Konia z rzędem temu, kto nie dostrzega twórczego wkładu amerykańskiej raperki Missy Elliott w hip-hop oraz muzykę jako taką. Natomiast konia z rzędem dla mnie, gdy świat orzeknie, że ICONOLOGY to dzieło, które rozwali słuchaczom mózgownicę.
Na czwartkową wieść o tym, że Pani Missy „Misdemeanor” Elliott na drugi dzień opublikuje kolekcję nowych piosenek, zareagowałem niezwykle entuzjastycznie. Oczekiwałem, że piątek 23 sierpnia staje się dniem premiery wyczekiwanego od ponad czternastu lat studyjnego albumu amerykanki, który wywróci kobiecy świat rapu do góry nogami. Jakże się rozczarowałem, patrząc ponuro na bardzo skromną listę utworów, które znalazły się na ICONOLOGY. Cztery utwory to niemało, choć dla mnie zbyt mało, by mówić o kolekcji piosenek, to po pierwsze, a po drugie, by nazywać to dzieło jako realny powrót Missy Elliott do muzycznego biznesu. No nic, Pani Missy nie wspominała o gabarytach ICONOLOGY, więc winić mogę tylko siebie za zbyt wysokie oczekiwania odnośnie tego konkretnego aspektu. Natomiast co do jakości ICONOLOGY, już pewne przypuszczenia mogłem wysnuwać. Głęboko wierzyłem, że cztery nowe piosenki Pani Elliott poszczycą się wysokiej jakości i klasy produkcją, którą myślę, że w przeszłości raperka i jej współpracownicy pokazywali nie jeden raz… Niestety, po niecałym kwadransie ICONOLOGY zostałem pozostawiony nie tylko niepocieszony, ale i zmieszany tym co miałem nieprzyjemność usłyszeć.
Zacznę może od pozytywów, czyli samego rapu. Ten w wykonaniu Missy Elliott jest jak zwykle świetny. Warstwa liryczna również nie odstaje, poza jednym wyjątkiem, i czuć w nich twórcze zaangażowanie samej artystki. Pełna profeska, bez zaskoczeń. Natomiast co do reszty elementów, to już nie jest tak fajnie. Największą bolączką ICONOLOGY jest jego produkcja, nienatchniona, trącąca pośpiechem i obskurnością. Dlatego też pomimo świetnej kondycji Misdemeanor, nic tu się według mnie nie klei. Osobiście uważam, że najlepszym elementem tej epki jest jej okładka, a to nie jest najlepsza ocena jakiegokolwiek dzieła. Przechodząc do konkretów…
Gdyby nie stosunkowo przyjemny dla oka teledysk, Throw It Back nie byłby dla mnie żadną istotną kompozycją. Mam dziwne wrażenie, że czysto muzycznie jest to odrzut z sesji nagraniowych In My Defense autorstwa Iggy Azelea, a jak wiemy, ten nie był artystycznym sukcesem, a wręcz przeciwnie. Cool Off jest najbardziej irytującym utworem spośród tej urokliwej czwóreczki. Tekstowo również doprowadza mnie na skraj gorączki, choć ten w zwrotkach jest jeszcze względnie do zniesienia. DripDemeanor to jedyna przyzwoita kompozycja, która trzyma swój przeciętny poziom od początku do końca. Całkiem porządny bit łączący R&B oraz funk, jednak nie jest w tym miksie niczym wyjątkowym. Co do popowego Why I Still Love You, ten jest najzwyczajniej banalny i zdecydowanie lepiej wypada z wersji acapella. By jeszcze tego było mało, użyto w nim tyle polepszaczy głosu Pani Missy, że można by nimi podzielić się jeszcze z Madonną i Britney Spears, a i tak jeszcze by go trochę zostało.
Missy Elliott z pewnością zasługuje na miano ikony, w końcu otrzymała w tym roku nagrodę Michael Jackson Video Vanguard Award za zasługi dla sztuki muzycznego teledysku. Niestety jej najnowsze dzieło ICONOLOGY nawet w minimalnym stopniu nie pokazuje tego, na co ją artystycznie stać. Kompletna strata czasu, tym bardziej przy katalogu takich klasyków jak Get Your Freak On i świeżynek jak WTF czy I’m Better.

