Niedawno, ukazał się długo wyczekiwany debiutancki album Joli Tubielewicz. Z tej okazji artystka opowiedziała mi trochę o tym jak powstawał, o niekiedy wyboistej drodze jaką musiała przejść, by dojść do tego przełomowego momentu i o swoim podejściu do tworzenia muzyki. Przeczytajcie zapis naszej rozmowy!
Adrianna Małolepszy: Serdecznie gratuluję płyty. Droga do niej była dość długa.
Bardzo dziękuję! Rzeczywiście był to dość długi proces.
Adrianna Małolepszy: Jak długi?
Trudno mi to tak dokładnie zdefiniować. Płyta powstała we współpracy z Grzegorzem Skawińskim. To on stworzył 90% kompozycji oraz wyprodukował cały album w swoim studio “Maska”. Grzegorz jest bardzo zajętym człowiekiem, więc nie było to tak, że z dnia na dzień postanowiliśmy, że wchodzimy do studia i w konkretnym czasie nagrywamy materiał. Wykorzystywaliśmy raczej nie długie momenty gdy miał czas. Myślę ,że zajęło nam to ok 3 lat.
AM: Patrząc na obecne warunki i sytuację to właściwie prawie normalnie.
Bardziej mam na myśli swoją długą drogę artystyczną. Już kilka razy były takie podejścia, kilka razy witałam się z gąską, a jednak zawsze coś stawało na przeszkodzie do nagrania albumu.
Myślę, że w życiu nie ma przypadków, mam tu na myśli moje spotkanie z Grzegorzem. Być może musiałam czekać tak długo by trafić na odpowiednią osobę do współpracy. Bardzo szybko znaleźliśmy wspólny muzyczny język.
AM: Jak Ci się wydaje, jak bardzo inny byłby ten album gdybyś jednak wydała go powiedzmy po wydaniu singla Nie Wiesz w 2016 roku?
Na pewno byłby inny. Muzyka to żywa materia. Wszystko co po drodze przeżywamy, wszystkie wydarzenia bardzo nas kształtują, wpływają na emocje, przekaz. Głos jest żywym instrumentem, zwiera się w nim w jakiś sposób wszystko co spotkaliśmy na naszej życiowej drodze. Współpraca z Grześkiem też jakby bardziej zdefiniowała mnie jako muzyka, była niesamowitym doświadczeniem, myślę, że to słychać na tym albumie.
AM: Czy jest coś czego na pewno chcesz unikać na swojej drodze?
Nie lubię szufladkowania, nie zamykam się na jeden styl. Wię zdecydowanie nie chcę stylistycznej szuflady.
Wiem, że to co jest na tej płycie bardzo współgra z tym co gra w mojej duszy.
AM: Jak Ci się pracowało z Grzegorzem?
Fantastycznie! Bardzo mnie zaskoczył. Jest świetnym człowiekiem, muzykiem z masą osiągnięć, więc bałam się, że wyjdzie z tego relacja uczeń-mistrz, ale to kompletnie nie miało miejsca. Wręcz przeciwnie. Grzesiek od początku stworzył mi wspaniały komfort pracy.
Jako ciekawostkę mogę zdradzić ,że zanim Grzegorz zdecydował się na współpracę ze mną chciał sprawdzić jak radzę sobie wokalnie na żywo. Spotkaliśmy się w środku lata w ogrodzie zaprzyjaźnionego studia nagraniowego. W tymże ogrodzie siedział Grzesiek Skawiński z gitarą i trochę zamarłam. Wydawało mi się to totalnie nierzeczywiste.
Przez dobre półtorej godziny po prostu improwizowaliśmy. Tylko gitara i wokal. Ostatecznie Grzegorz zdecydował się na współpracę ze mną. Nie było żadnego muru. Piękne było też to, że nie wyciągnął już gotowych piosenek z szuflady tylko napisał je od podstaw, specjalnie dla mnie.
AM: Zastanawia mnie czy podczas tego procesu powstawania numerów bałaś się coś powiedzieć jeśli coś Ci się nie spodobało.
Mało było takich sytuacji, ale nie, nie bałam się. Tak jak mówię ta relacja była na tyle swobodna i prawdziwa, że nie martwiłam się o to.
AM: I rozumiem, że w pełni identyfikujesz się z tym materiałem.
Zdecydowanie. Spełniło się moje marzenie. Ja kocham żywe, prawdziwe granie którego mam wrażenie w mainstreamie coraz mniej. Zawsze chciałam wydać płytę, na której zagrają świetni muzycy i się to udało. Oprócz gitary Grześka można tam usłyszeć Waldka Tkaczyka na basie, Adama Tkaczyka na perkusji. Niezmiennie fascynuje mnie fakt, że to nie komputer wydał z siebie ten dźwięk ale żywy człowiek. Są tam emocje, umiejętności, dusza.
Jeśli chodzi o teksty to napisała je Marianna Skorupowska. Ludzie często pytają czy przeżyłam wszystko to o czym śpiewam. Ależ nie (śmiech) jednak myślę, że dotykają one uczuć, emocji, pragnień które w jakiś sposób mogą dotyczyć każdego z nas. Myślę, że teksty są bardzo życiowe.
AM: Wydaje mi się, że takie podejście, że można śpiewać i pisać tylko o swoich przeżyciach jest bardzo ograniczające.
Dokładnie. Wydaje mi się, że artyści inspirują się wszystkim co dookoła nich. Czasami cudze emocje oraz przeżycia są inspiracją do tekstów. Poza tym każdy słuchacz interpretuje tekst na swój sposób, odbiera go inaczej i to jest piękne. Bywam zaskoczona niektórymi interpretacjami piosenek z mojego albumu, z zaciekawieniem słucham jak różnie patrzymy na otaczający świat i jak skrajnie inne emocje potrafią budzić w nas te same słowa.
AM: Ale jest tam też jedna Twoja kompozycja.
Tak! Nocny Pociąg to moja kompozycja z tekstem Waldka Pawlukiewicza. Jest jeszcze jedna kompozycja Grzegorza Lepszy czas do której tekst napisał Waldek Tkaczyk.
AM: Opowiesz mi troszkę więcej o Nocnym Pociągu?
Często siedzę z gitarą gram coś spontanicznie i bywa, że z takiej zabawy rodzą się piosenki.
Zawsze się śmieję, że jestem trochę muzycznym smutasem…kiedy w życiu bywa gorzej jakoś częściej siadam do komponowania, to takie ujście dla emocji. Tak było i przypadku “Nocnego pociągu”. Waldek Pawlukiewicz napisał do tego piękny tekst, w którym można wyczuć jednocześnie smutek i nadzieję.
AM: Ale ten Nocny Pociąg wybija sie tez bardzo klimatem, bo na tej płycie głównie mamy takie rockowe, gitarowe klimaty jak choćby singiel Czarna Wdowa. Opowiedz mi troszkę.
Cóż, muszę szczerze przyznać, że wybór singla podyktowany był bardziej względami emocjonalnymi, aniżeli merytorycznymi. Czarna wdowa to pierwszy utwór, do którego nagrałam wokale na płycie dlatego mam do niej szczególny sentyment, poza tym wydaje mi się, że jest to wybór trochę w kontrze do tego czym powinno się kierować wybierając pierwszy singiel(śmiech) dziś radiowa piosenka powinna mieć max 3 minuty, nie posiadać sola gitarowego…Czarna wdowa ma to wszystko i jest trochę na przekór…
AM: Fantastycznie! Nie pytałam Cię właściwie dlaczego wybraliście ją na singla, bo dla mnie jest to trochę oczywiste. Ona idealnie oddaje klimat tej płyty.
Bardzo się cieszę. Zaskoczyłaś mnie.
AM: Wróćmy jeszcze na chwilę do tej długiej drogi do albumu. Powiedz mi jak znaleźć w sobie motywację, żeby pomimo tego, że któryś raz coś nie wyszło nie porzucić tego?
Dobre pytanie. Wiele razy miewałam momenty zwątpienia, zadawałam sobie pytanie czy to ma sens. Jednak muzyka jest moją największą miłością i choć może brzmi to banalnie, to jednak nie potrafię bez niej żyć. Muzyka chodzi za mną jak pies i chyba byłabym najbardziej nieszczęśliwą osobą na świecie gdybym została jej pozbawiona. Nadaje sens, uskrzydla i nieprzerwanie gra w mojej duszy.
AM: A chciałabyś kiedyś wydać płytę, na której będą same Twoje autorskie kompozycje?
Na razie o tym nie myślę i w chwili obecnej skupiam się głównie na obecnym materiale. Nie jest to jednak wykluczone. Bardzo dużo piszę, na razie do szuflady więc kto wie, być może za jakiś czas wydam coś zupełnie autorskiego.
AM: Brałaś udział w kilku talent show, teraz jesteś już zupełnie nie związana z takimi rzeczami, ten album nie jest wynikiem tych działań. Jak Ci się wydaje z perspektywy, warto? To dobry pomysł?
Wychodzę z założenia, że każda muzyczna przygoda jest czymś wartościowym bo wzbogaca nas o nowe doświadczenia. W moim przypadku talent show pozwoliło mi zostać zauważoną przez odpowiednich ludzi z branży. Myślę,że kluczowe jest nastawienie z jakim udajemy się na casting. Nie powinniśmy traktować udziału w talent show jako naszego muzycznego być albo nie być, jako jedynej życiowej szansy. Nie powinniśmy w razie niepowodzenia poddawać się i traktować opinii jury jako wyroczni ale też w razie sukcesu i samych superlatyw ze strony oceniających niebezpieczne jest popadanie w totalną euforię bo telewizyjne show rządzi się swoimi prawami, szybko się kończy a upadki bywają bolesne.

