtedy zachwyciłam się zarówno muzyką, jak i tekstem, ale oczywiście czekałam na oficjalną premierę i wersję studyjną piosenki. Tak naprawdę tekst w tym kawałku nie jest długi. Jest piękny i mądry, ale to zaledwie 7 linijek słów. Jednak zostały ubrane w tak genialną muzykę, została nadana im magiczna melodia, co w efekcie, przynajmniej dla mnie, stanowi piękną całość. Do tego czarno-biały klip w reżyserii Silvii Pogody, który idealnie dopełnia cały utwór. Zresztą w ogóle bardzo podoba mi się pomysł czarno-białych klipów i sesji zdjęciowych towarzyszących temu albumowi.
Na początku 2022 roku ukazał się kolejny singiel, a zarazem pierwszy autorski tekst Natalii Przybysz z tej płyty – utwór Zew. Mimo, że bardzo doceniam ideę stworzenia albumu, który jest pewnego rodzaju hołdem dla innego artysty, to bardzo cieszy mnie autorski pierwiastek na tej płycie. Autorski pod względem tekstu, bo muzyka, zaznaczę to raz jeszcze, w 100% została stworzona specjalnie na to wydawnictwo. Przyznam szczerze, że już po pierwszym odsłuchu utworu Zew czułam, że jest to tekst Natalii. W błąd wprowadziły mnie serwisy streamingowe, na których w twórcach utworu, oprócz Natalii i jej zespołu, została umieszczona Kora (błąd ten na szczęście został poprawiony). Jednak okazało się, że moje przeczucia były dobre i faktycznie jest to tekst autorski Natalii Przybysz. Zew to opowieść o zagubionej łączności autorki z dziką naturą oraz o jej odnalezieniu. Temat natury i przyrody w zasadzie przeplata się przez całą płytę Zaczynam się od Miłości, jak i również wiele poprzednich utworów Natalii Przybysz. Jak twierdzi sama artystka, utwór Zew to zaproszenie do otwartości na przyrodę i przygody. I ja się w pełni z tym zgadzam.
Będąc przy pierwiastku autorskim, od razu poruszę temat utworu Jest Miłość, czyli drugiej piosenki z tekstem Natalii Przybysz. Przyznam szczerze, że to jeden z moich ulubionych utworów na tym wydawnictwie. Gdy powiem, że tak naprawdę to dwa autorskie utwory Natalii są moimi ulubionymi piosenkami z tej płyty, to nie docenię twórczości Kory, ale tak w zasadzie jest. To Zew i Jest Miłość w szczególności przypadły mi do gusty, choć cały album jest świetny! Już w zapowiedzi płyty mogliśmy przeczytać, że utwór ten opowiada o „obcowaniu z twórczą energią drugiej kobiety”. I z tym się zgodzę, ponieważ faktycznie po przesłuchaniu nasuwa się myśl, że utwór opowiada o obecności kogoś, lub też czegoś, ale nie obecności fizycznej, ale tej duchowej. Z pewnością jest to numer, w którym temat przyrody i natury jest zaznaczony wyjątkowo mocno.
Jest na tej płycie utwór, który mocno mnie zaskoczył – i nie chodzi wcale o tekst, a o aranżację. Mowa oczywiście o Niedzieli. W tej piosence mamy tylko Natalię i pianino, do tego utwór brzmi jakby został nagrany w bardzo domowych warunkach, nie mając oczywiście nic złego na myśli, bo to wszystko stworzyło niezwykły i niepowtarzalny klimat. Słuchając wyobraziłam sobie jak Natalia, już śpiewając, zmierza do swojego pianina, przy którym następnie zasiada, aby zagrać, a to wszystko rozgrywa się w jednym z pokoi w jej domu. Przez ten niezwykły klimat, zamykając oczy, czuję się jakbym stała tam obok, a ten utwór wykonywany był właśnie dla mnie. Mam nadzieję, że odczuje to każdy z Was, tak jakby Natalia to właśnie Wam śpiewała ten utwór. Warto również wspomnieć, że na albumie Metamorfozy Kory znalazł się utwór Senna leniwa niedziela – Niedziela na płycie Natalii Przybysz to pozostałości właśnie tego utworu Kory. Natalia wykorzystała te wersy, które Kora odrzuciła, których nie umieściła w ostatecznym tekście utworu, i tak właśnie powstała Niedziela.
Warto zwrócić również uwagę na utwór Mama, który otwiera wydawnictwo i bezpośrednio nawiązuje, a nawet zawiera część wersów, utworu o tym samym tytule pochodzącego z albumu Hotel Nirwana Maanamu. Nie chcę skłamać, gdyż nie znam dobrze twórczości Kory i Maanamu, ale wydaje mi się, że to jedyny utwór na tej płycie, który można przyrównać faktycznie do jakiegoś istniejącego utworu Maanamu (pomijam tutaj utwór Niedziela, gdyż ma on całkowicie nowy tekst). W końcu płyta miała zawierać nieśpiewane wcześniej teksty Kory i wierzę, że w pozostałych przypadkach, poza dwoma w pełni autorskimi utworami Natalii, tak właśnie jest. Warto natomiast zaznaczyć, że Mama na płycie Zaczynam się od Miłości tekstowo nie jest 1:1 do oryginału. Poza tym, że znaczna część słów jest nowa, to jest również zdecydowanie inna muzyka i melodia.
Na albumie mamy też utwór taki jak Słyszysz, który w książce autorstwa Kory, Miłość zaczyna się od Miłości, możemy znaleźć już na początku tego wydawnictwa. To piosenka, która w zasadzie rozkręca się dopiero w drugiej połowie. Tekstowo to opowieść o relacji z drugą osobą. W tym utworze pada zdanie, które wyjątkowo zapadło mi w pamięć: „Powiedzieć da się tylko to, co już zostało powiedziane”. Pozycja czwarta na trakliście to utwór Budzę Się, który jak dla mnie, mocno wyróżnia się muzycznie. Jest ciekawy, zarówno tekstowo, jak i melodyjnie, dlatego zdecydowanie zachęcam, abyście go odkryli. Czujcie się oczywiście zachęceni do odkrycia całego wydawnictwa! Album kończy utwór Serce Spokojne, który uważam, że jest idealnym zakończeniem tej płyty. Niesie spokój – zarówno muzyką, jak i tekstem, bo między innymi o spokoju opowiada.
Tekstom na albumie towarzyszą dwa główne motywy: natura/przyroda oraz miłość. I tak naprawdę w każdym z utworów znajdziemy nawiązania do jednego, drugiego albo obu tych tematów. Jest to element spajający całą płytę. Jeżeli chodzi o muzykę, jest dość klasycznie jak na twórczość Natalii, ponieważ mamy wykorzystane instrumenty, które pojawiały się również na poprzednich wydawnictwach artystki. Ale nie jest nudno, gdyż melodie są naprawdę różne, ale jednocześnie płyta jest bardzo spójna, nawet z jednym aranżacyjnym „wyjątkiem”, utworem Niedziela.
Duża część tekstów na tym wydawnictwie nie jest mocno rozbudowana – jeden wers powtarzany jest kilkukrotnie, lub cały tekst utworu tworzy w zasadzie kilka wersów – ale to wcale nie znaczy, że jest nudno i nieciekawie. Wręcz odwrotnie, wiele z piosenek niesie multum mądrych myśli, np. „Zło zawsze wraca tam, skąd kiedyś wyszło”. Mi w głowie została pewna myśl, przytoczona przez Natalię Przybysz, dzięki której rozumiem wybór słów, które tworzyły utwory, wybór ich ilości, powtarzalność pewnych wersów:
To wielka odpowiedzialność wziąć na warsztat teksty Kory. Słowa traktowałam jak perły z dna morza. Starałam się nie brać więcej niż było konieczne.
Nie brać więcej niż było konieczne – to mówi samo za siebie.
Mimo tego, że na albumie znajdują się zarówno teksty autorstwa Kory, jak i dwa autorskie utwory Natalii Przybysz, to całe wydawnictwo jest bardzo spójne. Nowe teksty zostały dopasowane do twórczości Kory, przez co wszystko tworzy jedną całość. Oczywiście należy mieć świadomość, że większość utworów zawiera słowa Kory, nie Natalii Przybysz, jednak trzeba przyznać, że te teksty (napisane przez Korę) idealnie pasują również do Natalii. Widać, że artystka po prostu czuje energię Kory i jest to mocno zauważalne w tym projekcie. Trzeba pamiętać również o tym, że to nie jest zwykła płyta z coverami, to śpiewanie nieśpiewanych wcześniej tekstów. I chwała Natalii za to, że zgodziła się wziąć udział w tym projekcie, tym bardziej, że taką propozycję otrzymało również kilku innych artystów, ale nie chcieli podjąć się tego zadania. Natalia Przybysz chwilę wzbraniała się przed wzięciem na warsztat tekstów Kory, ale jak widać, poradziła sobie świetnie, nadała słowom nowe życie oraz melodię, a także dodała autorski pierwiastek.
Dla mnie jest to bardzo ciekawe i udane wydawnictwo. Mam wrażenie, że aby nagrać tę płytę Natalia Przybysz nie musiała w ogóle wychodzić ze swojego komfortu tworzenia i śpiewania. Równie dobrze wszystkie teksty mogłyby być autorstwa Natalii i nie wzbudzałoby to żadnych moich podejrzeń, bo naprawdę pasują do niej idealnie i są kontynuacją muzycznej drogi artystki. Zaczynam się od Miłości to album pełen wrażliwości, niezwykłych melodii oraz wersów niosących mądrość. To hołd nie tylko dla Kory, ale również dla natury. Z niecierpliwością czekam, aż usłyszę tę płytę na żywo.
„Źródłem Miłości jest Miłość” – z tymi słowami pozostawiam Was z tą płytą i jej recenzją.

