Site icon All About Music

Młynarski-Masecki Jazz Camerata Varsoviensis – Fogg. Pieśniarz Warszawy (2018), recenzja Karoliny Młynarskiej

Rokrocznie rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego jest obchodzona na wiele różnorodnych sposobów. Jednym z nich jest wydanie płyty nawiązującej albo do samego zrywu, albo do powiązanych z nim wydarzeń, okoliczności bądź ludzi. W tym roku za produkcję albumu odpowiedzialni są Jan Młynarski oraz Marcin Masecki, którzy pamięć powstańców postanowili uczcić, biorąc na warsztat utwory najwybitniejszego pieśniarza przedwojennej Polski. Tak powstał – w ekspresowym tempie czterech miesięcy – album Fogg. Pieśniarz Warszawy, hołdujący zarówno powstańcom, jak i samemu Mieczysławowi Foggowi.

Mieczysław Fogg był mocno związany z Warszawą przez całe życie. Nie tylko występował w stołecznych kawiarniach czy teatrach, ale brał czynny udział między innymi w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie kontynuował zawód piosenkarza, występując także poza granicami naszego kraju. Ze względu na długą karierę prędko stał się symbolem kultury polskiej XX wieku.

Nic dziwnego zatem, że pamięć o dorobku Fogga jest wciąż żywa. Na płycie Fogg. Pieśniarz Warszawy znajdziemy czternaście utworów artysty pochodzących z różnych etapów jego kariery. Obok słynnych To ostatnia niedziela czy Tango Milonga usłyszymy nieco mniej znane Może kiedyś, innym razem czy Nic o Tobie nie wiem. Niezależnie od popularności oryginalnego wykonania każda interpretacja zespołu Młynarski-Masecki jest bezbłędna. Artyści sporą uwagę przywiązują do linii melodycznej, która to w większości przypadków odgrywa główną rolę w utworach. Za każdym razem jest rozbudowana, pełna przeróżnych instrumentów. Długie piosenki potrafią być męczące, ale nie w tym przypadku. Tutaj uważnie śledzi się przebieg kompozycji, czerpiąc niebywałą przyjemność z tej przygody.

To, co bardzo mi się podoba, to zaangażowanie kobiet do wykonania niektórych utworów. I to nie byle jakich kobiet, bo w emocjonalnym, nieco teatralnym Związane mam ręce oraz w nieśpiesznym, równie uczuciowym Warszawo ma usłyszymy Joannę Kulig, a w rytmicznej Ameryce i w nonszalanckim Może kiedyś, innym razem głosu użycza Agata Kulesza. Obie aktorki wypadają fantastycznie i słucha ich się z nieukrywaną uciechą.

Płyta jest bardzo zróżnicowana pod wieloma względami. Obok utworów lekkich, skocznych i zabawnych stoją te nieco bardziej poważne, przepełnione smutkiem i tęsknotą. Zachowanie takiej równowagi jest dobrym posunięciem – nie dość, że piosenki poruszają różne aspekty życia zwykłego człowieka, z którymi łatwo możemy się zidentyfikować, to jeszcze słuchacz nie odczuwa znużenia, nudy czy przesytu jednym powtarzanym schematem. Jest różnokolorowo, ale co istotne każdy z tych kolorów jest zjawiskowy.

Niezwykle ważnym elementem albumu Fogg. Pieśniarz Warszawy jest jego klimat. Włączając płytę, od razu przenosimy się do niepowtarzalnej przedwojennej Warszawy, tętniącej pełnią życia. W pewnym momencie odnosimy wrażenie, że siedzimy w półmroku sławnej kawiarni, innym razem jesteśmy w teatrze, a jeszcze kiedy indziej nie żałujemy sił i szalejemy na potańcówce. Takie klimatyczne, malownicze utwory łatwo uruchamiają wyobraźnię i sprawiają wiele frajdy. I są bardzo dobre. Tak po prostu.

Jako osoba, która ma niesłychany sentyment do Warszawy, jej historii i ludności, z niecierpliwością wyczekuję płyt wydawanych z okazji obchodów kolejnych rocznic wybuchu Powstania Warszawskiego. Żaden z dotychczasowych artystów biorących udział w tym projekcie nie zawiódł mnie przygotowanym materiałem; w przypadku Młynarski-Masecki Jazz Camerata Varsoviensis jest tak samo. Fogg. Pieśniarz Warszawy to przepiękna płyta pełna przeróżnych emocji, wyprodukowana z klasą i precyzją, łącząca w sobie tradycję oraz nowoczesność. Świetne aranżacje, genialne wykonania i ten wspaniały klimat… Liczę, że dzięki temu albumowi młodsze pokolenie zainteresuje się tak wybitną postacią, jaką był Mieczysław Fogg i poznają więcej jego utworów niż To ostatnia niedziela. To będzie znakomicie przyjemna lekcja historii.

Exit mobile version