Bilety rozchodzące się niczym świeże bułeczki, zelektryzowana publiczność i niebywała charyzma bijąca ze sceny. Tak długiej i owocnej trasy koncertowej, jaką jest trasa promująca ostatni album Natalii Przybysz, może pozazdrościć artystce niejeden wykonawca. Zapraszamy do obejrzenia zdjęć i przeczytania krótkiej relacji z koncertu Natalii w katowickim MegaClubie.
Sukces Natalii Przybysz tkwi nie tylko w jej niezaprzeczalnym talencie wokalnym i niespotykanej charyzmie scenicznej, ale również w doskonałości Prądu (2014) – ostatniego albumu artystki. Doskonałości potwierdzonej przyznanymi w kwietniu Fryderykami oraz wyprzedającymi się stale koncertami. Trasa koncertowa promująca Prąd trwa bowiem w najlepsze od listopada ubiegłego roku, kiedy album ten szczęśliwie ujrzał światło dzienne.
Natalia Przybysz przyciąga swoją muzyką całe tłumy ludzi – nie inaczej było w miniony czwartek w Katowicach. Emocje od samego początku podgrzewały wysokie, migające lampy i sączący się z głośników odgłos przepływającego prądu.
Koncert subtelnie rozpoczął tytułowy Prąd, będący zdecydowanie najlepszą zapowiedzią dalszej części wieczoru. Na punkcie singlowego Miodu publiczność dosłownie oszalała. Fani artystki popisali się zarówno perfekcyjną znajomością tekstu tej piosenki, jak i nienagannie czystym, chóralnym śpiewem. Podobny entuzjazm wzbudziło późniejsze wykonanie utworu Nazywam się niebo.
Repertuar z Prądu wzbogaciły dwa utwory Natalii z jej wcześniejszej płyty – Kozmic Blues: Tribute to Janis Joplin, a mianowicie Ball and Chain oraz singlowy Niebieski. W międzyczasie zabrzmiało energetyczne XJS i Nie będę Twoją laleczką, a także dwa covery, które Natalia nagrała na swoją ostatnią płytę: Kwiaty ojczyste Czesława Niemena oraz Do kogo idziesz? Miry Kubasińskiej. Ponadto wokalistka wzięła na warsztat piosenkę S.O.S (Kalina Jędrusik w oryginale). Trzeba przyznać, że wszystkie trzy interpretacje tych kompozycji brzmiały doskonale.
Na zakończenie podstawowego repertuaru koncertu, Natalia Przybysz wyciągnęła gitarę i przepięknie zaśpiewała moją ukochaną Królową Śniegu oraz balladowe Sto lat, poprzedzone wspomnianym coverem piosenki Janis Joplin oraz utworem Przeze mnie. Ku naszej uciesze, artystka zagrała na bis aż cztery utwory. Usłyszeliśmy The Crystal Ship zespołu The Doors i Space Oddity Davida Bowiego oraz dwa autorskie utwory wokalistki najlepiej przyjęte przez publiczność, a zatem Miód i Nazywam się niebo.
Na minus katowickiego koncertu zasługuje jedynie zbyt duża ilość dymu (mgły) wytwarzanego przez generatory, który najzwyczajniej zasłaniał wokalistkę, i to przez większą część występu. A nie ma przecież nic przyjemniejszego od jednoczesnego słuchania i podziwiania artysty.
Natalia Przybysz to jednym słowem artystka z krwi i kości, a kto nie był na jej koncercie, powinien czym prędzej nadrobić zaległości. Zwłaszcza przy okazji promocji tak świetnego albumu, jakim jest Prąd.
Setlista:
- Prąd
- Miód
- XJS
- Kwiaty ojczyste
- Nazywam się niebo
- Niebieski
- Nie będę Twoją laleczką
- Do kogo idziesz?
- S.O.S
- Królowa Śniegu
- Ball and Chain
- Przeze mnie
- Sto lat
- The Crystal Ship (bis)
- Space Oddity (bis)
- Miód (bis)
- Nazywam się niebo (bis)
Galeria zdjęć, fot. Karolina Karkowska – All About Music

