Site icon All About Music

Przyszły klasyk dark wave’u. Molchat Doma – Belaya Polosa, 2024 (recenzja)

Białoruskie trio po czterech długich latach powraca z nowym, znakomitym wydawnictwem Belaya Polosa. I pomimo że ich zakorzenione głęboko w cold/dark wave kompozycje powstały z dala od rodzinnego Mińska, to brutalistyczny klimat dalej jest motywem przewodnim ich twórczości. Nagrany w Los Angeles nowy album Molchat Domy wyróżnia się jednak wyższą przejrzystością aranżacji i kompozycyjnie składa się na najbardziej świadome i dojrzałe dzieło zespołu. Belaya Polosa ma jednak mankament braku szumu medialnego i przez jego undergroundowość może album przejść niezauważony i dla przeciętnego słuchacza być tylko odblaskiem bestsellerowego Etazhi

Popularność zespołu zaczęła się wraz z pojawianiem się ich kompozycji na doomerskich, wschodnioeuropejskich playlistach. Teksty krążące wokół beznadziejności istnienia zyskały na popularności w czasach pandemii, gdy nad światem zawisły czarne chmury niepewności o niedaleką przyszłość. To właśnie wtedy utwory Kletka czy Sudno (Boris Ryzhy) przedarły się do mainstreamu w social mediach zapewniając grupie międzynarodowy rozgłos.

Rosyjsko języczny zespół Molchat Doma jako swoje muzyczne korzenie wskazuje sowiecki rockowy zespół Kino, łącząc to z brzmieniem zachodnich zespołów jak Joy Division, Depeche Mode czy Tears For Fears tworzy mieszankę będącą kwintesencją mrocznego brzmienia lat osiemdziesiątych. Jest tu mnóstwo głębokich syntezatorów, maszyn perkusyjnych czy pogłosu na partiach wokalnych Egora Shkutki.

Ważnym aspektem wydźwięku artystycznego tria jest brutalistyczna szata graficzna ich albumów. Na okładkach płyt można zobaczyć między innymi słowacki Hotel Panorama czy znajdujące się w Pjongjangu Pomnik Założycieli Partii wraz z nigdy nieukończonym hotelem Ryugyong. Tym razem na okładce wydawnictwa ukazany został plan budynku Palazzo Dell’Acqua E Della Luce, który według planów Benito Mussoliniego miał być częścią istniejącego po dzień dzisiejszy Esposizione Universale di Roma. Obecnie w wybudowanej części znajduje się Rzymskie Centrum Biznesowe.

Pierwszym singlem zapowiadającym tegoroczne wydawnictwo Belaya Polosa był wydany 11 czerwca oniryczny utwór Son. Ponad sześciominutowe dzieło zaczyna się mrocznymi, lekko kosmicznymi dźwiękami by wejść w basowe dźwięki wypełnione następnie maszyną perkusyjną i syntezatorami. Przywołujące echa Black Celebration od Depeche Mode kompozycja opowiada o dystopijnym, apokaliptyczny śnie w którym autor widzi jednak odwołania do swojej szarej rzeczywistości.

Nie mogę przeboleć intra do drugiego singla z płyty, który brzmi jak kopiuj wklej Radio Ga Ga Queenu i automatycznie przywodzi w mojej głowie sceny z występu na Live Aid, bezbłędnie przedstawionego w filmie Bohemian Rhapsody. Wracając, po pierwszym ścieżce syntezatora wstęp Ty Zhe Ne Znaesh Kto Ya zmienia się rewelacyjny, skoczny utwór idealnie budując instrumentalnie napięcie nim Egor zacznie snuć opowieść o niezrozumieniu i samotności.

Tytułowa Belaya Polosa przynosi bardziej nostalgiczny, wyważony ton. Trzeci singiel z płyty daje większość przestrzeń na kontemplację oraz popis rozbudowanych partii instrumentalnych, które w kompozycji grają główną rolę. W połączeniu z minimalistyczną, instrumentalną kompozycją Beznadezhniy Waltz oraz mocno gitarowym utworem Chernye Svety stanowi bezapelacyjnie najlepszy fragment albumu, moim personalnym zdaniem to najlepsze dzieła w ich karierze.

Jako całość Belaya Polosa wydaje się być odpowiedzią na mocno syntezatorowego, popularnego Etazhi (2018), jednak nie brak tu miejsca na bardziej rockowo-gitarowe brzmienia znanego z debiutanckiego S Krysh Nashikh Domov (2017), rozwiniętego na późniejszym albumie Monument (2020). Wypadowa stylów poprzednich albumów przekłada się na najbardziej dopracowane dzieło w karierze Molchat Domy. Poza wspomnianymi wcześniej utworami można tu poczuć dużą dawkę nawiązań do synth-popu (Kolesom, III) oraz dark wave (między innymi w nieprzypadkowym w swoim tytule Zimnyaya). Zespół nie wydaje się odchodzić mocno od założonego w przeszłości kierunku, jednak w swojej niszy nie odcinają tylko kuponów od sukcesu Etazhi, ale bezustannie dodają nowe elementy do ich dzieł, sprawiając że Belaya Polosa jest rewelacyjna w swojej bogatości i pełności kompozycyjno-aranżacyjnej. Album wydaje się być rewelacyjną pozycją na rychło nadchodzącą, ciemniejszą część roku, będąc odzwierciedleniem długich, szarych jesienno-zimowych wieczorów. Dla wszystkich fanów zespołu oraz niniejszego albumu mam dobrą informację, Molchat Doma wystąpi już 16 listopada w Starym Maneżu w Gdańsku, a dzień później w warszawskiej Progresji.

Exit mobile version