Site icon All About Music

Morze wylanych łez i masowa histeria po odejściu Zayna Malika, felieton Łukasza Jaćkiewicza

Zayn Malik odszedł z One Direction. Na Twitterze nastała masowa histeria. W takich sytuacjach człowiek zastanawia się czy powinien śmiać się czy może płakać myśląc o głupocie nastolatków. Jak inaczej skomentować to co się tam teraz dzieje?

Zaczęło się dość niepozornie. Zayn podobno miał problemy ze zdrowiem. Podobno, bo i tak wszyscy mówili o jego problemach z dziewczyną. W sieci pojawiły się zdjęcia, na których Zayn rzekomo zdradza swoją narzeczoną Perrie Edwards. Cała sytuacja rozwinęła się tak bardzo, że wokalista postanowił opuścić resztę zespołu będącą obecnie w trasie koncertowej i udać się do rodzimej Wielkiej Brytanii. Zayn był sfrustrowany tą sytuacją do tego stopnia, że nie miał już siły występować na scenie i postanowił ratować swój związek z piękną Perrie. Ile w tym prawdy, nie wiemy. Wiemy natomiast od wczoraj, że całkowicie postanowił rozstać się z zespołem i powrócić do „normalności”. O ile jego życie można teraz w taki sposób opisać.

Twitter oszalał od tego momentu. W sieci pojawiły się setki tysięcy, jak nie miliony wiadomości ogólnie powszechnych, będących synonimem morza wylanych łez i masowej histerii jak po śmierci najukochańszej osoby. Sam nie wiem co mam sądzić, gdy czytam wiadomości typu:

Kiedy Zayn ogłosił, że odchodzi, wszyscy fani 1D w naszej szkole płakali.

Zayn odszedł, płaczę na lekcji.

Proszę pomóźcie, nie mogę oddychać. Co się właśnie stało?

Czy naprawdę odejście kogoś z zespołu powoduje u nastolatków tak wiele emocji? Czy naprawdę jest to powód, aby tak się zamartwiać i wręcz samobiczować? Sam byłem nastolatkiem i miałem swoich ukochanych gwiazdorów. Powiem więcej, w moim okresie „gimbazy” królowała Britney Spears i pamiętał jej załamanie nerwowe i obcięcie włosów na klasyczne zero. Dobrze, może byłem trochę przygnębiony. Nie było jednak mowy o klasycznej histerii, płaczu, zgrzytaniu zębów i hasztagowania jak to mi źle, i jak to nie mogę żyć. Pomyślmy szerzej. Czy artysta życzyłby sobie, aby fani użalali się nad nim, czy może wolałby akceptacji i ciszy? Czy chciałby aby płakano, robiono sobie przygnębiające zdjęcia? Obserwując jednak dzisiejszą młodzież, a raczej jej „wyjątkową część”, mam wrażenie, że tego właśnie oczekują od samych siebie. Nie rozumiem jaki jest sens wylewania publicznie swojego żalu i dokumentowanie swojej przykrości. Młodzież chyba serio myśli, że Zayn się tym przejmie i wróci jeszcze do zespołu…

Zastanawiające jest jednak co zrobi teraz sam zainteresowany. W poście na Facebooku pisze, że w końcu chciałby być normalnym 22-latkiem i mieć możliwość spędzenia wolnego czasu bez obecności mediów. Całość jednak wydaje się być mało prawdopodobna. Świat podchwycił ten temat do tego stopnia, że zaryzykuję stwierdzenie, że chłopak nie będzie miał teraz życia. Będzie obserwowany 24 godziny na dobę i wciąż wypisywane będą kolejne plotki i domniemane prawdziwe informacje. Stanie się oczkiem w głowach papparazzi i obiektem numer jeden portali plotkarskich. Ciężko mu będzie wrócić do normalności. Z drugiej jednak strony odejście z zespołu było najlepszym posunięciem jakie mógł zrobić w swojej dotychczasowe karierze. To on właśnie wydawał się najbardziej charyzmatycznym chłopakiem w tym boysbandzie, który z powodzeniem mógłby występować solowo. Ma on bowiem wszelkie predyspozycje głosowe (chyba najlepsze z zespołu), jak i sposób bycia i prezencji. I choć czasem nie rozumiałem jego zapuszczania włosów i tatuowania każdej wolnej części ciała, myślę że ma on szanse na wybicie się. Sam zespół powoli (no dobra, szybko) traci na popularności, płyty sprzedają się co raz gorzej a piosenki nie lądują na czołowych miejscach list przebojów.

Wiele znanych nam gwiazd muzyki występowało przecież w zespołach wokalnych. Przytoczę tu chociażby zespół Destiny’s Child. I choć Michelle przepadła w czeluściach zespołu, to o Kelly Rowland i Beyonce wciąż słyszymy. Ta druga wręcz jest wielbiona i uznawana za jedną z najlepszych wokalistek. Podobnie było z Robbie Williamsem, który chwałę zdobył w Take That, a solowo wybił się na wyżyny popularności. Nie wspominając już o Justinie Timberlake’u czy Mel C. Dlatego nie rozumiem tej histerii. Czy ludzie serio myślą, ze słuch o Zaynie zaginie? Nie sądzę. Brakuje jeszcze ostrych cięć nadgarstków oraz masowych samobójstw… i wypranych mózgów. A może jakieś już się zdarzyły?

Exit mobile version