Mimo, że nigdy nie byłam ogromną fanką Muse, to zawsze lubiłam ich od czasu do czasu posłuchać. The Resistance i Black Holes and Revolutions to moje ulubione dwie płyty z dorobku zespołu. Zastanawiam się, czy do tych dwóch albumów nie dopisać jeszcze jednego. Najnowszego. The 2nd Law.
Fani grupy z pewnością się nie zawiodą, a ci, którzy jeszcze nie mieli jeszcze okazji zetknąć się z muzyką Muse, nie popełnią błędu, zaczynając swoją przygodę z nią właśnie od tego krążka. Album zawiera 12 niezwykle energetycznych, tajemniczych i, przede wszystkim, DOBRYCH kawałków. Nawet ten lekki patos, obecny także na poprzednich płytach grupy, daje się znieść.
Nie da się ukryć, że chłopcy poczuli wszechobecną modę i swoją najnowszą płytę postanowili przyprawić szczyptą dubstepu. Tych, którzy obawiali się, że artyści postanowią nadużyć wiertarkopodobnych elementów – uspokajam. Fragmenty elektroniczne i delikatne nasączenie Skrillexem wyszły Muse na dobre. The 2nd Law jest świeży i nowoczesny. Klimat dubstepu pasuje do utworów, które nie są nim przesycone do przesady. Jeżeli już mowa o dubstepowych smaczkach na najnowszej płycie Muse, to należy wspomnieć o dwóch ostatnich kawałkach z albumu: Unsustainable i Isolated System. Te dwa utwory są całkowicie oparte na elektronicznych woobach, a ja znajduję w nich coś nawet z muzyki… filmowej (?). Są wielkimi plusami na krążku.
Elektronika wykorzystana na płycie jest pysznym dodatkiem do całych rockowych kompozycji. The 2nd Law jest mieszanką patosu (jak to już u Muse bywało) z nutą dystansu do świata. Ciężko określić, czym zespół inspirował się przy tworzeniu płyty, ponieważ jest ona wielce zróżnicowana, pod względem stylistycznym. Może się wydawać, że jedną z inspiracji było U2 (szczególnie w kawałku Big Freeze – nawiasem mówiąc, moim ulubionym z albumu), a może nawet Queen (Panic Station)? Możliwości jest wiele, jeśli nie więcej.
Muse miesza stylami na lewo i prawo, i to jest godne uwagi, podziwu oraz docenienia. Właśnie dlatego, jeśli ktoś nastawia się na czysto rockowe granie – będzie zawiedziony. Miejmy jednak nadzieję, że zespół Muse ma tolerancyjnych słuchaczy, którzy docenią ich, bardzo dobrze wykonaną, robotę. No i nie zapomnijcie, że już 23 listopada Muse zagra na żywo – w Łodzi!
