Kiedy podczas rozmowy z przyjaciółmi powiedziałam, że kupiłam książkę o Republice, w odpowiedzi usłyszałam niemal gromkie pytanie: „Znowu coś o historii?”. Wtedy wyjaśniłam, o jaką Republikę chodzi. Dziś odpowiedziałabym, że o historii ludzi, polskiej muzyki rockowej, fanów, zespołu, Polski w nie do końca szarym schyłku minionego wieku.
Do 26 sierpnia 2015 r. takiej książki nie było. A raczej klasera ze wspomnieniami, zdjęciami, anegdotami, żywymi emocjami towarzyszącymi każdej z osób, z którą autorzy książki My Lunatycy. Rzecz o Republice. spotkali się i rozmawiali. Do stworzenia tego wydawnictwa przyczyniło się mnóstwo ludzi. Ich relacje, opowieści, materialne pamiątki jak znaczki, przypinki, legitymacje fanklubu zespołu Republika, ale również wspomnienia – wszystko to dotychczas rozproszone, pozostawione w nieładzie, chowane w kartonach, to szkielet książki i jej wypełnienie zarazem. Spięcie tego w spójną całość, dokonywanie niewątpliwie trudnej selekcji oraz dotarcie do jak największej liczby osób związanych z zespołem, a nierzadko funkcjonujących nawet do dziś w „republikańskiej” mikro przestrzeni to ogromna zasługa twórców tego wydawnictwa, czyli Anny Sztuczki i Krzysztofa Janiszewskiego.
Przyznam, że autorzy tej książki tworzyli ją obierając bardzo niebezpieczną pozycję – nie byli (i nadal nie są) jedynie biernymi obserwatorami czy badaczami dziejów i fenomenu tego zespołu, ale byli (i nadal są) przede wszystkim fanami (Anna Sztuczka w latach 80. prowadziła fanklub „Moje Modły”), mieszkańcami pierwotnie toruńskiej, a w miarę upływu czasu ogólnopolskiej enklawy scentralizowanej wokół Republiki, która mieściła się w mocno ocenzurowanych granicach PRL-u. Pomimo więzów emocjonalnych łączących fana z zespołem i najczęściej wiążących się z brakiem obiektywizmu i całkowitym bezkrytycyzmem wobec niego, autorzy podeszli do swego zadania bardzo profesjonalnie, a efektem ich pracy i wysiłków jest bardzo rzetelne wydawnictwo traktujące nie tylko o Republice, ale o całej niemalże subkulturze, która wokół niej się zawiązała, o zalążkach polskiej muzyki rockowej lat ’80 i ’90 XX w., o fundamentach toruńskiej Od Nowy, a w końcu o historii ludzi, którzy to wszystko stworzyli. Nie tylko poszczególnych członków Republiki, jej managerów, kierowników toruńskiego klubu, ale chyba przede wszystkim fanów, którzy w większości biografii zespołów są zepchnięci na margines lub nie wiemy o nich zupełnie nic, tu – stają się równorzędnymi bohaterami i uczestnikami opowieści.
My Lunatycy. Rzecz o Republice. to książka wehikuł. Przewrócenie każdej kolejnej strony wciąga w wir schyłku minionego wieku, uruchamia machinę, dzięki której czytelnik odbywa fascynującą, nieraz zdumiewającą podróż do miejsc, ludzi, świata dźwięków oraz wydarzeń często zupełnie nieznanych, zaskakujących. To powrót do czasów, gdy muzyka była wentylem wolności, sprzeciwu, formą kanalizacji buntu, była orężem ludzi szalenie świadomych PRL-owskiej rzeczywistości niepozbawionych wrażliwości, zmysłu obserwacji. I ludzi odważnych – bo taka działalność wymagała odwagi, o czym zresztą dowiadujemy się z kolejnych stron książki.
https://www.youtube.com/watch?v=6sDqEhud8c0
Chyba nikogo nie dziwi, że zarówno okładka, jak i zdjęcia m.in. zespołu, fanów oraz skany np. biletów, plakatów promujących koncerty, listów, rękopisów mienią się czernią i bielą – to dodaje książce mnóstwa uroku i oddaje „republikański” klimat jej treści. Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest powtarzalność niektórych zadawanych przez autorów pytań, np. o reakcję na śmierć Grzegorza Ciechowskiego, w jaki sposób rozmówca się o niej dowiedział – dzięki temu widzimy tą samą kwestię postrzeganą kilkunastoma parami oczu, z różnych perspektyw. Czytelnik z łatwością porusza się w tekście tego wydawnictwa dzięki przejrzystemu podziałowi na rozdziały odpowiadające m.in. członkom Republiki, managerom, na fanach kończąc i podrozdziały analogiczne dla poszczególnych osób. Na końcu wydawnictwa umieszczone zostało „Subiektywne kalendarium fana, czyli to, co było najważniejsze!” rozpoczynające się w 1951 r. od narodzin basisty Pawła Kuczyńskiego, sięgające dnia śmierci Grzegorza Ciechowskiego, czyli 22 grudnia 2001 r.
Wbrew różnym przypuszczeniom czy przewidywaniom, książka My Lunatycy. Rzecz o Republice. nie jest pomnikiem postawionym zespołowi przez fanów, a jeżeli patrzeć na nią pod kątem tego kryterium, jest niewątpliwie uwiecznieniem tego, co w muzyce najważniejsze – niezwykłych emocji.

