Site icon All About Music

Miley Cyrus – Plastic Hearts (2020), recenzja Dariusza Kozery

Wokół najnowszego albumu Miley Cyrus było z początku wiele niepewności. W zeszłym roku pojawiła się EPka She Is Coming, która wbrew zapowiedziom nie pociągnęła za sobą dwóch kolejnych i albumu. Następnie pojawił się singiel, który raz miał zwiastować nowy album a raz nie. Ostatecznie wokalistka podjęła jednak decyzję o wydaniu swojego siódmego studyjnego albumu i co tu dużo mówić, lepszej decyzji podjąć nie mogła.

Plastic Hearts to zdecydowanie najlepsza możliwa odsłona Miley Cyrus. Płyta ta jest połączeniem rockowej duszy wokalistki z popowym brzmieniem, które towarzyszyło jej od najmłodszych lat. Artystka z pewnością wyciągnęła z obu tych gatunków muzycznych to co najlepsze i doskonale połączyła je ze sobą. Już pierwsza zapowiedź płyty świadczyła o tym, że Miley weszła na zupełnie inny poziom w swojej twórczości. Midnight Sky jest utworem wręcz idealnym w jej wykonaniu. Tak jak wyżej wspomniałem, jest to idealne połączenie dwóch pozornie różnych światów, które mogły się tak idealnie zgrać tylko i wyłącznie dzięki niezwykle charakterystycznemu wokalowi Cyrus. Dziewczyna od zawsze miała niezły pazur w głosie, ale chyba dopiero teraz w pełni go okiełznała i nauczyła perfekcyjnie wykorzystywać w muzyce, którą tworzy.

Słuchając Plastic Hearts miałem za każdym razem wrażenie, że inny kawałek jest moim ulubionym. Taki efekt potrafi wywołać tylko naprawdę solidny i niezwykle spójny album. Skoro już o tym mowa. Czy jest mi ktoś w stanie wytłumaczyć jak można stworzyć tak doskonale ujednolicony album, który jednocześnie zawiera tak różne od siebie utwory? Miley naprawdę wspięła się na wyżyny tym albumem. Wokalistka nie tworzyła go jednak sama. Do gościnnego udziału zaprosiła trzech muzyków. W Prisoner towarzyszy jej Dua Lipa, która dzięki tej współpracy ma z pewnością kolejny hit na swoim koncie. Ta piosenka to klasa sama w sobie i utwór wręcz idealny dla obu pań. Mam nadzieję, ze duet ten podbije listy przebojów na całym świecie, bo w pełni na to zasługuje. Night Crawling, w którym pojawił się Billy Idol, dosłownie niszczy system. Nawet nie bardzo wiem jak mam opisać ten utwór, bo to po prostu jest 11/10. Bad Karma z Joan Jett jest bardzo charakterystycznym i dość specyficznym utworem, który nie każdemu może przypaść do gustu. Ja osobiście jestem w gronie tych, którzy są w nim zakochani i bardzo się cieszę, że w końcu oficjalnie ujrzał on światło dzienne.

Plastic Hearts ma genialną warstwę liryczną. Miley doskonale wie jak przekazać różnego rodzaju emocje poprzez swoje piosenki. High, Angels Like You, Hate Me, Never Be Me oraz Golden G String to istne majstersztyki, zarówno pod względem lirycznym jak i wokalnym. Myślałem, że bardziej zakochać się w głosie tej dziewczyny nie mogę, a tu proszę. Cyrus dostała ogromny dar w postaci swojego głosu i moje serce rośne, gdy słyszę jak w pełni go wykorzystuje. Niesamowite jest również to, że o tak trudnych kwestiach jak bycie nieodpowiednią osobą dla tej drugiej, rozstanie, złamane serce czy też odejście z tego świata, potrafi śpiewać w tak spokojny, a jednocześnie przepełniony niesamowitym smutkiem sposób. Świadczy to o jej dojrzałości muzycznej, która jest na poziomie, który mało kto osiąga. Wielu muzyków mogłoby brać z niej przykład i uczyć na jej przykładzie.

https://youtu.be/uQNa4b5ZROU

Miley dawno przestała być po prostu piosenkarką. Dziewczyna jest Artystką przez wielkie A. Doskonale wie co chce przekazać światu, jak ma brzmieć jej muzyka i najzwyczajniej w świecie po prostu ją tworzy. Umieszczenie tak potężnie naładowanych emocjami utworów na tej samej płycie, na której znajdują się energetyczne i wręcz zmuszające do tańca WTF Do I Know, zmuszające do pląsów, pstrykania palcami i błyskawicznie wpadające w ucho Plastic Hearts, czy nieco mroczne z bardzo seksualnym vibem Gimme What I Want było niezwykły wyczynem. Swoją drogą, ten drugi utwór to moim zdaniem jakiś kosmos. Jak można stworzyć coś tak dobrego?!

Jak już jednak wspominałem wcześniej, Plastic Hearts to niezwykle spójna historia, pomimo tak dużych różnic w poszczególnych jej rozdziałach. Ten album to majstersztyk i choćbyście nie wiem jak próbowali, to nie będziecie w stanie zmienić mojego zdania. Płyta ta jest czymś na co od lat czekałem, chociaż nawet nie byłem tego świadomy. Krążków takich jak ten mogę słuchać na zapętleniu całymi dniami. Podziwiam progres jaki w swojej twórczości zrobiła Miley. Po Bangerz wydawało mi się, że Cyrus nigdy nie stworzy nic lepszego. Od minionego piątku wspomniana płyta ma jednak towarzysza, który stoi z nią jak równy z równym na podium. Gratuluję Miley Cyrus, udało Ci się uratować 2020 i wydać album roku.

Exit mobile version