Site icon All About Music

Satyra na świat. Mudhoney – Plastic Eternity, 2023 (recenzja)

Może się wydawać, że jeśli ktoś jest prekursorem w jakiejś dziedzinie to wszyscy raczej o tym wiedzą. Okazuje się, że nic bardziej mylnego, a przynajmniej nie w przypadku grupy Mudhoney.

Chociaż przez wielu uznawana jest za jednego z pionierów grunge’u nie przysparza jej to wcale wielkiej popularności. I to jest dowód na to, że nie zawsze o nią chodzi. Bo chociaż nie każdy powie o nich coś więcej, to jest to kawał historii, która rozpoczęła się już w latach 80 w Siettle.

Komentowanie rzeczywistości to dla Mudhoney z pewnością nie jest pierwszyzna. A że w ostatnich latach działo się bardzo dużo, to o tematy mogło być nawet łatwiej niż zazwyczaj. To słychać na najnowszym albumie zatytułowanym Plastic Eternity.

Na krążku znalazło się 13 utworów. Tym, którym grupa zdecydowała się otworzyć album, jest Souvenir Of My Trip. To taka krótka muzyczna piłka, która może powybijać kilka okien, bo jeśli zastanawialiście się kiedyś, czy w ogóle można podsumować w dwóch zwrotkach temat rzekę, którym jest wpasowywanie się i odnajdowanie się w tym, co tu i teraz to panowie z Mudhoney w 2 minuty i 35 sekund udowodniają, że dla chcącego nic trudnego. Oczywiście, jeśli tak jak oni ma się kilkudziesięcioletnie doświadczenie w tej branży.

Gdyby brakowało wam sprawdzonego, zadziornego grania wyciągniętego ze starej szkoły to bardzo prawdopodobne, że któraś z kompozycji umieszczonych na tej płycie wpadnie wam w ucho i spełni wasze oczekiwania z tej prostej przyczyny, że Mudhoney przeprowadzają nas przez różne kombinacje, trzymające się tego rockowego zacięcia, które właściwie zawsze się sprawdza.

Coś mi się wydaje, że Almost Everything przypadnie do gustu zwłaszcza tym, którzy odnajdują się w stylistyce lat 60 i 70.

Bunt fascynuje nie od dziś. Tego buntu na tym albumie jest dużo. Mamy Cascades of Crap i zapewne nieprzypadkowo następujący po nim Flush The Fascist, będący bardziej melorecytacją niż piosenką.

Jeśli macie swoją osobistą listę albumów, które włączacie, kiedy jesteście wściekli na świat, to możecie spokojnie dorzucić do nich właśnie ten.

Move Under to kolejna pozycja, w której Mudhoney konsekwentnie trzyma się jasno zarysowanego rytmu. Jeśli ktoś śledzi poczynania grupy, ten utwór zapewne słyszał wcześniej, bo był to jeden z singli promujących album.

Czy muzyka może być spokojna tylko z pozoru? Severed Dreams In The Sleeper Cell wrzuca słuchacza w podskórne poczucie niepokoju jeszcze zanim popłyną jakiekolwiek słowa.

Teksty, których wysłuchałam chociaż nowe, są dość typowe dla Mudhoney. Here Comes The Flood, to kolejny utwór, który pod tym względem można potraktować wielowymiarowo. Tak czy inaczej, to kolejna satyra na otaczający nas świat. I chociaż Interpretacji będzie wiele. Pozostaje Tylko pytanie, czy któraś okaże się tą właściwą.

Krzyk to nie jest rozwiązanie wszystkich problemów, ale potrafi przynieść ulgę. Wiedzą to doskonale wszyscy muzycy, ale rock, punk czy grunge sięga po niego nadzwyczaj często. W Human Stock Capital macie dość pokaźną próbkę.

Zapowiadając Plastic Eternity, panowie obiecywali nam ,,jazdę przez wszystkie proto – gatunki rocka”. Zestawiając ze sobą następujące kolejno Tom Herman’s Hermits oraz One Or Two można śmiało powiedzieć, że dotrzymali danego słowa.

Cry My An Atmospheric River to kolejna muzyczna krótka piłka, naszpikowana zaczepnym tekstem. Kompozycja jeszcze raz przypomina, że na tym konkretnym albumie rządzą przede wszystkim gitary i bębny.

Nie tylko środowisko można zanieczyścić. Z relacjami międzyludzkimi radzimy sobie równie średnio, jak z ociepleniem klimatu. Tym razem muzycy Mudhoney wzięli na warsztat wszechobecną sztuczność, a swój sprzeciw wobec niej upchnęli w Plasticity.

Plastic Eternity zamyka utwór Little Dogs, który stylistycznie znowu zabiera nas w podróż w czasie.

Mudhoney kolejny raz zrobili to, na czym najzwyczajniej w świecie się znają. Dość kontrowersyjnie podsumowali rzeczywistość, a swoje teksty ubrali w sprawdzone brzmienia, chociaż jest kilka smaczków, które mogą zaskoczyć, tych bardziej wsłuchanych w twórczość zespołu.

Exit mobile version